poniedziałek, 20 marca 2017

Rozdział XXVIII

    Kiedy Ean i reszta wyszli, atmosfera stała się nieprzyjemna. Przez chwilę nie było to zbyt wyczuwalne, ale z każdą sekundą się pogłębiało. Anella nie czuła się przez to najlepiej.
    Siedzieli w niepewnej ciszy — nawet Sander się nie odzywał. Ten młody chłopak, Prett, uparcie wbijał przestraszony wzrok w stół. Nie wyglądał najlepiej, zapewne dokuczał mu ból w zranionym ramieniu. Anella chciałaby mu pomóc, ale zupełnie nie wiedziała, jak.
    Sander siedział obok niej z niepewnością wypisaną na twarzy. Co chwilę zerkał w stronę drzwi, jakby spodziewając się, że Ean i reszta powrócą w każdej chwili. Chciała podzielać jego nadzieję, ale nie potrafiła. Bała się, że już nigdy ich nie zobaczy.
    Gillen siedział po jego prawej stronie i, tak jak Anella, przeglądał jakąś książkę. I, zupełnie jak ona, zdawał się w ogóle nie interesować jej zawartością. Był to po prostu sposób na zajęcie czasu.
    Nemaih i Ajsia również zajmowały miejsca przy stole — siedziały obok siebie i chyba trzymały się za ręce, ale Anella nie mogła być pewna. Zazdrościła im ich bliskości. Sama też chciałaby mieć kogoś takiego. Kogoś, przy kim czułaby się całkowicie bezpieczna.
    Reod zaś zajął miejsce na jednym z foteli i przypatrywał się drzwiom takim spojrzeniem, że Anella poczuła się niekomfortowo. Bardzo.
    Nie wiedziała, ile czasu siedzieli w takiej ciszy. Ale w pewnym momencie Reod wstał i skierował się do drzwi wejściowych.
    — Co robisz? — zapytała ostro Ajsia.
    — Nie zamierzam tu siedzieć bezczynnie — stwierdził mężczyzna. — Chcę zobaczyć, co tam jest.
    — Ean zabronił nam wychodzić — przypomniała mu kobieta.
    Reod prychnął.
    — Ale Ean już nie dowodzi, jakbyś zapomniała. A Steen nam nie zabronił.
    Ajsia przewróciła oczami.
    — Nie, ale domyślam się, że również nie chciałby, żebyśmy to robili. Daj spokój, Reod, siadaj.
    — Niby czemu mam się ciebie słuchać?
    — Bo zostawił mnie, żebym was pilnowała — odparła Ajsia, już nie tak spokojnym głosem. Jej twarz przybrała lekko czerwony kolor. — Powiedziałam, żebyś usiadł.
    Nemaih położyła jej dłoń na ramieniu w uspokajającym geście, ale kobieta strząsnęła ją. Reod spojrzał na nie z obrzydzeniem w oczach.
    — Nie będę słuchał rozkazów kogoś takiego, jak ty.
    — Co to miało znaczyć?! — Tym razem Ajsia naprawdę się rozgniewała — zerwała się na równe nogi, a jej twarz kolorem zaczęła przypominać dojrzałego pomidora.
    — Dobrze wiesz, co — burknął mężczyzna. — Nieważne, nie kłóćmy się. To do niczego nie prowadzi.
    Ajsia wyglądała, jakby jej ulżyło. Nawet się lekko uśmiechnęła.
    — Dobrze, w porządku. Sądzę jednak, że przeprosiny byłyby na miejscu.
    Niestety, to najwyraźniej nie spodobało się Reodowi. Zmarszczył brwi, w jego oczach pojawiła się twardość.
    — Nie widzę, za co miałbym przepraszać. Chciałem tylko zobaczyć, co jest na zewnątrz. A ty — zwrócił się do Sandra — jeśli jeszcze raz spróbujesz na mnie wpłynąć, pożałujesz tego.
    Mężczyzna, wyraźnie speszony, spuścił wzrok.
    — Przepraszam — wymamrotał. — Chciałem tylko pomóc. Nie powinienem tego robić, ale nie chciałem, żebyście się kłócili. Proszę, nie możemy po prostu posiedzieć tu spokojnie i poczekać, aż reszta wróci?
    — Mówisz, jakby mieli wrócić — mruknął Gillen. Kiedy reszta spojrzała na niego, zaczerwienił się lekko. — To znaczy... Co, jeśli nie dadzą sobie rady z Dannelem? Evas, jasne, poradzi sobie, ale inni? Nie są tak silni, jak on. A Dannel przecież nie jest sam...
