wtorek, 18 kwietnia 2017

Rozdział XXXII

    Magami, którzy wrócili, okazały się dwie kobiety. Anella nie miała okazji wcześniej ich poznać, teraz zaś ograniczyły się one do szybkiego przedstawienia się.
    Piękna, długonoga i długowłosa Ehailandka nazywała się Sonha i poza przedstawieniem się nie zwróciła na Anellę większej uwagi. Druga z kobiet, ciemnoskóra Eggoska imieniem Siella, poświęciła tylko sekundę dłużej, żeby posłać jej szeroki uśmiech, zanim zajęła się rannymi.
    Była lekarzem, a przynajmniej Magiem Jednostkowym, specjalizującym się w leczeniu ludzi. Anella odetchnęła z ulgą i wiedziała, że nie ona jedna. Teraz, kiedy mieli kogoś, kto potrafi leczyć, z pewnością ich szanse trochę się wyrównały.
    Zaskoczona przez ten nagły przypływ optymizmu, Anella wróciła do pracy.
    — Dobrze sobie radzisz — powiedział Sander. — Lepiej niż ja.
    Anella zaczerwieniła się.
    — Nie mów tak — mruknęła, spuszczając wzrok. — Tobie też dobrze idzie.
    Sander uśmiechnął się, ale pokręcił głową. Nie powiedział jednak nic, tylko wrócił do pracy.
    Przez chwilę Anella zmartwiła się. Czy nie chciał z nią rozmawiać? Nudziła go? A może po prostu nie chciał tracić czasu na morderczynię? Nie mogła go za to winić. Sander był dobrym człowiekiem. Pewnie wcale nie chciał mieć z nią do czynienia, ale był zbyt miły, żeby po prostu ją zignorować.
    Nie bądź głupia, skarciła się w myślach. Przecież sam do ciebie podszedł i zaoferował pomoc. Gdyby nie chciał z tobą przebywać, trzymałby się z daleka. Sama jednak nie była pewna, czy te myśli ją przekonały.
    Anella nie wiedziała, jak długo siedzieli tak w kompletnej ciszy, ale w pewnym momencie podszedł do nich Ean.
    — Dobrze wam idzie — mruknął, przyglądając im się przez chwilę. — Sander, mogę cię na chwilę porwać?
    — Jasne. — Mężczyzna pokiwał głową i wstał. — Zaraz wrócę — powiedział do Anelli i obaj oddalili się.

    — Nie jestem pewnien, czy będziesz w stanie to zrobić — zaczął Ean, odchodząc z Sandrem. — W końcu Oreall jest dużym miastem. Ale chciałbym, żebyś spróbował znaleźć Evasa i go tutaj ściągnąć.
    — Dam radę — stwierdził Sander, posyłając mu szybki uśmiech. — Ale to może trochę zająć.
    — Tylko oszczędzaj magię — zastrzegł Ean. — Później będziesz musiał znaleźć też Dannela.
    Sander spojrzał na niego bez zrozumienia, ale pokiwał głową. Przymknął oczy i zmarszczył ze skupieniem brwi. Ean przyglądał mu się w ciszy. Nie miał pojęcia, czy mężczyzna da radę, ale był w tym momencie jedyną osobą, która mogła to zrobić.
    — Co mam mu powiedzieć?
    — Żeby przestał szukać Dannela, o ile jeszcze go nie znalazł, i przyszedł do Szarej Wieży. Będę tam na niego czekać.
    Sander pokiwał głową i przez chwilę stał w milczeniu, marszcząc brwi. Minęła minuta, potem druga. Ean już chciał westchnąć i kazać mężczyźnie przestać, kiedy ten otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko.
    — Przekazałem mu.
    Ean poklepał go po ramieniu.
    — Dziękuję, dobra robota. Idź odpocząć — jak mówiłem, będę cię jeszcze potrzebował.
    Sander odszedł z powrotem do Anelli, a Ean rozejrzał się. Jego wzrok padł na siedzące pod jedną ze ścian Rux i Sonhę. Skinął głową na drugą z kobiet, ta zaś wstała z westchnieniem i podeszła do niego.
    — O co chodzi?
    — Pójdziesz ze mną. — Musiał kogoś ze sobą zabrać, potrzebował jakiejś ochrony, a Sonha nie była takim złym wyborem. — Niedługo wrócimy.
    Sonha pokiwała głową i w milczeniu poszła za nim.
    Nie odzywała się przez całą drogę do Szarej Wieży, a nawet po nieprzyjemnym przejściu na jej twarzy pojawił się tylko lekki dyskomfort. Ean nie mógł nie podziwiać jej panowania nad sobą.
    — Zaczekamy tu na Evasa — powiedział, chociaż Sonha o nic nie zapytała, podchodząc do biurka i siadając przy nim.
    Kobieta znów w milczeniu pokiwała głową i usiadła na łóżku. Rozejrzała się ze zmarszczonymi brwiami, a potem wbiła wzrok w drzwi.
    Przez chwilę milczeli i Ean sądził, że będą trwali w ciszy do przyjścia Evasa, ale wtedy Sonha wreszcie odezwała się, ciągle wpatrując się w drzwi.
    — Rux mówi, że już pan nie dowodzi.
    Ean westchnął.
    — Mówi prawdę. Niektórzy nie zgadzali się z moim sposobem rządzenia i wybraliśmy nowego przywódcę.
    — Ale pan nadal zachowuje się, jakby dowodził. — Ean nie zaprzeczył. — Nieważne. Ufam panu i mam nadzieję, że nie rozczaruje nas pan po raz kolejny.
    Zerknął na nią, zaskoczony jej słowami — nigdy nie odniósł wrażenia, że jakoś szczególnie go lubiła albo darzyła go zaufaniem — ale ona nawet na niego nie spojrzała. Uważnie wpatrywała się w drzwi.
    Po chwili rozległ się odgłos kroków, a potem drzwi otworzyły się zamaszyście.
    — O co chodzi? — zapytał Evas, wchodząc do środka. Wyglądał na wściekłego, ale to nie było niczym nowym w jego przypadku. — Myślałem, że chciał pan, żebym znalazł Dannela — zwrócił się do Eana.
    — Mamy twoją siostrę.

