środa, 16 sierpnia 2017

Rozdział V

    Gillen sprzątnął, co miał do sprzątnięcia i usiadł przy jednym ze stołów. Anella jeszcze nie wróciła, ale przecież wyszła dopiero niedawno. Nie musiała się spieszyć. Gillen nie miał nic przeciwko czekaniu na nią.
    Rozejrzał się po bibliotece. Jeszcze nigdy nie był w niej sam. Czuł się nieswojo, zupełnie nie na miejscu. Niepożądany. To głupie, wiedział o tym, ale miał wrażenie, jakby biblioteka go tam nie chciała. Jakby go nie lubiła. To tylko książki, powiedział sobie, ale to nie pomogło.
    Przyłapał się na nerwowym stukaniu palcami o blat stołu i przestał. W bibliotece znów zapadła przytłaczająca cisza. Gillen wstał, nie mogąc tego znieść.
    Początkowo po prostu chodził w kółko po podwyższeniu, aż wreszcie zszedł niżej i zaczął krążyć wśród regałów. Nie był pewien, dlaczego to robił. Nie mógł się zatrzymać.
    Pozwolił, by nogi zaprowadziły go tam, gdzie chciały. Zatrzymał się w ślepym zaułku, pod ścianą. Potrząsnął głową, zdezorientowany. Miał wrażenie, jakby dopiero się obudził. Co się stało?, pomyślał. Co ja tu robię?
    Wiedział, że powinien się stąd wynosić, ale kiedy tylko zrobił krok w tył, w jego głowie rozległ się głos.
    Chodź do mnie.
    Znał ten głos. Należał do tej kobiety, zamkniętej w jednym z pokoi w kryjówce, gdzie ukrywali się przed Dannelem i jego ludźmi. Jakim cudem mogła dosięgnąć go aż tutaj? Zadrżał i odwrócił się gotów do ucieczki, kiedy nagle świat wokół niego pojaśniał, a on znalazł się w zupełnie innym miejscu.
    Stał przed drzwiami do pokoju śpiącej kobiety. Znów nie był w stanie wejść do środka, mógł jedynie przyglądać się śpiącej... albo nieprzytomnej. W latach młodości, które minęły już dawno, musiała być piękna. Wciąż zachowała nieco dawnej urody. Teraz jednak Gillen mógł zobaczyć więcej.
    Całe jej ciało pokrywały blizny. Małe, niemal niewidzialne, równie blade, co skóra, wyglądały, jakby zostały zrobione poprzez nacinanie skóry. Z niewiadomych powodów Gillen poczuł nagłe mdłości, które przywróciły go do rzeczywistości.
    Otworzył oczy, z zaskoczeniem odkrywając, że siedział na podłodze biblioteki. Co, do cholery, właśnie się stało?, pomyślał. Kręciło mu się w głowie. To była jakaś wizja? Dlaczego...?
    Chodź do mnie, Gil. Uwolnij mnie.
    Wzdrygnął się, słysząc to zdrobnienie. Nie lubił go. Nikt nigdy go tak nie nazwał, ale teraz, kiedy je usłyszał, stwierdził, że go nienawidzi.
    — Skąd... skąd znasz moje imię? — wydusił, podnosząc się z podłogi. Trzęsły mu się nogi. — Kim jesteś?
    Nie wiedział, czy kobieta go słyszy. Przypuszczał, że nie, bo mu nie odpowiedziała.
    Gillen postanowił wynosić się stąd jak najszybciej.

    Kiedy Anella weszła do Szarej Wieży, przez chwilę wydawało jej się, że słyszała czyjeś głosy. Czyżby Steen miał gościa? Ean? Brzmiał zupełnie jak on, ale po wspięciu się po schodach na drugie piętro, Anella odkryła, że siedział tam tylko Steen.
    — Anella — powiedział, wyraźnie zaskoczony jej widokiem. — Witaj. W bibliotece wszystko w porządku? — W jego głosie pobrzmiewało zaniepokojenie.
    Anella spróbowała uśmiechnąć się uspokajająco.