    — Masz całkowitą rację — przyznał Reod, wskazując na niego. — Dlatego nie powinniśmy tu siedzieć i czekać, a działać. Sprawdzić, gdzie jesteśmy. Kto wie, może znajduje się tu inne przejście, nie prowadzące do biblioteki, w której niewątpliwie jest teraz Dannel?
    Gillen wahał się przez chwilę.
    — Właściwie... Jest jedno. Prowadzi do Szarej Wieży. Ale wydaje mi się, że tylko pan Ean może go używać...
    — Wspaniale! — Reoda najwyraźniej ucieszyła informacja o innym przejściu. Zachowywał się, jakby nie usłyszał kolejnych słów Gillena. — Powinniśmy pójść i je sprawdzić. — Znów skierował się w stronę drzwi.
    — Nie! — zaprotestowała ostro Ajsia, podnosząc lekko głos. — Nigdzie nie pójdziesz! Ean wyraźnie nam tego zabronił!
    — Nie obchodzi mnie, co mówił Ean. Powinniśmy przede wszystkim zadbać o własne bezpieczeństwo...
    Anella miała ochotę zniknąć. Dlaczego to się zawsze tak kończyło? Te wieczne kłótnie... Miała już dość. Dlaczego nie potrafili się ze sobą dogadać bez podnoszenia głosów? Jej samej nie wydawało się to takie ciężkie.
    Popierała rozumowanie Ajsii — skoro Ean zabronił im wychodzić z mieszkania, powinni w nim zostać — ale rozumiała też Reoda. Czułaby się pewniej, gdyby wiedziała, co dokładnie ich otaczało — co kryło się za zamkniętymi drzwiami? Mimo to, nie zamierzała podążać za Reodem, gdyby opuścił mieszkanie. Wydawało jej się to zbyt ryzykowne. I złamałoby rozkaz Eana.
    — Idę — stwierdził mężczyzna. — Nie powstrzymacie mnie. Nie musicie za mną iść, z pewnością lepiej poradzę sobie sam.
    Ruszył do drzwi, ale zanim do nich dotarł, przed nimi pojawiła się ściana. Mężczyzna obrócił się i z irytacją spojrzał na Ajsię. Kobieta odpowiedziała twardym spojrzeniem.
    — Naprawdę myślisz, że coś takiego mnie powstrzyma?
    Kobieta jęknęła nagle z bólem, chwytając się za głowę. Nemaih podtrzymała ją, żeby nie upadła. Anella przyglądała się temu z niedowierzaniem. Czy naprawdę do tego już doszło? Atakowali siebie nawzajem?
    Przeraziło ją to. I rozwścieczyło.
    Ból zdekoncentrował Ajsię na tyle, że ściana przez nią wytworzona posypała się. Reod z zadowoleniem sięgnął do klamki.
    Zrób coś!, pomyślała Anella sama do siebie. Nie mogła siedzieć tak bezczynnie. Nie mogła pozwolić Reodowi na nieposłuszeństwo względem Eana, na narażenie na niebezpieczeństwo nie tylko samego siebie, ale też całej reszty.
    Dlatego też sięgnęła swoją magią do drzwi — mimo że ich nie dotykała — i nakazała im pozostać zamkniętymi. Nie wiedziała, czy to zadziała. Ale i tak było lepsze, niż nic.
    Najwyraźniej podziałało. Reod sięgnął do klamki i nacisnął ją, ale drzwi ani drgnęły. Anella poczuła przypływ dumy. Udało mi się! Zablokowałam drzwi! Nie może wyjść!
    Jej radość nie trwała jednak długo. Reod obrócił się i zlustrował pokój spojrzeniem. Jego wzrok padł na nią — najwyraźniej zadowolenie, które odczuwała, malowało się na jej twarzy.
    — To ty to zrobiłaś?
    Zbladła i pokręciła szybko głową. Najwyraźniej jej nie uwierzył, bo sekundę później jej głowę przeszył niewiarygodny ból.
    Jęknęła i schyliła się, chowając głowę i dłoniach. Do oczu napłynęły jej łzy. Co za okropny ból! Miała wrażenie, jakby w jej głowie rozległ się głośny krzyk, który nie ustawał, lecz przybierał na silne.
    Kiedy miała wydawało jej się, że dłużej tego nie zniesie, ból ustał nagle. Biorąc łapczywe oddechy, wyprostowała się i dopiero wtedy poczuła, jak obejmuje ją czyjeś ramię.