    Evas nie wiedział, co o tym myśleć. Sam fakt, że udało im się schwytać Ballę zaskoczył go, tak samo jak to, że zostawili ją przy życiu. Chyba wolałby, żeby tego nie zrobili, żeby po prostu ją zabili, ale rozumiał ich decyzję. Balla mogła okazać się kluczem do pokonania Dannela.
    Suka zasługuje na to, żeby umrzeć, pomyślał chłopak. Najpierw Dannel, potem ona. Mam nadzieję, że pozwolą mi zrobić to własnoręcznie.
    — Chcę z nią najpierw porozmawiać — powiedział, choć nie był pewien, dlaczego w ogóle tego chciał. Nienawidził jej. Chciał, żeby zginęła w męczarniach.
    Ale była jego siostrą.
    — W porządku — powiedział Ean, otwierając drzwi do nowej kryjówki.
    Kiedy, w drodze na miejsce, wyjaśnił Evasowi, co zaszło pod jego nieobecność, chłopak sam nie wiedział, jak powinien zareagować. Jakaś część niego była pod wrażeniem, że jakoś dali sobie radę. Inna zaś czuła wściekłość, bo przecież z pewnością dałoby się jakoś tego wszystkiego uniknąć...
    Evas pobieżnie zerknął na każdego z obecnych, nie zwracając na nich szczególnej uwagi. Potem jego wzrok padł na Ballę — dziewczyna siedziała związana pod jedną ze ścian. Była nieprzytomna.
    — Niech wszyscy wyjdą — mruknął do Eana.
    Mężczyzna pokiwał głową i nakazał reszcie opuścić pomieszczenie. Oczywiście, nie wszyscy to zrobili — Nemaih i Erass były zbyt ciężko ranne, żeby wyjść o własnych siłach, a ruszanie ich byłoby zbyt niebezpieczne. Evas zdecydował się je zignorować.
    Zanim wyszła, Siella podeszła do Balli i dotknęła jej czoła. Następnie szybko oddaliła się, a Balla poruszyła się niespokojnie. Evas domyślił się, że jego siostra była nieprzytomna nie z powodu jakiejś rany, a dlatego, że Siella utrzymywała ją w takim stanie swoją magią.
    Kiedy drzwi za wszystkimi zamknęły się, Evas odetchnął głęboko i niepewnie, na lekko drżących nogach, podszedł do Balli.
    Dziewczyna spojrzała na niego nieprzytomnym wzrokiem i zamrugała powoli.
    — Evas? — zapytała zachrypniętym głosem. Przymknęła oczy. — Przegraliśmy?
    Evas kucnął przed nią, przyglądając się jej. Co miał powiedzieć? Nagle poczuł zupełną pustkę w głowie. Po co w ogóle chciał się z nią spotkać? Powinien trzymać się z daleka...
    — Nie — odparł, decydując się na szczerość. — Jeszcze nie. — Na jej twarzy pojawiła się ulga, szybko zamaskowana. — Ale przegracie, już niedługo.
    — Zabijesz mnie? — zapytała niemal beznamiętnie.
    — Tak — odparł, z ulgą zauważając, że nie zadrżał mu głos.
    Balla odetchnęła głęboko.
    — Jestem twoją siostrą — wyszeptała, a w jej głos wkradła się niepewność, która sprawiła mu niemałą satysfakcję. Dobrze, pomyślał. Niech się boi.
    — Jesteś zdrajczynią.