    — W bibliotece wszystko w porządku. Nie dlatego tu przyszłam.
    Steen pokiwał głową, ale wciąż wydawał się roztargniony.
    — Skoro ty przyszłaś tu, czy ktoś pilnuje biblioteki?
    — Gillen. — Zmartwienie Steena nieco ją rozbawiło i nie mogła powstrzymać uśmiechu.
    Steen odetchnął z ulgą.
    — Dobrze. To dobry chłopak. Na pewno nic nie zepsuje. — Potrząsnął głową. — Więc? Skoro w bibliotece wszystko w porządku, co tu robisz?
    Anella zawahała się. Czy był na nią zły albo zirytowany jej obecnością? Brzmiał, jakby był, ale może to tylko zmęczenie?
    — Ja tylko... — Wzięła głęboki wdech. — Rozmawiałam wczoraj z Eanem i powiedział coś dziwnego.
    Przez twarz Steena przemknął dziwny wyraz, którego Anella nie zdołała odczytać, bo trwał zaledwie sekundę. Mężczyzna zaśmiał się.
    — Czasem mu się to zdarza, nie wiem, czy zauważyłaś. — Spoważniał po chwili. — Co powiedział, że cię tak zmartwił?
    Potraktuje mnie poważnie czy nie?, zastanowiła się dziewczyna. Nie chciała, żeby ją wyśmiał, ale musiała się dowiedzieć.
    — Powiedział... Powiedział, że zadaję dużo pytań i powinnam zadawać jeszcze więcej. Że powinnam zacząć kwestionować wszystko, co wiem i w co wierzę. — Zmarszczyła brwi. Co jeszcze powiedział Ean? Musiała sobie przypomnieć. — Powiedział, że dopiero jak to zrobię, powie mi, o co chodzi, ale... — Głos jej się trochę złamał, za co się znienawidziła. — Nie wiem, co robić. Wiesz, o co mu chodziło?
    Tym razem rozpoznała uczucie, które pojawiło się na twarzy Steena. To był gniew. Zaraz po nim przyszła irytacja, szybko zastąpiona przez pozorną obojętność. Jest zły, pomyślała z trwogą Anella. Na mnie? Nie powinnam była pytać...
    — Anello, posłuchaj — powiedział Steen niemal łagodnie. Najwyraźniej zauważył jej reakcję na jego gniew. — Ean to dobry człowiek. Wspaniały. Chce jak najlepiej dla tego miasta i zrobiłby dla niego i jego mieszkańców wszystko. Dlatego powinnaś ufać jemu i jego decyzjom i robić, co ci każe, rozumiesz?
    Anella pokiwała głową, nieco zawiedziona. Czyli nie dostanę moich odpowiedzi, pomyślała, spuszczając wzrok. Ufała Eanowi i wiedziała, że kochał to miasto, ale i tak chciałaby zrozumieć, co miał na myśli, zanim wykona jego polecenie.
    — Ale nie zawsze — dodał Steen, zaskakując ją. — Jest tylko człowiekiem i popełnia błędy. Jak na przykład teraz, dając ci to niedorzeczne polecenie. Nie wiem, o co mu z tym chodziło, ale podejrzewam zmęczenie. Może po prostu był tak zmęczony, że sam nie wiedział, co gada. Albo robi sobie z ciebie jaja. — Pokręcił głową. — Jeśli tak, skopię mu za to tyłek. Masz na to moje słowo. — Uśmiechnął się, a ona nieśmiało odwzajemniła gest. — Ale, naprawdę, nie powinnaś się przejmować tym, co powiedział. Zignoruj go, ten jeden raz. Jak mówiłem, to dobry człowiek, jeden z najlepszych, ale czasami popełnia błędy i źle ocenia sytuację. Ten jeden raz zaufaj mi, nie jemu, w porządku?
    Anella pokiwała głową, pomimo chaosu, który panował w jej głowie. Teraz miała jeszcze więcej pytań. Steen na pewno wiedział, o czym mówił Ean, po tej rozmowie była o tym przekonana. Musiała się dowiedzieć, o co chodziło. Nie było szans, żeby tak po prostu to zignorowała.
