czwartek, 4 sierpnia 2016

Rozdział IX

    Ean wpatrywał się uważnym wzrokiem w powierzchnię rozciągającego się na płaszczyźnie dwóch przysuniętych do siebie stołów magionu. Pod nim leżała mapa, odpowiadająca mu rozmiarami. Machinalnie stukał palcami w jego powierzchnię, doskonale świadom niezadowolenia, malującego się na jego twarzy.
    Miał nadzieję, że Dannel jednak okaże się idiotą — w końcu nigdy nie należał do szczególnie inteligentnych. Okazał się jednak dość przewidujący. Cóż, albo on, albo jeden z jego podwładnych. Nie miało to większego znaczenia — liczyło się jedynie to, że plan wyśledzenia mężczyzny za pomocą magionów legł w gruzach.
    Kiedy tego ranka Steen obudził się i zobaczył jedną, pulsującą kropkę na magionie, natychmiast zawołał Eana. Początkowe zadowolenie szybko jednak znikło bez śladu, kiedy magion pokrył się niezliczonymi plamkami — znakami użytkowania magii.
    To znaczyło, najpewniej, że Dannel domyślił się, jakiej taktyki użył Ean, i postanowił jej zapobiec, rozsyłając swoich ludzi po całej Urthei i każąc im korzystać z magii. Tym sposobem był niemożliwy do wyśledzenia.
    Prawie.
    — Podaj mi rejestr — polecił Ean.
    Steen posłusznie wyciągnął z czeluści swojego biurka potężną, grubą księgę w skórzanej oprawie. Rękawem starł z niej kurz i wręczył ją Eanowi, który prawie ugiął się pod jej ciężarem.
    Położył ją na stole i otworzył. Rejestr magii zawierał próbki magii od każdego maga, który kiedykolwiek postawił stopę w Oreall. Bywała przydatna w momentach takich jak ten.
    Ean przyłożył palec do kropki, pulsującej najbliżej środka magionu, najbliżej Eluteanu. Drugą ręką szybko przekartkował olbrzymią księgę, zaczynając od końca. Zamknął oczy i skupił się. Normalny mag z pewnością by tego nie wyczuł, ale Ean miał wprawę i wkrótce wiedział, do kogo należała ta magia.
    — Mirin Lin — mruknął. Steen uniósł brwi, więc dodał: — Jest gdzieś w pobliżu Eluteanu.
    Steen pokiwał głową, zaś Ean westchnął. Mirin Lin nie była osobą, której poszukiwał. Młoda kobieta nie stanowiła raczej zbytniego zagrożenia, więc, choć może warto byłoby wysłać kogoś, by się nią zajął, skupił się na poszukiwaniu Dannela.
    Zajęło mu to większość dnia. Kiedy Anella przyszła do pracy, nie zwracał nawet na nią uwagi. Dziewczyna przyglądała mu się przez chwilę, ale nie zadawała pytań. Wyczuła chyba, że jest w wyjątkowo podłym humorze. Wkrótce też Steen odesłał ją i zamknął bibliotekę, żeby nikt nie przeszkadzał Eanowi.
    Za każdym razem, kiedy już zbliżał się do końca, nowe kropki wyskakiwały na magionie. Czasem należały do tych samych osób, czasem do innych. Nie miało to tak naprawdę większego znaczenia — po Dannelu nie było ani śladu. Ukrywał się.
    Ean zdawał sobie jednak sprawę z tego, że tak naprawdę Dannel nie był ich celem. Chodziło o nią. O Ellain. To ją należało znaleźć i sprowadzić z powrotem do Oreall. Niestety, kobieta nie mogła używać magii, więc nie pojawiła się na magionie ani razu. Ean przypuszczał, że była z Dannelem — w końcu mężczyzna był zdecydowanie najsilniejszy z ich wesołej gromady buntowników, zaś ona pozostawała bezbronna. Zostanie z nim byłoby najmądrzejszą opcją.
    Albo i nie. To mogła być zmyłka. Równie dobrze Ellain mogła przebywać gdzieś z jakimś mniej silnym podwładnym Dannela. Równie dobrze mogła siedzieć pod murami Oreall — i tak by jej nie wyczuli. Może i nie mogła używać magii, ale nie czyniło to jej mniej niebezpieczną — nadal była inteligentna. Chyba że czterysta lat w Szarej Wierzy całkiem zniszczyło jej umysł i oszalała.
    Wolałby, żeby tak się stało. Byłoby to lepsze dla wszystkich.
    — Wiesz, że ona nie stanowi zagrożenia, prawda? — zapytał Steen, kiedy Ean westchnął ze zrezygnowaniem, siadając. Czuł się, jakby jego plecy płonęły przez tyle godzin pochylania się nad stołem. — Bez magii jest w zasadzie bezsilna.
    Ean pokręcił głową.
    — Musisz się wreszcie nauczyć, że bycie zwykłym człowiekiem nie oznacza bycia bezbronnym. Jest inteligentna. Pomyśl sobie, co się stanie, jeśli przekona Dannela, że powrót Henreta byłby czymś dobrym. — Wzdrygnął się na samą myśl o tym. — Jeśli znów nas zaatakują, tym razem na poważnie zginie wiele osób. A jeszcze więcej, jeśli odniosą sukces. — Po wyrazie twarzy Steena wiedział, że ten zrozumiał. — Musimy znaleźć ją jak najszybciej. Zwołaj wszystkich.