    — Jak mogłeś! — oburzył się właściciel ramienia. Sander, pomyślała, rozpoznając go po głosie. W jej umyśle panował chaos, ledwo mogła pozbierać własne myśli. — Nie zrobiła nic złego!
    Anella otarła łzy, spływające jej po twarzy, odruchowo wtulając się w mężczyznę. Nawet nie spojrzała w stronę Reoda. Nie mogła.
    — To jej wina — stwierdził mężczyzna. — Gdyby pozwoliła mi wyjść, nic by się nie stało.
    Usłyszała odgłos otwieranych drzwi. Najwyraźniej Reod jednak postanowił wyjść. Ale drzwi za nim nie zamknęły się, więc wreszcie zmusiła się do spojrzenia w tamtą stronę.
    Reod stał jak wryty na korytarzu. Całkowicie zesztywniał. Anella wychyliła się lekko i zauważyła, że ktoś stał tuż przed nim. Jakaś ładna, jasnowłosa dziewczyna. Wyglądała na Teklandkę.
    — O cholera — powiedziała Ajsia. — O cholera.
    Co się dzieje?, pomyślała Anella, która wciąż miała problemy z zebraniem się w sobie. Kto to jest? Miała przerażające przeczucie, że obecność nieznajomej dziewczyny nie wróżyła niczego dobrego.
    Sander uścisnął lekko jej ramię i cofnął własne. Dopiero wtedy zorientowała się, że się do niego przytuliła i odsunęła się, czerwieniejąc na twarzy.
    — Balla — wyszeptał mężczyzna.
    Anella szybko zastanowiła się. Kojarzyła to imię. Ale skąd?
    — Siostra Evasa — dodał Gillen, widząc jej dezorientację.
    Tak, teraz sobie przypominała. Evas wspominał coś o tym, że ma siostrę. Której nie lubił. Która zdradziła miasto, stając po stronie Dannela. Ojej, pomyślała dziewczyna. Niedobrze.
    Miała nadzieję, że Balla nie przyprowadziła ze sobą Dannela. Już na samą myśl o nim, jej oczy wypełniły łzy. Jeśli Dannel tu był, czy znaczyło to, że reszta nie żyła? Czy też może po prostu go nie znaleźli?
    Ale Dannela nie było z Ballą. Towarzyszyły jej dwie osoby — ciemnowłosa, drobna kobieta o dziwnym kształcie oczu, jakiego Anella jeszcze nigdy nie widziała, i wysoki, tęgi mężczyzna, o jasnych włosach i dużym nosie. Wszyscy troje uśmiechali się z niepokojącym zadowoleniem.
    — Co za niespodzianka — powiedziała ciemnowłosa kobieta. — Wygląda na to, że odkryliśmy kryjówkę mieszkańców. Dannel się ucieszy.
    Anella częściowo odetchnęła z ulgą. Dannela z nimi nie było. Ale większa część niej nadal była przerażona. Obawiała się konfrontacji, do której z pewnością niebawem miało dojść.
    Ajsia wstała. Zachowała twardy, poważny wyraz twarzy. Anella zazdrościła jej odwagi.
    — Lepiej dla was będzie, jeśli stąd odejdziecie. Mamy przewagę liczebną.
    Ciemnowłosa kobieta prychnęła, wstępując do pomieszczenia. Objęła obecne w nim osoby pogardliwym spojrzeniem.
    — Naprawdę? Ich nazywasz przewagą? Dzieciaka, dziewczynę, która wygląda, jakby zaraz miała zlać się w gacie, podróbkę maga? Mamy się ich bać?
    Anella nawet nie poczuła się urażona obelgą kobiety, która niewątpliwie została skierowana do niej. Jak mogłaby? W końcu tak dziewczyna się czuła — jakby zaraz miała popuścić ze strachu. Drżała na całym ciele.
    — Wynoście się stąd — warknęła Ajsia. — Ostrzegam was...
    Podłoga i ściany zadrżały niebezpiecznie. Na suficie pojawiło się niepokojące pęknięcie, z którego posypał się gruz. Anella zerknęła na nie przelotnie i przełknęła ślinę. Nie chciała zostać tu zmiażdżona.
    — Skończ gadać — powiedziała Balla. — Możemy was tu pochować i nikt się nawet nie dowie. W końcu Dannel bez problemu załatwi tę nędzną grupę, którą do niego wysłaliście.
    — Czyżby? — Ajsia uniosła brwi. — Jakoś w to wątpię.
    Z sufitu posypało się więcej gruzy. A potem kawałek odłamał się i uderzył w stół, przy którym siedzieli Prett, Ajsia i Nemaih. Wszyscy troje odskoczyli.