    — W porządku — skłamała, mając nadzieję, że tego po niej nie widać. — Ja... Dziękuję. Wrócę już do biblioteki. — Głos jej zadrżał, ale Steen chyba tego nie zauważył albo po prostu nie zwrócił uwagi. — Do zobaczenia.
    — Do zobaczenia — powiedział mężczyzna z wyraźną ulgą w głosie. Czyli jej uwierzył. — Dbaj o moje książki.
    Uśmiechnęła się do niego, a potem zeszła po schodach. Ale nie na sam dół. Zatrzymała się na pierwszym piętrze i kucnęła, przykładając dłoń do powierzchni schodów prowadzących na dół. Wątpiła, czy jej się uda, ale musiała spróbować.
    Przelała do nich swą magię i nakazała im wydać dźwięk. Ku jej zdumieniu, zadziałało. Schody wydały taki dźwięk, jakby ktoś po nich schodził.
    A Anella pozostała na pierwszym piętrze. Była niemal stuprocentowo pewna, że wcześniej słyszała Eana rozmawiającego ze Steenem. To znaczyło, że mężczyzna prawdopodobnie był jeszcze gdzieś w wieży i być może niedługo będzie wracał. Dlatego skryła się w cieniu schodów i czekała.
    Zamierzała dowiedzieć się, o czym rozmawiali.

    Balla spała, kiedy ktoś otworzył drzwi do celi. Dziewczyna usiadła, przetarła oczy i zamrugała, skupiając wzrok na niespodziewanym gościu. Od czasu wizyty Evasa, odwiedziła ją tylko jakaś kobieta, która ścięła jej włosy. A potem nic, pomijając Steena, przynoszącego jej jedzenie i wodę, i zabierającego wiadro, do którego zmuszona była się załatwiać.
    Spodziewała się, że jej gość to Evas, ale to nie był on.
    — Dzień dobry — przywitał się Ean, siadając na krześle, będącym jedynym, poza łóżkiem, meblem w celi. — Jak się czujesz, Ballo?
    Balla wbiła w niego zmęczony wzrok. Nie miała ochoty rozmawiać z nim ani z nikim innym. Chciała, żeby zostawili ją w spokoju i pozwolili opłakiwać Dannela. Czy wymagała aż tak wiele? Czemu nie mogli uszanować jej życzenia?
    Sama myśl o Dannelu sprawiła, że oczy wypełniły jej się łzami. Nie obchodziło ją, że Ean je zobaczy. Miała gdzieś to, co o niej myśleli. To przez nich jej ukochany nie żył. To wszystko ich wina, pomyślała. Jego wina. Nienawiść sprawiła, że odzyskała trochę energii.
    Nienawidziła ich wszystkich, ale najbardziej Eana. Gdyby nie on i jego plan, Dannel z pewnością by nie zginął. Evas by go nie zabił. Czuła też wściekłość na samą siebie. Powinna była bronić Dannela, stać u jego boku, a zamiast tego pozwoliła, by pokonała ją ta żałosna dziewczyna. Zabije ją, jak tylko się stąd wydostanie. Już dawno to postanowiła.
    — Czego chcesz? — warknęła, wciąż wpatrując się w Eana.
    Nie wydawał się przejęty jej otwartą wrogością. Patrzył na nią z dziwnym wyrazem twarzy. Nie podobało jej się to, za bardzo przypominało litość.
    Gdybym ciągle miała magię, zabiłabym go, pomyślała. Niestety, wątpiła, by z tym, co jej pozostało, mogła choćby otworzyć drzwi. Bezużyteczna. Powinna była zginąć u boku Dannela. Przynajmniej pozostaliby razem.
    Ean westchnął.
    — Chciałem sprawdzić, jak się miewasz. Widzę, że nie najlepiej. Tutejsze warunki ci nie służą.