    Na szczęście, biblioteka była na tyle duża, że zdołała pomieścić wszystkich mieszkańców Oreall. Wpatrywali się w Eana z mieszanką różnych emocji. Niektórzy byli niezadowoleni, że przerwano im ich zajęcia, inni zaciekawieni, jeszcze inni znudzeni, a niektórzy nawet podekscytowani.
    — Proszę o ciszę — powiedział Ean. Nie podniósł głosu, mówił normalnym tonem, przez co stojące dalej osoby musiały wysilać się, żeby coś usłyszeć. Dobrze. To ich skłoni do tego, żeby nie mamrotali gdzieś po kątach. Potrzebował ich uwagi. — Jak wszyscy doskonale wiecie, podczas ostatniego ataku na Oreall, Dannel Sween uwolnił więźnia, przetrzymywanego w Szarej Wieży. — Nie utrzymywali tego w tajemnicy. Nie byłoby sensu. Nie zdradzili jednak nikomu, kim owy więzień był. — Więzień ten jest osobą bardzo niebezpieczną, znającą wiele sekretów miasta i będącą w stanie nas zniszczyć. — Formalnie rzecz biorąc, nie skłamał za bardzo. Ellain naprawdę była niebezpieczna i mogła ich zniszczyć, jeśli dogadałaby się z Dannelem. — W związku z tym, musimy ją odzyskać i sprowadzić z powrotem do Oreall. — Odczekał chwilę, pozwalając ludziom przyswoić informacje. — Przez ostatnie dni pracowałem nad odnalezieniem kryjówki Dannela. Udało mi się zlokalizować kilka miejsc, w których może przebywać. Zanim jednak zaatakujemy, musimy poznać jego dokładną pozycję. Dlatego też was tu zwołałem. Podzielimy się na grupy po dwie—trzy osoby i sprawdzimy te miejsca. Niektóre z nich mogą być pułapkami, zastawionymi przez podwładnych Dannela. Nie wdawajcie się z nimi w walki, to zbyt ryzykowne. Po zlokalizowaniu Dannela, zbierzemy się wszyscy i zaatakujemy razem. Czy to jasne? Ktoś ma jakieś wątpliwości?
    Przyjrzał się im uważnie. Widział niezadowolenie na twarzach niektórych, strach i zwątpienie na innych. Nikt jednak nie odezwał się. Ean zwalczył uśmiech rozbawienia. Bali się go, wiedział o tym. Nie to było jego celem, kiedy przejmował władzę nad miastem — chciał szacunku, nie strachu — jednak najwyraźniej jedno przychodziło wraz z drugim. Wiedział, czemu wzbudzał obawy — ukrywał swoją prawdziwą siłę i był jedyną osobą, z którą Galla się kontaktowała. Chociaż on wiedział o nich wszystko, oni nie wiedzieli o nim nic.
    To bywało zabawne.
    Rozciągnął usta w uśmiechu. Wtedy jednak ktoś zebrał się na odwagę i zdecydował przemówić:
    — Myślisz sobie, że możesz nam rozkazywać, co? — warknął Garon Anid, mężczyzna po trzydziestce, który nie słynął z najmilszego charakteru. Ean tylko westchnął i powstrzymał chęć przewrócenia oczami. — Jeszcze raz na mnie westchniesz, to ci przypierdolę.
    Steen podszedł bliżej, lecz Ean uniósł dłoń, powstrzymując go od zrobienia czegoś głupiego. Wierzył, że sam sobie poradzi z tą sytuacją. W końcu nie pierwszy raz mu ktoś groził, w dodatku dość nieudolnie.