    Drzwi zatrzasnęły się, zanim Balla i mężczyzna zdążyli wejść do środka. Tym razem, to nie Anella była tego przyczyną. Nie wiedziała, kto z pozostałych był Magiem Manipulującym, ale cieszyła się, że nie ona jedyna. Przynajmniej nie będą polegali tylko na niej.
    Niestety, zamknięte drzwi nic nie dały, kiedy kawałek ściany obok nich oderwał się i hukiem opadł, wzbijając w powietrze gruz i tworząc dziurę, przez którą Balla i mężczyzna bez problemu przeszli. Ale nie wyglądali na zadowolonych z powodu tego utrudnienia.
    Anella zerwała się na równe nogi, nie wiedząc, co robić. Uciekać? Niestety, jej gwałtowny ruch przyciągnął uwagę atakujących. Sofa, na której jeszcze przed chwilą siedziała, poruszyła się nagle, zbijając ją z nóg.
    Anella wylądowała na podłodze, a chwilę później Sander i Gillen znaleźli się obok niej. Sofa wzniosła się w powietrze i zawisła nad nimi. I Anella uświadomiła sobie, że, jeśli niczego nie zrobi, zostaną zgnieceni.
    Desperacko napełniła ją swoją magią — z jakiegoś powodu nie było to łatwe — i spróbowała odepchnąć. Sofa zawisła w powietrzu, tuż nad nimi. Anella odetchnęła głęboko. Udało jej się! Po raz kolejny tego dnia!
    Oprzytomniała i przeturlała się na bok, to samo zrobili też Gillen i Sander. Dopiero wtedy dziewczyna puściła sofę — a ta natychmiast pomknęła w ich kierunku. Dziewczyna krzyknęła cicho i uskoczyła jej z drogi. Potknęła się jednak o dywan i wylądowała na podłodze.
    Spodziewała się kolejnego ataku, ale w tym momencie usłyszała bolesny jęk. Kiedy uniosła głowę, zobaczyła, że Balla została przygwożdżona do ściany za pomocą stołu. Magiony, uprzednio leżące na nim, roztrzaskały się na podłodze.
    Anella poczuła nagłe otępienie. Potrząsnęła głową, starając się pozbyć uczucia, ale nic to nie dało. Ogarnęło ją znużenie, najchętniej usiadłaby i zasnęła. Wymknęło jej się nawet ziewnięcie.
    I wszystko nagle minęło. Jej umysł oprzytomniał. To musiał być Sander, pomyślała. Dziękuję.
    Rozejrzała się szybko. Balla jakimś sposobem znów znalazła się na korytarzu, w ścianie widniała kolejna dziura. Ciemnowłosa kobieta opierała się o szafkę w kuchni, słaniając się na nogach. Wyglądała nie najlepiej. Nieznajomy mężczyzna zaś stał na środku pomieszczenia i... Wyglądało na to, że nic nie robił.
    Dlaczego nikt go nie atakuje?, zastanowiła się dziewczyna. Boją się? Czy jest aż tak silny? Postanowiła unikać starcia z nim, choć wiedziała, że nie będzie w stanie całkowicie uciec walce.
    Nagle wszystko znów zadrżało i przesunęło się bliżej środka. Nie tylko meble, ale też ściany. Nawet sufit i podłoga zdawały się poruszać, pozbawiając jednocześnie wszystkich równowagi. Tylko nieznajomy mężczyzna zdołał utrzymać się na nogach.
    Co on zrobił?, pomyślała dziewczyna, podnosząc się niezdarnie. Najwyraźniej też był Magiem Manipulującym. Jak to zrobił? Chciałaby wiedzieć. Mogłoby okazać się użyteczne.
    Obrzydzało ją takie myślenie, ale zepchnęła to uczucie na dalszy plan. Miała teraz ważniejsze problemy. Na przykład to, jak przeżyć i ocalić wszystkich pozostałych.
    Ktoś zaatakował mężczyznę, nie była pewna, kto. W jego stronę w zawrotną prędkością pomknął stół, który wcześniej przygniatał Ballę do ściany. W ślad za stołem pomknęły krzesła.
    Stoi na dywanie, uświadomiła sobie dziewczyna. Może gdybym tak... Schyliła się i położyła dłonie do krawędzi grubego dywanu. Zanim jednak zdążyła cokolwiek zrobić, coś uderzyło ją w plecy mocno. Za tym poleciały następne ciosy. Cegły, jak zauważyła.
