czwartek, 30 czerwca 2016

Rozdział V


    Minął już tydzień, odkąd nowa dziewczyna, Anella, przybyła do Oreall. I chociaż była niespodziewaną nowością, nie zmieniło to wiele w codziennym życiu miasta. Gillen nie był pewien, czego się spodziewał, ale raczej nie tego.
    Nie wiedział, co sądzić o dziewczynie. Jakaś jego część cały czas podchodziła do niej podejrzliwie, wierząc, że jest ona szpiegiem, wysłanym przez Dannela. Ale gdyby tak było, dziewczyna musiałaby być naprawdę złą aktorką. Albo naprawdę dobrą.
    Dlatego Gillen zamierzał trzymać się na dystans, bo choć Anella była bardzo miłą i przyjazną osobą — może nawet aż za bardzo — nigdy nie zaszkodziło być ostrożnym. Ktoś musiał, skoro reszta zdawała się kompletnie zaakceptować jej obecność bez najmniejszej dozy podejrzliwości. Gillenowi trudno było uwierzyć, że są tak naiwni.
    Jeśli jednak przybycie Anelli czegoś go nauczyło, to tego, że musi być bardziej uważny. Dlatego teraz, pełniąc wartę, miał zamiar poświęcać całą swoją uwagę tylko i wyłącznie magionom, wypatrując osób przychodzących do Oreall. Nie pozwoli znów dać się zaskoczyć. To oznaczało również, że nie będzie w tym czasie przyjmować żadnych gości, chcących dotrzymać mu towarzystwa.   
    Niestety, wkrótce jego postanowienie zostało wystawione na próbę. Ktoś energicznie zapukał do drzwi.
    Gillen westchnął, ale nie spojrzał w tamtym kierunku.
    — Wejść — mruknął.
    Drzwi otworzyły się.
    — Cześć, Gil!
    Gillen spojrzał zaskoczony. Spodziewał się Sandra, ale to nie był on. Zamiast tego, w drzwiach stał chudy dzieciak z rozczochraną blond czupryną. Fex. Ale czego on chciał?
    — Nie nazywaj mnie tak — odparł po prostu Gillen i znów skierował swój wzrok na magiony. — Czego chcesz?
    — Zmienić cię. — Gillen znów na niego spojrzał, unosząc pytająco brwi. — W sensie, na warcie. Nudzę się, nie mam nic do roboty. — Wzruszył ramionami.
    Gillen prychnął. Fex brzmiał tak, jakby uważał tę robotę za ciekawą.
    — Idź do domu, młody. Twoja warta zaczyna się za pięć godzin.
    — No wiem. — Dzieciak wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Irytująco. — Mogę tu chociaż z tobą posiedzieć?
    Gillen westchnął ciężko. I tyle z jego postanowienia o tym, że nikt nie będzie mu przeszkadzał.
    — Rób co chcesz.
    Fex uśmiechnął się zadowolony i usadowił pod ścianą. Przez chwilę obaj siedzieli w ciszy i Gillen znów skupił się na magionach. Niestety, chwila ta nie trwała długo.
    — Nie lubisz tej pracy, co? — zagadnął Fex.
    Gillen całą siłą woli powstrzymał się, żeby nie posłać mu morderczego spojrzenia. Zamiast tego po prostu wzruszył ramionami, nie odpowiadając na pytanie dzieciaka.
    — Dlaczego nie powiesz panu Eanowi i nie poprosisz o coś innego? — dociekał chłopak.
    Bo nie chcę być niewdzięczny, pomyślał Gillen. Mieszkańcy Oreall przyjęli go do siebie, zaopiekowali się nim, dali mu miejsce do życia. Nie chciał, żeby myśleli, że nie jest im wdzięczny, że tylko potrafi narzekać i nie daje nic od siebie.
    Nie mógł jednak powiedzieć tego Fexowi. Nie był głupi, wiedział, że nie powinien tak się spoufalać z innymi, szczególnie w tych czasach. Ujawnianie słabości nigdy nie było mądre.