    — To ty mnie tu wsadziłeś. — Zmrużyła oczy. Co planował? Na pewno miał jakiś cel, przychodząc tu. Czy będzie próbował wyciągnąć z niej jakieś informacje? Po moim trupie, pomyślała dziewczyna. — Zapomniałeś? Na starość umysł nie funkcjonuje ci jak trzeba?
    Ean uśmiechnął się z politowaniem. Nienawidziła tego. Z chęcią by mu przyłożyła, starła ten uśmieszek z jego twarzy, ale wiedziała, że jeśli to zrobi... Zawała się. To co wtedy? Zabiją ją? I co z tego? Przecież i tak chciała umrzeć.
    Z tą myślą zaczęła podnosić się, pilnując, by nie zauważył, co zamierzała. Może nie da rady go zranić, ale przynajmniej spróbuje.
    Przyglądała się Eanowi uważnie i zauważyła swoją szansę, kiedy na sekundę zerknął w stronę drzwi. Słyszała głosy dobiegające z ich drugiej strony, ale zignorowała je. Szybko podniosła się i...
    — Krótkie włosy ci pasują — powiedział Ean, kierując wzrok z powrotem na nią. — Przypominasz teraz Evasa. A właściwie, oboje wyglądacie teraz jak wasz ojciec.
    Zaskoczenie sprawiło, że aż usiadła. Mimowolnie podniosła rękę i dotknęła własnych włosów. Nie były aż tak krótkie, sięgały niemal do ramion, ale...
    — Znasz mojego ojca? — wyszeptała, zbita z tropu. Jak? Skąd? Przecież ojciec nie jest magiem, prawda?
    — W zasadzie, przypominasz go nawet bardziej niż Evas. Wyglądasz jak rodowita Teklandka, nie jak mieszaniec. Evas zaś bardziej przypomina waszą matkę, prawda?
    Złapała się na tym, że kiwa głową i natychmiast przestała. Tak, to była prawda. Oboje odziedziczyli bladą, teklandzką skórę i ich ciemne, niemal czarne oczy, ale to Balla miała również ich białe włosy. Evas bardziej przypominał ich matkę, pochodzącą z Ethei złotowłosą kobietę. 
    Rodzice, pomyślała. Co by pomyśleli, gdyby zobaczyli ją teraz? Czy w ogóle chcieliby mieć z nią do czynienia? A może to, co zrobiła, sprawiłoby, że znienawidziliby ją? Nie, nie mogliby. Była ich córką. Musieli ją kochać, prawda?
    Ean pochylił się i spojrzał Balli prosto w oczy.
    — Tęsknisz za nimi, prawda? Chciałabyś ich zobaczyć.
    Patrząc mu w oczy, odkryła, że nie potrafi skłamać.
    — Tak — wyszeptała, czując ponowny przypływ łez. W gardle jej zaschło.
    — Ale oni są tylko zwykłymi ludźmi, Ballo. Nie nienawidzisz ich?
    — Nie — odparła cicho, łamiącym się głosem. Nie potrafiła nad sobą zapanować, nie mogła odwrócić wzroku. Co się z nią działo?
    Nie mogła ich nienawidzić. Kochała ich, a oni ją, nawet jeśli faworyzowali Evasa. Nigdy im tego nie wybaczy, ale nigdy też nie przestanie ich kochać. W końcu byli jej rodzicami, jej rodziną. Nic innego na świecie nie miało dla niej takiej samej wartości.
    — Ale nienawidzisz ludzi — stwierdził Ean. — Tych, którzy nie są magami.
    Pokręciła głową.
    — Nie. Ja tylko... Nie podoba mi się, jak nas traktują. Zasługujemy na coś lepszego. — Zacisnęła dłonie w pięści, próbując wziąć się w garść, z marnym skutkiem. Wzięła głęboki wdech, ale to nie pomogło.
    Ean pokiwał głową ze zrozumieniem.
    — Mnie też się to nie podoba i też uważam, że zasługujemy na lepsze traktowanie. I Dannel też tak myślał, a przynajmniej jego część. Chciał to zmienić, ale jego metody były złe. Chciał zniewolić ludzkość.
    — Wiem. — Balla nie wiedziała, do czego on zmierzał.