    Z jękiem podniosła się, kiedy przestała być atakowana. Czuła się, jakby plecy płonęły jej żywym ogniem — to tak bolało! Przełknęła jednak łzy, bo wiedziała, że jeśli pozwoli sobie na chwilę słabości, stanie się bezużyteczna.
    Kiedy wstała, odkryła, dlaczego ceglany atak na nią nagle ustał. Za jej plecami pojawiła się wysoka i szeroka ściana — zapewne dzięki Ajsii. Anella odetchnęła z ulgą i obróciła się, chcąc podziękować kobiecie.
    I stanęła twarzą w twarz z Ballą. Dziewczyna wyglądała na rozbawioną. Uśmiechała się lekko, a w jej oczach błyszczało okrucieństwo.
    Jak możesz robić coś takiego?, chciała zapytać Anella, jednak wiedziała, że nie warto tracić czasu na rozmowę.
    Podłoga poruszyła się i pękła tuż pod Anellą. Dziewczyna desperacko uskoczyła w bok, w stronę kuchni i z rozpędu boleśnie obiła się o szafki. Ale lepsze było to, niż zniknięcie w głębokiej dziurze, która teraz widniała w miejscu, w którym przed chwilą stała.
    Rozległ się głośny krzyk i Anella natychmiast zwróciła się w tamtą stronę. Ku jej zaskoczeniu, okazało się, że to krzyczał ten nieznajomy, wielki mężczyzna. Opadł na podłogę, wykrzywiając twarz z bólem. Co mu się stało? Dziewczyna rozejrzała się szybko i zobaczyła Gillena, stojącego nieopodal powalonego. Ściskał coś w dłoni. Co to było? Chłopak wyglądał na śmiertelnie przerażonego i wcale mu się nie dziwiła. Przypuszczała, że sama wygląda podobnie.
    Gillen szybko cofnął się, zanim mężczyzna zdołał się podnieść i natychmiast został zaatakowany przez ciemnowłosą kobietę. Anella ruszyła mu na pomoc. Zanim zdążyła pomyśleć nad tym, co robi, chwyciła jeden z leżących na blacie, napełniła go magią i posłała w stronę kobiety.
    Wbił jej się w plecy, między łopatkami. Kobieta zrobiła jeszcze krok na przód, zanim upadła. Nie poruszyła już się. Jej jasnoniebieską sukienkę zabarwiła czerwień krwi. Anella przełknęła ślinę. Co ja właśnie zrobiłam?, pomyślała, przerażona własnym czynem. Ja przecież nie chciałam...
    Oparła się o szafkę, czując, jak nogi pod nią się uginają. Świadomość tego, co zrobiła, całkowicie ją przytłoczyła. Zabiłam ją, pomyślała Anella. Zabiłam...
    Czyjś krzyk przywrócił ją do rzeczywistości. Tym razem należał do kobiety i była to Nemaih. Anella nie wiedziała, co się stało, ale kobieta trzymała się na krwawiące ramię i wykrzywiała z bólem twarz. Balla stała obok niej i najwyraźniej szykowała się do kolejnego ataku.
    Ale nagle sama krzyknęła, chwytając się za głowę. Zatoczyła się, ale udało jej się utrzymać równowagę. Rozejrzała się, na jej twarz po raz pierwszy wstąpiło zaniepokojenie.
    I wtedy słaniająca się na nogach Nemaih uderzyła ją w twarz. Mocno. Raz, a potem drugi, zanim sama opadła na ziemię. Balla, na chwiejących się nogach, zaczęła cofać się w stronę drzwi.
    Nie, pomyślała Anella, zaciskając usta. Nie uciekniesz. Oparła dłoń na podłodze i przelała w nią swą magię. W podłodze pojawiła się dziura, której cofająca się Balla nie zauważyła. Potknęła się i przewróciła.
    Natychmiast znalazła się przy niej Ajsia. Chwyciła jej głowę i uderzyła nią mocno o ziemię. Balla opadła bezwładnie.
    Anella odetchnęła z ulgą i zsunęła się na ziemię. Oddychając głęboko, rozejrzała się i poczuła przypływ mdłości. W mieszkaniu panował okropny bałagan - zawalone ściany, poprzewracane meble, gdzieniegdzie plamy krwi, a... A ciało ciemnowłosej kobiety nadal tam leżało. Oczy Anelli wypełniły się łzami. To ja ją zabiłam, pomyślała. Jestem okropną osobą. Nie zasługuję na to, żeby żyć.