    — Zdrajczynią? Nie miałam wyboru! Tylko Dannel się o mnie troszczył, nie miałam nikogo innego! Co mogłam zrobić? Musiałam iść z nim!
    — Miałaś mnie! — warknął i zerwał się na równe nogi. Oddychając głęboko, cofnął się o kilka kroków. Miał wrażenie, że jeszcze chwila, a zrobi coś naprawdę głupiego. Nie trać kontroli, pomyślał. Potrzebujemy jej żywej. Łatwiej jednak było pomyśleć, niż zrobić.
    — Ciebie? — prychnęła. — Nienawidzisz mnie.
    — Ciekawe dlaczego... — mruknął, uciekając wzrokiem w bok. — Przecież wcale nie dałaś mi powodów.
    — Co takiego ci niby zrobiłam? — Ona naprawdę nie rozumie, pomyślał z zaskoczeniem Evas. Naprawdę nic nie rozumie. Dobrze. W takim razie trzeba jej to wyjaśnić.
    — Dobrze wiesz, co. Porzuciłaś mnie. Po tym, jak przybyliśmy do Oreall.
    Rozgniewał ją tym, widział to wyraźnie. Jej źrenice rozszerzyły się, na bladą twarz wpłynęły rumieńce, dłonie zacisnęły się w pięści. Balla wzięła głęboki, drżący wdech.
    — Nie porzuciłam cię — wydusiła przez zaciśnięte zęby. — Będziesz mnie winił za to, że chciałam znaleźć przyjaciół? Że nie chciałam cię niańczyć?
    — Obiecałaś, że...
    — W dupie mam to, co obiecałam! — przerwała mu, podnosząc głos niemal do krzyku. Evas jeszcze nigdy nie widział jej w takim stanie. Zawsze przynajmniej próbowała kontrolować swoje emocje. Teraz nawet się nie starała. — Jestem twoją młodszą siostrą. To ty powinieneś opiekować się mną! Nie jestem twoją niańką, nie żyję po to, żeby ci usługiwać!
    Evas zacisnął usta i spojrzał w bok, unikając jej oskarżającego wzroku. Nie ma racji, pomyślał uparcie. Nie ma. Nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że może jednak ją miała.
    — Całe życie — kontynuowała Balla. — Całe życie miałeś wszystko, czego chciałeś. Miałeś łatwe życie. Wszyscy ci usługiwali, rodzice kochali cię bardziej niż mnie. Mnie wszyscy ignorowali. Żyłam w twoim cieniu. Jak możesz winić mnie za to, że chciałam z niego wyjść i zabłysnąć? — Przerwała i zaczerpnęła głęboki oddech. — Kochałam cię, kiedyś. Zanim zrozumiałam, jakim jesteś dupkiem i że nie zasługujesz na nic, oprócz pogardy.
    Tym razem, kiedy na nią spojrzał, w jej oczach lśniły łzy i nienawiść.
    — Też cię kochałem — warknął. Zagotowało się w nim z gniewu. Jak śmiała mówić coś takiego! Twierdzić, że jego życie było łatwe! Nie miała pojęcia, jak wyglądało to z jego punktu widzenia! — Zanim okazałaś się suką.
    Przez chwilę w milczeniu wpatrywali się w siebie. A potem Evas odwrócił się i wyszedł.

**************************
Kolejny krótki rozdział :D I tym samym skończyły mi się gotowe rozdziały. Został mi tylko fragment następnego :( A to znaczy, że znowu będę musiała pokonać lenia i wziąć się do pisania. Ech... Może być ciężko ;)

Obserwatorzy