    — I co? Myślisz, że oszczędziłby twoich rodziców? A co z rodzinami reszty jego popleczników? Zlitowałby się nad nimi? Zastanów się.
    Balla zadrżała i objęła się ramionami, czując nagły chłód. Obawiała się, że znała odpowiedź.
    — Nie. Chyba nie. — Głos jej zadrżał.
    — Nie — przyznał Ean. — Nie zlitowałby się. Dannel nie miał litości dla niemagicznych ludzi. Zabiłby ich wszystkich, gdyby mógł. W najlepszym razie mogłabyś liczyć na to, że twoi rodzice pozostaną niewolnikami. Dannel był złym człowiekiem, Ballo. Gdyby doszedł do władzy, setki, tysiące, a może nawet miliony niewinnych ludzi zginęłoby. Nie wszyscy nienawidzą magów. Niektórzy po prostu się nas boją. Jak mają się nie bać, skoro od dzieciństwa karmieni są historiami o naszym rzekomym okrucieństwie? Nie możemy ich za to winić, nie do końca. Dannel chciał to zmienić, ale w nieodpowiedni sposób. Wiesz o tym.
    Nie wytrzymała. Rozpłakała się. Czuła się żałośnie, słuchając słów Eana i wiedząc, że miał rację. W głębi duszy zawsze zdawała sobie z tego sprawę. Wygodniej jednak było o tym nie myśleć.
    — Dannel był zły — powiedział cicho Ean. — Ale nie wydaje mi się, żebyś ty też taka była.
    — Wiem — jęknęła przez łzy. — Wiem, że był zły. Zabił... Zabił dużo ludzi. Ale kochał mnie. I jak też go kochałam. — Zaniosła się płaczem. — To nie moja wina.
    Ean westchnął.
    — Tak. Niestety, czasem nie można nic poradzić na to, kogo się kocha. — Poklepał ją po ramieniu. — Posłuchaj, Ballo.
    Podniosła na niego wzok. Przyglądał jej się z troską.
    — Nie jesteś złą osobą, tylko nieco zagubioną. Rozumiem to. Wierzę, że uda ci się wrócić na właściwą drogę. — Uśmiechnął się. — O ile będziesz chciała. Kto wie, może nawet uda mi się załatwić ci spotkanie z rodzicami, jeśli będziesz współpracowała.
    I z tymi słowami wstał i opuścił jej celę.

    Ean odetchnął głęboko, kiedy drzwi do celi zamknęły się za nim. Nie lubił doprowadzać ludzi do płaczu, ale w tym wypadku było to konieczne. Na szczęście, Ballę dało się złamać łatwiej, niż przypuszczał. Jeszcze trochę i dziewczyna powie mu wszystko, czego potrzebował. Zapewne będzie musiał zaangażować w to Evasa, ale najpierw poważnie porozmawia z chłopakiem. Inaczej mogło się to skończyć katastrofą.
    Nie dając po sobie znać, jak ciężka była dla niego ta rozmowa, uśmiechnął się szeroko do Steena.
    — Widzisz? Nie musiałeś się martwić. Jestem cały i zdrowy. Swoją drogą, bardzo podobało mi się, co mówiłeś o mnie Anelli. Naprawdę uważasz mnie za tak dobrą i wspaniałą osobę? To słodkie. Jestem wzruszony.
    Wzrok Steena podpowiedział mu, że mężczyzna nie uważał tego za zabawne.
    — Co ty sobie myślałeś? Naprawdę chcesz wplątać tę dziewczynę w to wszystko? — zapytał przez zaciśnięte zęby.
    Ean spoważniał.
    — Żałuję, że muszę to zrobić — przyznał. — Ale sam wiesz, że we dwóch nie damy sobie rady. Potrzebujemy pomoy.
    Steen pokiwał głową.
    — Ale czemu akurat ona? Jeśli chcesz przeciągnąć kogoś na naszą stronę, czemu nie spróbować z kimś silniejszym? Na przykład z Evasem?