    — Dlaczego się nie zamkniesz? — odparł po prostu. — Jak chcesz, to tu siedź, ale bądź cicho. Niektórzy tu pracują.
    Fex zaśmiał się. Irytujący dźwięk. Irytujący dzieciak.
    — Jak tam sobie chcesz...
    Gillen przewrócił oczami i sięgnął po swój kubek z kawą. Ku jego zdumieniu, okazał się pusty. Kiedy zdążyłem ją wypić?, pomyślał. Musiało minąć więcej czasu, niż mu się wydawało.
    Spojrzał na kubek i leżące na jego dnie fusy, a potem na Fexa.
    — Wiesz... — zaczął — możesz się jednak na coś przydać. Pójdziesz mi po kawę?
    Fex znów się zaśmiał.
    — Jasne, jeszcze czego. Nie jestem twoją służącą. Jak chcesz kawę, to sam se kup.
    Pójść i kupić kawę? W czasie warty? Gillen nie był idiotą i z pewnością nie popełni tego samego błędu po raz drugi. Już raz przecież zostawił miasto zupełnie bez ochrony, żeby powitać nowo przybyłą Anellę.
    Wtedy była to wina Sandra. Fex jednak nie miał takiego talentu przekonywania.
    Gillen rozsiadł się wygodniej i wbił wzrok w magiony, zdeterminowany, by całkowicie zignorować towarzysza. Zapowiadała się długa warta.

    Anella wróciła z biblioteki w dobrym humorze. Coraz częściej jej się to zdarzało. Zaczynała przyzwyczajać się do miasta. Nigdy nie przypuszczałaby, że mogłaby polubić życie w Oreall, jednak właśnie to się działo.
    Nie miała powodów, żeby nie lubić tego życia. Większość ludzi była dla niej miła     — a tych, którzy tacy nie byli, Anella unikała — praca w bibliotece przyjemna, a lekcji z Eanem wyczekiwała z niecierpliwością.
    Mężczyzna tak naprawdę nie uczył jej magii. Nie w praktyce. Całe lekcje skupiały się na teorii, na tym, jak używać magii, ponieważ Ean nie chciał, by dziewczyna traciła swoją moc, kiedy nie było to konieczne.
    Z jednej strony rozumiała to i popierała, ale czasem kusiło ją, by użyć magii do zrobienia czegoś. Czegokolwiek. W swoim wcześniejszym życiu nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że będzie chciała użyć magii. W końcu magia była czymś złym.
    Jakaś część w jej umyśle nadal tak sądziła. W końcu tak dziewczyna była wychowywana w czasie swojego dzieciństwa, dopóki nie wydało się, że sama jest magiem. I choć jej rodzice mówili, że akceptują ją, że samo bycie magiem nie jest niczym złym, to inni ludzie, nieświadomi tego, kim jest Anella, nie mieli oporów przed negatywnym wyrażaniem się na temat magów.
    Anella wiedziała, że było to złe. Ale wiedziała też, że nie mogła się zmienić. Tak naprawdę jedynym, co jej pozostawało, było zaakceptowanie tego, kim jest. I tak nie trafi do Bam, magia sprawiała, że była skazana na Odrodzenie. Może w przyszłym życiu będzie kimś lepszym.
    Ponure myśli zawsze jej towarzyszyły. Wiedziała, że będzie to sporym problemem przy używaniu magii i Ean zdawał się podzielać to przekonanie. Większą część ich godzinnych lekcji poświęcali na nauczenie jej, jak panować nad strachem. Była to umiejętność, której potrzebował każdy mag.
    Dziewczyna weszła do mieszkania i odłożyła swoją torbę tuż przy drzwiach. Zaraz i tak musiała wychodzić — miała lekcję z Eanem. Chciała się jednak wcześniej trochę odświeżyć i przygotować psychicznie, ponieważ, choć mogłoby wydawać się zupełnie inaczej, ich pełne teorii lekcje potrafiły być męczące zarówno dla ciała, jak i umysłu.
    Anella przeszła przez niewielką kuchnię, kierując się do jeszcze mniejszej łazienki, kiedy rozległ się donośny huk. Chwilę później wszystko zaczęło drżeć.