---------------------------

Ta scena jest beznadziejna. Pisałam ją i poprawiałam kilka razy, ale lepiej chyba już nie będzie :/

10 komentarzy:

  1. Mnie osobiście rozdział sie podobał, tylko w końcówce troche sie polubiłaś; nazywając ofiarę A.kobietą mogłaś zmylić czytelników i bie wiem, czy czasem nie mieszały sie z tego powodu podmioty. Ale do tego momentu...naprawdę fajnie. A.nadal pozostaje w wielu sprawach nieuświadomiona; ale wifac, ze dojrzewa-nie tylko jej moc, ale i ona sama. Choc nie wiem, jak na jej psychikę wpłynie świadomość, ze zabiła te kobietę. Swietnie udaje Ci sie pokazać różnice w opiniach miedzy poszczególnymi bohaterami; nawet w tej samej grupie. Podoba mi sie tez różnorodność umiejętności wsród magów, to zawsze było siper pomysłem, ale teraz swietnie to pokazujesz, przy bezpośrednich starciach. Jestem batdzo ciekawa, gdzie podziewa się reszta. Niech ta wojna się skończy, serio, wg mnie powinno się przede wszystkim porozmawiac :D zapraszam na Niezaleznosc i pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że przynajmniej tobie się podobało, bo moim zdaniem wyszło beznadziejnie ;) Dziękuję ;*
      Anelli z pewnością nie będzie łatwo pogodzić się z tym, że kogoś zabiła... Będzie ciężko, heh ^^
      Staram się, żeby każdy z bohaterów miał własne zdanie na każdy temat - nawet ci najmniej istotni mają własne opinie. Cieszę się, że udaje mi się to dobrze pokazać ^^
      Reszta... Gdzieś tam jest :D
      Gdyby dało się to wszystko rozwiązać rozmową, byłoby dobrze :D Niestety, nie zawsze się da...