    — Myślę — powiedział powoli — że owszem, mogę wami rozkazywać. O ile dobrze sobie przypominam, to mnie Galla wybrała na waszego przywódce. Jeśli ci się to nie podoba, możesz złożyć jej skargę, z pewnością cię wysłucha. — Z zadowoleniem patrzył, jak kolor odpływa z twarzy Garona. Uśmiechnął się lekko z satysfakcją. — Nikt nie trzyma cię tu na siłę, Garonie. Możesz opuścić Oreall w każdej chwili, nie będziemy cię ścigać. Możesz nawet przyłączyć się do Dannela, czy też wrócić do swojego rodzinnego... — udał, że się zastanawia, choć doskonale wiedział, jak nazywa się miasto, z którego Garon pochodził — Melliar, prawda? — Uśmiechnął się słodko. — Jestem pewien, że powitają cię tam z otwartymi ramionami.
    Garon zmrużył oczy, przyglądając się Eanowi wściekle. Ten czekał. W końcu jednak dał za wygraną.
    — Pierdol się — warknął i obrócił się gwałtownie. Po chwili drzwi biblioteki zamknęły się z trzaskiem.
    Na ustach Eana znów pojawił się uśmieszek. Mężczyzna popatrzył na resztę zebranych, przyglądając im się uważnie. Większość wyglądała na niepewnych, co o tym myśleć. Dobrze. Ean lubił, kiedy ludzie byli wytrąceni z równowagi.
    — Ktoś jeszcze ma coś do powiedzenia? — Cisza. Nikt nie odważył się odezwać.  — Dziękuję. Wyśpijcie się dzisiaj porządnie i stawcie się jutro, dwójkami lub trójkami, najwcześniej jak się da, w bibliotece. Poinformujcie, proszę, Garona, że jeśli się nie stawi, poniesie nieprzyjemne konsekwencje. Możecie się rozejść. — Rozległo się szuranie i pierwsze dźwięki rozmów. Ludzie zaczęli kierować się do wyjścia. — Evas Zairren, zostań jeszcze chwilę. — Chłopak zatrzymał się i obrócił w jego stronę, unosząc brwi. — Gillen, ty też. — Gillen, który i tak wyglądał, jakby się wahał, podszedł bliżej.
    Nie byli jedynymi, którzy zostali. Anella stała gdzieś z boku i wyglądała tak niepewnie, jak zawsze. Ean uśmiechnął się do niej zachęcająco, podeszła więc bliżej. Czuł się źle przez to, jak potraktował ją wcześniej i nie chciał, żeby odebrała to jako coś przeciwko niej.
    Dziewczyna nieśmiało odwzajemniła uśmiech. Wyglądała, jakby trochę jej ulżyło.
    Kiedy drzwi za ostatnią osobą zamknęły się, Ean zwrócił się do Evasa:
    — Zostaniesz w Oreall, razem ze mną i Steenem. Nie możemy zostawić miasta bez ochrony. Poza tym, musisz być pod ręką, w razie gdyby ktoś wpadł jednak w kłopoty.
    Evas pokiwał głową i spojrzał na Gillena, który wyglądał dość blado. No, bledziej niż zwykle.
    — Nie bój się tak, ty też zostaniesz. — Chłopak wyglądał, jakby z ulgi miał zaraz zemdleć. Ean uśmiechnął się. — Nie ma sensu w posyłaniu cię tam. — Poza tym, dodał w myślach, wolę cię mieć na oku. Nie mógł dopuścić, żeby Gillenowi coś się stało.
    — Dlaczego powiedziałeś, że wyruszymy wszyscy, skoro chcesz zostać? — zapytała Anella niepewnie.
    — Jeśli wśród mieszkańców jest jakiś szpieg, chcę, żeby Dannel usłyszał, że Oreall będzie pusty. Chcę, żeby dał się sprowokować i zaatakował. — To kolejny powód, dla którego zostawiał w mieście Evasa. — Możecie odejść — zwrócił się do chłopaków, którzy pokiwali głowami.