    Dziewczyna chwyciła się krawędzi stołu, żeby się nie przewrócić. Za swoimi plecami słyszała przewracające się na szafkach przedmioty i dzwonienie talerzy i sztućców w ich wnętrzach. Szyby w oknach drżały, jak gdyby zaraz miały wypaść.
    Drżenie trwało zaledwie kilka sekund. Gdy tylko stało, pod Anellą ugięły się nogi i dziewczyna usiadła na podłodze. Co to było? Trzęsienie ziemi? W jej rodzinnych stronach się one nie zdarzały, ale czytała o nich i wiedziała wystarczająco wiele, by zdawać sobie sprawę z tego, że powinny być dłuższe i bardziej szkodliwe.
    Nie wiedziała, jak długo siedziała na podłodze, kompletnie sparaliżowana i z kołacącym sercem, ale do przytomności przywróciło ją jasny punkt, który rozbłysnął na ścianie kuchni.
    Magion. Ktoś próbował się z nią skontaktować. Anella wstała na drżących nogach i skierowała się w jego stronę.
    Wciąż nie do końca wiedziała, czym tak właściwie były te urządzenia. Służyły do komunikacji, tyle potrafiła się domyślić. Stworzone z czystej magii, zdawały się być w stanie przekazywać wiadomości na pewną odległość. Nie wiedziała tylko, jak to możliwe, że używać ich mógł każdy, nie tylko ktoś obdarzony Magią Umysłową.
    Kiedy tylko położyła dłoń na magionie, w jej głowie rozległ się głos Steena:
    — Anello, natychmiast chodź do biblioteki.
    Czy zostaliśmy zaatakowani?, przesłała myślami pytanie, ale nie doczekała się odpowiedzi. Steen musiał już odejść od magionu, co znaczyło, że wiadomość czekała na nią już jakiś czas. Niedobrze, pewnie się o nią martwią.
    Miała nadzieję, że jej przypuszczenia nie były trafne. Że nie zostali zaatakowani. Że to tylko trzęsienie ziemi, czy coś w tym rodzaju. Ale krzyki, które słyszała z ulicy, mówiły jej, że prawdopodobnie miała rację.
    Najchętniej w ogóle nie wychodziłaby z mieszkania, tylko zaszyła w jego kącie i przeczekała to wszystko. Gdzie jednak byłaby bezpieczniejsza? W mieszkaniu, sama, ledwie potrafiąca używać magii i przerażona? Czy może w towarzystwie jednego, może dwóch potężnych magów?
    Wzięła torbę i już miała wychodzić, kiedy przyszło jej coś do głowy. Jeśli faktycznie zostali zaatakowani, nie miała żadnych szans. Nie mogła przecież używać magii, nie, kiedy była taka przerażona. Ale nie chciała być zupełnie bezbronna.
    Wróciła do kuchni i wyciągnęła z szuflady największy nóż, jaki znalazła. Wrzuciła go do torby i, nieco pewniejsza siebie, choć wciąż przerażona, opuściła mieszkanie.
    Zeszła po schodach, starając się poruszać jak najciszej, a potem uchyliła lekko drzwi wyjściowe z kamienicy, żeby wyjrzeć na ulicę.
    Była całkowicie opustoszała, ale dziewczyna nadal słyszała odległe krzyki, które wcale nie dodawały jej odwagi. Nie mogła jednak sterczeć w miejscu, czekając, aż ktoś ją zaatakuje.
    Wyszła z budynku, a potem, przemykając uliczkami i odwracając się w drugą stronę na widok każdego człowieka, ruszyła w stronę biblioteki.

    Jakimś cudem udało jej się dotrzeć do biblioteki w stanie nie naruszonym. Nie natknęła się na żadną walkę, więc może jej przypuszczenia były błędne. Miała taką nadzieję.
    W bibliotece czekali na nią Steen i Ean. Ten drugi wyglądał, jakby miał zamiar zemdleć z ulgi na jej widok.