    Ean zastanawiał się nad tym, ale w końcu zdecydował, że Evas był zbyt niepewny. Nieprzewidywalny. Zaś Anella...
    Wzruszył ramionami.
    — Ma spory potęcjał, a poza tym ufam jej. I lubię ją. — Przypomina mi Tyenę i Rissa, dodał w myślach. Dla niego, Anella była dziwnym połączeniem dwóch najważniejszych osób w jego życiu.
    Steen uniósł pytająco brwi.
    — Lubisz ją?
    Ean przewrócił oczami.
    — Nie w ten sposób. Wiesz przecież, że nie jest w moim typie. Ale tak, lubię ją. Nie chciałem jej w to wciągać, ale muszę. Potrzebujemy sprzymierzeńców, Steen. Szczególnie teraz, kiedy Ellain jest na wolności.
    — Wiem. Ale ona jest tylko dzieckiem. — Wydawał się jednocześnie wściekły i zrezygnowany.
    Ean uśmiechnął się smutno.
    — Pamiętasz, ile lat zajęło mi przekonanie ciebie? Jeśli będzie tak samo uparta, to zanim stanie po naszej stronie, będzie już staruszką. — Poklepał Steena po ramieniu. — Nie przejmuj się. Nie pozwolę, żeby stała jej się krzywda. Zaufaj mi.
    Steen przyglądał mu się przez długą chwilę, a potem sztywno skinął głową i zmienił temat:
    — Chcesz się jeszcze z kimś dzisiaj zobaczyć? — Wyciągnął klucze do cel w jego stronę.
    Ean wziął je.
    — Tak. Porozmawiam jeszcze z kilkoma osobami. — Zawahał się. — A potem przeniesiemy Ballę do lepszej celi.

    Anella zamarła, słysząc kroki na schodach i skryła się głębiej w cieniu. Niestety, rozmowa, którą podsłuchała, niewiele jej podpowiedziała. Tylko ją zaniepokoiła.
    Dziewczyna czuła się winna, że podsłuchiwała, ale musiała się czegoś dowiedzieć. Nigdy więcej tego nie zrobię, obiecała sobie. Tylko ten jeden raz.
    Ean zszedł po schodach i skierował się do jeden z celi. Anella wstrzymała oddech. Na szczęście, mężczyzna nie zauważył jej. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, kiedy drzwi za nim zamknęły się.
    Już miała wyłonić się z cienia i uciec z wieży jak najszybciej, kiedy usłyszała głos Steena:
    — Wiesz, że nieładnie jest podsłuchiwać, prawda?
    Pisnęła i podskoczyła. Mężczyzna stał na szczycie schodów. Nie mógł jej widzieć, ale jakimś cudem wiedział, że tu była.
    — Przepraszam! — zawołała, wychodząc z cienia. Spłonęła rumieńcem. — Naprawdę przepraszam. — Jej oczy wypełniły łzy. Teraz z pewnością Steen ją znienawidzi.
    Mężczyzna zszedł do niej i poklepał ją po ramieniu. Skuliła się. Jakimś cudem nie wydawał się wściekły.
    — To była sprytna sztuczka, ale wiedziałem, że nie wyszłaś, bo drzwi na dole nie trzasnęły — wyjaśnił z uśmiechem. Westchnął. — Nie mogę cię winić za ciekawość, w końcu za wiele ci nie wyjaśniłem. — Zniżył głos: — Ale naprawdę powinnaś trzymać się od tego z daleka. Zignoruj to, co mówił Ean. Zrób to dla własnego dobra.
    Pokiwała głową, choć nie była pewna, czy go posłucha.
    — Dobrze — wymamrotała cicho.
    — W porządku. A teraz uciekaj do biblioteki. Jeśli coś stało się moim książkom, przemienię cię w jedną z nich.
    Powiedział to żartobliwie, ale Anella wolała nie ryzykować. Jak najszybciej skierowała się do biblioteki. 

-----------------------------------------

Chyba najdłuższy z dotychczasowych rozdziałów :D Znów przegadany, ale bardzo ważny :D Nawet mi się podoba, mam nadzieję, że Wam również ^^