      Dziękuję za komentarz :D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Cześć!
    Oj tam, przesadzasz. Wyszło fajnie. Ja nie potrafię pisać scen walki, zupełnie... Za bardzo się rozpisuję i powstaje masło maślane.
    Komentuję z opóźnieniem. Jest dużo blogów, które czytam i nim dotarłam do Twojego trochę minęło :D
    Bardzo fajnie wyszedł ci ten rozdział. W Anelli budzi się nowa siła, chęć walki i zajadłość. Choć sama jeszcze się boi i za bardzo wstydzi, to takie słodkie swą drogą. To właśnie podoba mi się najbardziej ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie przesadzam, sama nie wiem... Sceny walki są okropne, staram się ich unikać, ale nie zawsze się da :D
      Opóźnienie z czytaniem rozumiem, mi też często się to zdarza, więc się nie przejmuj ;D
      Anella powoli 'dorasta' haha :D

      Dziękuję za komentarz ;*
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  3. Wreszcie ktoś opierdzielił Sandra za to wpływanie na nastroje. Zaczynał mnie denerwować tymi ingerencjami, a teraz może przestanie ;D
    Nie spodziewałam się, że Balla trafi do tej kryjówki, w której jest Anella, Sander i reszta. Ale w sumie dobrze, że tak się stało, bo dzięki temu dostaliśmy kawał dobrego tekstu do przeczytania ;-) Nie wiem czemu nie podoba Ci się tej rozdział, bo mnie czytało się go naprawdę szybko i dobrze. Był wciągający i ciekawy, a to najważniejsze. Widzę, że pojawił się jeszcze jeden, więc lecę czytać! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, Sander chce tylko pomóc... Może przestanie, a może po prostu nauczy się być bardziej subtelny... ;)
      Cieszę się, że rozdział się podobał, bo mi cały czas wydaje się jakiś taki... koślawy? Nie wiem nawet, jak to ubrać w słowa, haha :D Po prostu mi się nie podoba, sceny akcji nie są moją mocną stroną, heh.

      Dziękuję za komentarz ;D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. Nie podoba mi się sposób myślenia głównej bohaterki. Wiem, że taki jej charakter, taką ją stworzyłaś, ale bardziej tu by pasowały słowa "Jestem okropną osobą... Ale przecież nie miałam wyboru", czy coś w tym stylu. W takich sytuacjach człowiek szuka wytłumaczenia, winy w czymś innym, tak przynajmniej mi się wydaje.
    Poza tym rozdział napakowany akcją, fajnie się czytało. I jednak odkryłam, że Twojego bloga naprawdę najlepiej się czyta jeden rozdział po drugim ;)
    ROLAKA z http://granica-olimpu.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anella chwilowo jest w szoku, więc ciężko jej myśleć racjonalnie nad tym, co zrobiła ^^
      Czyli jednak chyba tylko ja jestem zdania, że nie potrafię pisać scen akcji, bo wszystkim innym zdaje się ten rozdział podobać... Cieszy mnie to niezmiernie, heh ;)

      Dziękuję za komentarz ;)
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
    2. Raczej wiesz... To jest tak, że zawsze mogłoby być lepiej. Ja czytałam to co dostałam i to mi się podobało, a to że mogło byś jeszcze lepiej, to druga kwestia. A to że czasami tylko autorowi się coś nie podoba, to osobna sprawa ;)

      Usuń
    3. Wiadomo, że zawsze mogłoby być lepiej. Ale pisząc ten rozdział i publikując go, byłam przekonana, że jest tak beznadziejny, że czeka mnie pod nim fala krytyki. Dlatego miałam miłą niespodziankę i chyba zyskałam trochę wiary w swoje umiejętności :D

      Usuń

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.