    — Anella! Na Wszechmocną Gallę, żyjesz! — zawołał i podbiegł do niej, zanim zdążyła podejść bliżej. Obejrzał ją dokładnie ze wszystkich stron. — Nic ci nie jest?
    — Nie. Nie widziałam nikogo po drodze. — Dziewczyna pokręciła głową. — Co się dzieje?
    Mężczyźni spojrzeli na siebie, a potem na nią. Atmosfera była tak ciężka, że zdawała się dusić.
    — Zostaliśmy zaatakowani — powiedział wreszcie Steen. — Przez Dannela. Wiesz, kto to jest?
    Przez Dannela? Czy Dannel nie był tym buntownikiem, o którym kiedyś wspomniała jej Erass? Anella pokiwała głową.
    Czyli jej obawy spełniły się. Zostali zaatakowani. Nie mieli szans, cóż, ona nie miała szans. Zginie.
    Poczuła jak oczy jej wilgotnieją. Oreall wydawał się jej takim przyjemnym miejscem, ale... Chciała wrócić do domu. Nie chciała tu być. To był błąd, nie powinna była tu przyjeżdżać, teraz po prostu zginie.
    Ean objął ją ramieniem i pomógł dojść do podwyższenia. Nogi drżały jej tak bardzo, że gdyby nie jego pomoc, z pewnością upadłaby.
    — Będę musiała walczyć? — zapytała, jej głos skrzekliwy od powstrzymywanego płaczu. Nie potrafiła walczyć. Nie mogłaby. Zginęłaby. I tak zginie wkrótce.
    — Oczywiście, że nie — odpowiedział Ean. — Spokojnie. Zostaniemy tutaj. Nic nam się nie stanie. Dannel nie ma powodu, żeby atakować bibliotekę. Poza tym, wydaje mi się, że ten atak miał za zadanie jedynie odwrócić naszą uwagę od czegoś. Był zbyt oczywisty. W ogóle nie starali się ukrywać swojej obecności, weszli do miasta i od razu zaczęli atakować.
    Anella usiadła przy jednym ze stołów, a jej drżące nogi z pewnością odetchnęłyby z ulgą, gdyby były ludźmi. Ean usiadł obok niej. Nadal wyglądał na zmartwionego i co chwilę spoglądał w stronę drzwi.
    On też nie będzie walczył, uświadomiła sobie dziewczyna. Magia Umysłowa zapewnie nie nadaje się do walki. A Steen... Nie dołączy do walki? Broni biblioteki? Nas?
    Czuła, że takie siedzenie i czekanie jest nieodpowiednie. Gdzieś tam na zewnątrz ginęli ludzie, a ona chowała się tutaj, zupełnie bezpieczna. Powinni jakoś pomóc.
    Tak, pomyślała z przekąsem, ciekawe, jak ty byś im pomogła. Odwracała uwagę napastnika swoim płaczem? Nie nadawała się do walki.
    — Zastanówmy się — odezwał się nagle Steen, przerywając nieprzyjemną ciszę. — Ean?
    Mężczyzna wzdrygnął się gwałtownie, wyrwany z zamyślenia. Anella przyjrzała mu się. Wyglądał na wytrąconego z równowagi. Nigdy nie widziała go tak nerwowego. Naprawdę musiał się martwić. Albo bać. Biorąc pod uwagę okoliczności, Anella doskonale go rozumiała.
    Z chęcią by go pocieszyła, mówiąc, że wszystko będzie dobrze, ale z racji tego, że sama bała się z pewnością jeszcze bardziej, wątpiła by to coś dało.
    — Jak myślisz, dlaczego twoim zdaniem, chcą odwrócić naszą uwagę?
    Ean wzruszył ramionami i westchnął.
    — Nie mam pojęcia. W Oreall nie ma niczego, czego mogliby chcieć, a to z pewnością nie jest zwykły atak, w celu przejęcia władzy. Zbyt oczywisty, jak już wspomniałem i zbyt... głupi. Jest środek dnia. Nie powinni czasem zaatakować w nocy?
    Miał rację. Anella zawsze sądziła, że atakować powinno się z ukrycia, najlepiej wtedy, gdy nikt nie będzie się tego spodziewał. Wtedy, kiedy wszyscy śpią i są mniej czujni.