    Kiedy obaj opuścili bibliotekę, Ean spojrzał wyczekująco na Anellę. Dziewczyna zaczerwieniła się lekko.
    — Ja... Zastanawiałam się... — Wzięła głęboki wdech. — Czy ja też nie mogłabym zostać? — zapytała drżącym, płaczliwym głosem. — Nie jestem dobrym magiem i...
    — Nie martw się. Nie wyślę cię daleko. Pójdziesz z Sandrem, lubisz go, prawda? — Jej soczyście czerwony rumieniec powiedział mu, że miał rację. — Nic ci nie będzie grozić, chcę tylko, żebyście się rozejrzeli, dobrze? — Pokiwała głową. — Na jakąkolwiek oznakę niebezpieczeństwa możecie od razu uciekać. Poza tym, — dodał, uśmiechając się — jesteś dobrym magiem. Evas opowiadał mi, że poczyniłaś spore postępy.
    Dziewczyna jeszcze bardziej się zarumieniła i cicho podziękowała.
    Kiedy wyszła, Ean westchnął ciężko, opierając się o stół i krzyżując ręce na piersi. Spojrzał ponuro na Steena. Ten uniósł pytająco brwi, wyraźnie nie rozumiejąc, o co chodzi.
    — Chyba wyszedłem już z wprawy — wyjaśnił Ean. — Poszło mi beznadziejnie. Ten pieprzony plan nie trzyma się kupy, jest do niczego.
    Steen zmarszczył brwi.
    — Czy ja wiem? — Wzruszył ramionami. — Jeśli mamy w Oreall szpiega, który poinformuje Dannela, że wszyscy opuszczamy miasto, a ten połknie przynętę... No, musiałby być idiotą, żeby myśleć, że zostawimy Oreall bez ochrony, ale... Nie byłbym zaskoczony, szczerze.
    Ean westchnął i wbił wzrok w podłogę.
    — Mogłem wymyślić coś innego — mruknął. — Lepszego. Obaj wiemy, że stać mnie na więcej. O wiele więcej. Ale, obawiam się, że ostatnio nie jestem w najlepszej kondycji.
    — Martwisz się. — To nie było pytanie. Ean uniósł wzrok i pokręcił głową.
    — Boję się. Tego, co się stanie i tego, że nie wytrzymam. — Zamknął oczy. — Mam już tego dość, wiesz? Zaczynam żałować wszystkiego, co zrobiłem. Nienawidzę się. Z każdym dniem coraz bardziej się nienawidzę.
    Otworzył oczy, kiedy Steen poklepał go po ramieniu.
    — Daj spokój — powiedział mężczyzna. — Utrzymujesz nas wszystkich przy życiu. Mogę nie zgadzać się z twoimi metodami, ale, cholera, żyjemy dzięki tobie. Żałujesz tego? — Ean pokręcił głową. — Nie? To się, kurwa, przestać mazać. Zobaczysz, wszystko się ułoży. Złapiemy Ellain, zamkniemy w Szarej Wieży i wszystko będzie dobrze.
    Ean zaśmiał się bez humoru, kręcąc głową.
    — Nie mażę się. Jeszcze nie. Ale dziękuję. — A potem się do niego przytulił. — Dobrze, że cię mam. Jesteś dobrym przyjacielem.
    Steen zawahał się, a potem niepewnie poklepał go po plecach. Nigdy nie lubił być dotykany. Czuł się z tym niekomfortowo i, oczywiście, to było powodem, dla którego Ean w ogóle go przytulił. Lubił wytrącać ludzi z równowagi.
    — Eee... Jasne. Nie ma sprawy. Słuchaj, mógłbyś może już mnie puścić?
    Ean zaśmiał się, tym razem już z humorem, ale spełnił prośbę Steena. Mężczyzna wyglądał, jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić.
    — Idź, poukładaj książki na półkach, czy coś — polecił mu Ean. — Ja idę się przespać. Może wpadnę na jakiś lepszy pomysł.