    — A to trzęsienie? — zapytała. — Co to było? — Magia? Czy magią można było wywołać trzęsienie ziemi? Czy naprawdę była tak potężna?
    Przerażająca myśl.
    Ean pokręcił głową.
    — To też idiotyzm. Uznałbym to za jakieś ostrzeżenie, ale po co? Może sygnał, żeby ludzie zostali w domach... Nie wiem. To nie ma sensu.
    — Musisz jednak przyznać, że Dannel był wystarczająco mądry, żeby nie atakować, kiedy Evas jest w mieście.
    Ean znów się z nim nie zgodził. Anella zaś nie miała pojęcia, o kim mówią. Nigdy nie spotkała tego Evasa ani nawet o nim nie słyszała.
    — Nie, to też głupota. To znaczy, owszem, nie powinni atakować, kiedy Evas jest w Oreall, ale, dlaczego w takim razie nie zapobiegli temu, byśmy go poinformowali? Przecież Dannel musi zdawać sobie sprawę z tego, że Evas ma magion, a ty możesz wysłać mu informację o ataku.
    — Może myśli, że Evas jest zbyt daleko, by dotrzeć na czas? — zasugerował Steen. — Bo jeśli tak, to ma rację. Wysłałem mu wiadomość i wiem, że jest już w drodze, ale wątpię, by dotarł tu szybciej, niż w przeciągu tygodnia.
    Tygodnia! Jeśli ten cały Evas jest kimś silnym, kto może pokonać Dannela, to znaczy, że już przegrali. Nie mają bez niego szans, z pewnością.
    — Kto ich wpuścił? — zapytała Anella. Obaj mężczyźni spojrzeli na nią. — Do Oreall. Ktoś musiał ich wpuścić, prawda? Erass opowiadała mi trochę o zabezpieczeniach. Nie mogli chyba wejść bez zaproszenia?
    Ean westchnął.
    — I właśnie to mnie martwi. Gillen miał w tym momencie wartę. To mogłoby znaczyć, że jest zdrajcą, ale wiem, że to nieprawda. Coś musiało mu się stać.
    — Albo jednak zdradził — wtrącił Steen.
    Ean posłał mu nieprzyjazne spojrzenie.
    — Nie zdradził — powiedział z naciskiem. — Znam go lepiej niż ty. Wiem, że nie jest zdrajcą. Coś mu się stało. Steen wysłał mu wiadomość, tak jak tobie, ale ciągle go tu nie ma. Coś mu się stało — powtórzył i pokręcił głową.
    Przez chwilę panowała cisza. Anella starała się nie myśleć o tym, że gdzieś tam na zewnątrz toczą się walki, ludzie giną, a ona nie może nic z tym zrobić. Co, jeśli ktoś jej bliski straci życie? Ean był z nią, a Sander poza miastem, ale co z Erass? Czy kobieta przeżyje atak? A jeśli nie?
    Anella skuliła się. Próbowała myśleć pozytywnie, ale nie potrafiła. Jak mogłaby? Ludzie ginęli, ona sama pewnie zginie, jeśli ktoś zaatakuje bibliotekę.
    Ciszę przerwał Ean, który wstał nagle. Wyglądał na zdeterminowanego. Steen spojrzał na niego z zaskoczeniem.
    — A ty gdzie się wybierasz?
    — Idę sprawdzić, co się stało z Gillenem. Nie mogę tak czekać — powiedział, kierując się w stronę wyjścia.
    Nie zostawiaj mnie!, chciała zawołać za nim Anella, ale wiedziała, że byłoby to egoistyczne. Miała przecież jeszcze Steena, a Gillen naprawdę mógł potrzebować pomocy.
    — I tak po prostu tam pójdziesz? Zupełnie bezbronny? — zapytał Steen, powątpiewająco.
    — Jeśli coś mu się stało, to moja wina — rzucił Ean, nie obracając się. — A jeśli zginął, wiesz dobrze, co to znaczy dla mnie. Dla nas. Dla całego świata.