    Pogoda była idealna, żeby spędzić noc na świeżym powietrzu. Słońce świeciło, jasnoniebieskiego nieba nie przysłaniały żadne chmury, powietrze było lekkie i ciepła, zaś wiatru prawie wcale. Typowa pogoda dla Serlanu.
    Ellain siedziała na trawie, zupełnie nie zważając na to, że brudzi sobie sukienkę. Wyciągała twarz ku słońcu, a po jej ustach błąkał się delikatny uśmieszek. Wyglądała tak spokojnie, tak delikatnie, tak... pięknie.
    Mikkel przyłapał się na gapieniu się na nią, odwrócił więc wzrok i zajął się stawianiem namiotu. Wolałby nocować w mieście, ale Ellain nalegała. Twierdziła, że nie chce znów znaleźć się w zamknięciu. Potrafił to zrozumieć — z tego, co mówiła, spędziła w więzieniu wiele lat.
    To Mikkel wpadł na pomysł, żeby zmylić wroga i rozejść się po całym kontynencie, używając magii. Ellain wiedziała, że będą jej szukać, należało więc im to utrudnić najbardziej, jak się dało. To ona także zasugerowała, że chciałaby, żeby to Mikkel jej pilnował. Pochlebiało mu to.
    — Jedzą wszystko — odezwała się nagle Ellain. Mikkel wzdrygnął się, nie spodziewając się tego.
    — Co? — zapytał, niezbyt elokwentnie, zerkając na nią.
    Kobieta otworzyła oczy i niewidzącym wzrokiem wpatrywała się przed siebie. Widok ten był nieco przerażający.
    — Wszystko — zniżyła głos do szeptu. — I wszystkich. Nas też zjedzą. — Zamrugała nagle i obróciła głowę w stronę Mikkela. Uśmiechnęła się. — Pomóc ci, Mike?
    Mężczyzna otrząsnął się i pokręcił głową.
    — Nie trzeba, dziękuję. — Zabrał się z powrotem do roboty, czując na sobie wzrok Ellain.
    — Nie chcesz mojej pomocy, bo jestem kobietą? Zraniłam twą męską dumę? — zapytała. Wciąż brzmiała pogodnie, ale w jej głosie czaiło się coś niebezpiecznego.
    Mikkel spojrzał na nią ze zdumieniem.
    — Nie, oczywiście, że nie. Po prostu poradzę sobie sam. Ale możesz mi pomóc, jeśli chcesz — dodał. Nie chciał jej rozgniewać. Poza tym, co to za pomysł, żeby miała urazić jego dumę? Że odrzucił jej pomoc, bo była kobietą? Te czasy już dawno minęły...
    — Nie chcę. — Jej usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Przez chwilę zastanawiała się, a potem nagle zerwała na równe nogi. — Idę się przejść.
    Mikkel pokiwał głową i przez chwilę patrzył, jak się oddalała. Dziwna kobieta, pomyślał i zaraz się skarcił. Nie miał prawa tak o niej myśleć. Przez wiele przeszła. Po paru latach życia w zamknięciu, bez kontaktów z innymi ludźmi, on też pewnie nie byłby zbyt normalny.
    Mimo wszystko, wiedział, że musiał zachować czujność w jej pobliżu. W końcu z jakiegoś powodu wylądowała w Szarej Wieży. Była przestępczynią. Nie powiedziała mu za co — wiedział jedynie tyle, że ktoś ją zdradził i teraz chciała zemsty. Poza tym, pozostawała tajemnicą. Piękną tajemnicą.
    Mikkel miał słabość do pięknych kobiet — a one do niego — nie był jednak pewien, czy powinien zbliżać się do Ellain. Było w niej coś niepokojącego i nie chodziło jedynie o niewielką dozę szaleństwa.
    Kiedy zaczęło się ściemniać, Mikkel poczuł pierwszy przypływ niepokoju. Kobiety nadal nie było widać — przepadła bez śladu. Przeklinając swoją głupotę — miał przecież jej pilnować, do cholery jasnej! — wstał, gotów ruszyć na poszukiwania. Ale wtedy usłyszał czyjeś kroki i Ellain pojawiła się, oświetlana płomieniami świeżo rozpalonego ogniska.
    Trzymała naręcze kwiatów, które uniosła w stronę Mikkela. Ten spojrzał na nie, a potem na nią bez zrozumienia.
    — To dla ciebie, głuptasie — powiedziała nieco protekcjonalnym tonem. — Zebrałam ci ładny bukiecik, prawda? No dalej, podoba ci się?
    Mikkel niepewnie przyjął bukiet.
    — Nie wiem, skąd jesteś, ale my, Onvianie, zwykle robimy to na odwrót. — Uniosła brwi, więc dodał: — To zwykle mężczyźni wręczają kwiaty — wyjaśnił.
    Ellain prychnęła, machając lekceważąco dłonią.
    — To bez sensu. Niby czemu? Poza tym, co jeśli są dwaj mężczyźni albo dwie kobiety? — Zastanowiła się przez chwilę. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przemówiła: — Podejrzewam, że w przypadku mężczyzn, po prostu dają sobie nawzajem kwiaty. Ale co z tymi biednymi kobietami? Żadna nie może wręczyć drugiej kwiatów! — powiedziała z przesadnym dramatyzmem, otwierając szeroko oczy. — Widzisz? To bez sensu!
    Zawahał się. Otworzył i zamknął usta, niepewny, co na to powiedzieć. W końcu westchnął i po prostu usiadł przy ognisku. Ellain usiadła obok niego.
    — Niby tak — powiedział w końcu. — Ale takie rzeczy nie zdarzają się zbyt często.
    — Ale zdarzają. Nie kłóć się ze mną.
    — Nie kłócę się — zaprzeczył. — Masz rację, przyznaję. Po prostu... Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.
    Uśmiechnęła się z zadowoleniem i nie odpowiedziała. Mikkel przyjrzał się uważniej bukietowi, który mu wręczyła. Tak naprawdę, „bukiet” był określeniem na wyrost. To po prostu była mieszanina różnych kwiatów, część z nich była po prostu jakimiś chwastami. A może nawet wszystkie. Nie znał się na tym.
    — Podoba ci się? — zapytała Ellain, uśmiechając się słodko. Odwzajemnił uśmiech.
    — Jest śliczny, dziękuję. Ale obawiam się, że zbyt długo nie pożyje. Nie mam co z nim zrobić.
    Wzruszyła ramionami.
    — Dam ci nowy, jak będziesz chciał.
    Zaśmiał się i odłożył kwiaty obok siebie.
    — Wielu mężczyznom dawałaś już kwiaty? — zapytał z ciekawością, zastanawiając się, czy wychwyci drugie dno w jego pytaniu. Może nie powinien pytać o tak osobiste rzeczy, ale Ellain nie wydawała się osobą, którą coś takiego mogło urazić.
    Roześmiała się.
    — Owszem, można tak powiedzieć. A ty? Wiele kobiet otrzymało od ciebie bukiety?
    — Cóż, trochę ich było — przyznał, szczerząc zęby w uśmiechu. Odwzajemniła gest.
    — Jak wiele? — dociekała. — Muszę wiedzieć. Nie sypiam z dziwkami — zastrzegła.
    — Hej! — udał oburzenie. — Nie było ich aż tak wiele! Poza tym, ja też nie. — Uśmiechnął się szeroko. — Nie muszę. Mój urok osobisty wystarcza, żeby zwabić do mojego łóżka każdą, którą chcę.
    Ellain prychnęła i roześmiała się.
    — Jasne, nie śmiem wątpić. — Uderzyła go lekko w ramię. — Dziwka. Ale i tak zamierzam się z tobą przespać.
    Zamrugał, zaskoczony, na co ona znów się roześmiała.
    — Co jest? Zgorszyłam cię? Nie wzięłabym cię za niewinny typ...
    Pokręcił głową.
    — Nie, tylko... — odchrząknął. — Jesteś bardzo bezpośrednia.
    — Przeszkadza ci to?
    — Ani trochę — przyznał. — To miła odmiana, spotkać kogoś, kto mówi o tym tak otwarcie.
    Wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
    — Cieszę się, że to ustaliliśmy. — Przyjrzała się mu uważnie. — Jesteś przystojny, pomijając tę okropną bliznę. Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
    — Nie mam takiego zamiaru — zapewnił.
    — To dobrze. Obawiam się jednak, że mogłam trochę zardzewieć. W końcu spędziłam w zamknięciu tyle lat i nie miałam zbyt wiele do dyspozycji. Głównie własne ręce. — Otworzyła usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale wtedy zaburczało jej w brzuchu. Głośno. Przez chwilę siedziała z otwartymi ustami, a potem pokręciła głową i roześmiała się. — Zjedzmy coś, dobra?
    Więc zjedli. Podczas, gdy to robili, wzrok Ellain powędrował ku bukietowi, który wcześniej dała Mikkelowi. Zrobiła pełną zastanowienia minę. Mikkel uniósł brwi, czekając aż usłyszy, co jeszcze wymyśliła.
    — Z czystej ciekawości, Mike... Dałeś kiedyś kwiaty mężczyźnie? — Wydawała się naprawdę zaciekawiona. Zaśmiał się i pokręcił głową. — Nie? Naprawdę? Nawet jednego kwiatka? Nawet najmniejszego płatka? — Kiedy nadal zaprzeczał, prychnęła. — Nie wiesz, co tracisz.
    Uniósł brwi.
    — Wnioskuję, że ty dałaś kiedyś kwiaty innej kobiecie?
    Uśmiechnęła się tajemniczo.
    — Więcej niż jednej, zapewniam cię.
    Jakoś go to nie zdziwiło. Ellain wydawała się taką właśnie osobą.

    Kiedy Mikkel obudził się następnego ranka, Ellain już nie spała. Leżała obok niego, całkowicie naga i szeroko otwartymi oczami wpatrywała się przed siebie. Na jej usta powoli wstępował szeroki, niepokojący uśmiech. Na ten widok przeszedł go dreszcz.
    Ellain zamrugała i nagle wróciła do świata żywych.
    — Mikkel? Dzień dobry. — Uśmiechnęła się lekko i nachyliła, żeby delikatnie go pocałować. — Wiesz co? Chyba właśnie wpadłam na pomysł, jak mogę odzyskać magię. 

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział dłuższy niż poprzedni, w większości przegadany. Bardzo szipowaty. Nigdy już nie spojrzę na kwiaty tak samo.

7 komentarzy:

  1. Trochę mi nie pasuje ilość przekleństw w ustach bohaterów. Nie chodzi o to, że same w sobie mnie drażnią, ale jakoś ciężko mi sobie wyobrazić te bluzgi w świecie magii. Nie wiem czemu, po prostu nie umiem:D
    Dziwi mnie zachowanie Eana. Sprawa jest ciężka, a on pozwala sobie na jakieś przepychanki słowne z mieszkańcami. Tamten mężczyzna może nie zachował się dobrze, ale Ean celowo go podburzył, pokazując przy tym swoją władzę. Po co? Nie podobało mi się to zachowanie.
    Dziwi mnie również to, że Ean tak łatwo zaufał Anelli. To, że w mieście może być szpieg, to chyba poufna informacja. Skąd może wiedzieć, że to nie Anella? A on jakby nigdy nic wyjawia jej, że kilka osób zostanie i mówi nawet dlaczego.

    Ellain mnie rozwala ;D W pozytywnym sensie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hm, Ean ma to do siebie, że bardzo lubi władzę, którą ma. Więc kiedy ktoś ją kwestionuje, robi się niezbyt wesoło :D I on raczej nie myślał o tym, jak o podburzaniu, tylko jak o pokazywaniu, że lepiej z nim nie zadzierać.
      Ean ma słabość do Anelli :D Dziewczyna przypomina mu kogoś z przeszłości i nie jest w stanie jej nie ufać :D A czy to z jego strony rozsądne, to już inna sprawa...
      Ellain jest... specyficzna :D

      Dziękuję za komentarz^^

      Usuń
  2. " — Myślisz sobie, że możesz nam rozkazywać, co? — warknął Garon Anid, mężczyzna po trzydziestce, który nie słynął z najmilszego charakteru. Ean tylko westchnął i powstrzymał chęć przewrócenia oczami. — Jeszcze raz na mnie westchniesz, to ci przypierdolę. " - ogólnie jest to błędne zdanie, gdyż "Ean tylko westchnął..." należy do czynności innej osoby niż tej, która się wypowiadała, więc jeśli chcesz kontynuować wypowiedź i wpleść czynność innego bohatera, to musisz dać nowe akapity.
    Mi też nie za bardzo podobały się te przekleństwa.
    Dalej, całkowicie pogubiłam się, ale to chyba wina tego, że tak dawno czytałam.
    Ogólnie przyjemny rozdział. Parę akcji mi zgrzytało, ale póki się wszystko nie wyjaśni, nie komentuję! I jak obiecałam, JESTEM!
    Weny, czasu i sprawnego kompa!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Dobrze widzieć, że jeszcze nie zrezygnowałaś z czytania :D

      Pozdrawiam^^

      Usuń
    2. Nie zrezygnowałam, pisałam ci już o tym kiedyś. Po prostu nie lubię czytać na komputerze + miałam trochę roboty i przyznam się szczerze, że zapomniałam. Jestem i postaram się powoli nadrabiać!

      Usuń
  3. Dobry wieczór.
    Wracam do żywych, wracam do blogosfery.
    Cieszę się, że pan D nie grzeszy inteligencją. I nawet nie chodzi o to, że kibicuję naszym dobrym duszyczkom. Po prostu już mi niedobrze od postaci nieludzko inteligentnych i genialnych, które są złe, bo, wiadomo, jak jesteś geniuszem, to nic nie czujesz, uważasz miłość za słabość, ple, ple. Widzę, że dość niepozorna ta Ellain. Zapomniałam czy nie było wcześniej żadnej wzmianki o Henretcie (?)?
    Aż wszystkich mieszkańców? No niby należy tylko do magów, uczniów, nikt ot tak tam nie zamieszkuje... ale jakoś dziwnie brzmi, groteskowo. Tak, coś jest w tej dziwnej, naiwnej wierze... I ta Ellain... bardzo niejednoznaczna postać. Ciekawe, jak wszystko się rozwinie.
    Miłego wieczoru,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze widzieć cię z powrotem ^^
      Czasami mam wątpliwości do tego, czy dobrze wykreowałam postać Dannela... Momentami wydaje mi się, że aż za bardzo przesadziłam, dlatego cieszę się, że tobie się podoba ^^
      Ellain to bardzo... specyficzna postać :D I jeszcze sporo namiesza, ale nie będę spoilerować... :D
      A Henret był wspomniany wcześniej. W rozdziale 6 konkretniej.

      Dziękuję za komentarz ^^
      Pozdrawiam ;*

      Usuń

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.