    Co miał na myśli? Anella zmarszczyła brwi.
    — A jeśli ty zginiesz? Jak myślisz, co to będzie znaczyć? — zawołał za nim Steen. — Dla całego świata?
    Ean odwrócił głowę i posłał im szybki uśmiech.
    — Nie martw się. Poradzę sobie. Znam to miasto lepiej, niż ktokolwiek inny.
    A potem zniknął za drzwiami.
    Przez chwilę panowała cisza, którą wreszcie przerwał Steen.
    — Cholerny skurwysyn — warknął wściekle. Anella wzdrygnęła się, co zwróciło jego uwagę. — Poczekaj tu chwilę.
    Zniknął za drzwiami, znajdującymi się za jego biurkiem. Nie wracał tak długo, że Anella zaczęła się już martwić. Wreszcie jednak pojawił się znów. Trzasnął drzwiami i wyciągnął do niej rękę.
    Miał w niej niewielką buteleczkę, jak od perfum. Wewnątrz znajdowała się jakaś srebrzyście biała ciecz. Wyglądała na gęstą. Anella niepewnie wzięła buteleczkę do ręki i przyjrzała się temu, co znajdowało się w środku.
    — Ostrożnie — powiedział Steen. Anella natychmiast odstawiła buteleczkę na stół. — To czysta magia. Bardzo niebezpieczna dla organizmów żywych. Używaj jej tylko w ostateczności — polecił.
    — Słucham? — Czemu jej to dawał? Co miała z tym zrobić?
    Steen spojrzał na drzwi, a potem na nią. Miał udręczoną minę.
    — Posłuchaj, będziesz tu bezpieczna. Nikt nie powinien tu przyjść. Ja za chwilę wrócę. Przepraszam, ale muszę znaleźć tego idiotę, zanim coś mu się stanie.
    A potem pobiegł do wyjścia. Kiedy wyszedł, Anella pozostała na swoim miejscu, zupełnie oniemiała. Zostawił ją? Tak po prostu? Przecież była bezbronna! Co miała teraz zrobić?
    Z drugiej strony, rozumiała go. Wyraźnie troszczył się o Eana. Ona zaś była dla niego nikim, tylko jego pracowniczką. Nie była jego przyjaciółką, w przeciwieństwie do Eana, więc oczywiście, że wolał ratować jego, zamiast ją.
    Nie stanie się wielka tragedia, jeśli to ona zginie.
    Anella skuliła się na krześle i czekała, obserwując uważnie drzwi. Nie wiedziała, jak dużo czasu upłynęło, ale jej czujność nie osłabła. Tylko dzięki niej zauważyła, jak klamka drzwi wejściowych się obraca.
    Zareagowała automatycznie, bez zastanowienia. Chwyciła buteleczkę z czystą magią, wrzucając ją do kieszeni spódnicy i zanurkowała pod biurko Steena.
    Nie wiedziała, kto wszedł do środka. To mógł być Steen, Ean lub Gillen. Ale to mógł być też wróg. Anella żałowała, że nie schowała się wcześniej. Biblioteka była duża, z pewnością mogłaby więc zniknąć bez śladu gdzieś wśród niezliczonych regałów.
    Było już jednak za późno. Serce waliło jej tak głośno, że miała wrażenie, iż każdy w mieście może je usłyszeć. Próbowała też uspokoić oddech, ale nie potrafiła. Ktokolwiek to jest, znajdzie ją, gdy tylko się zbliży.
    A zbliżał się, słyszała jego kroki wyraźnie. Były powolne, ostrożne, może nawet niepewne. Anella zacisnęła powieki, zmawiając bezgłośną modlitwę. Nigdy nie była religijna, nie widziała w tym sensu, skoro i tak nie było jej dane Przejście, ale...
    Nieznajomy zatrzymał się tuż przed drzwiami. Jeszcze jej nie zauważył. Ona za to była w stanie dostrzec jego tył. Był to wysoki mężczyzna o blond włosach. Wyciągnął rękę w stronę klamki.
    Błagam, pomyślała desperacko. Błagam, wejdź tam. Gdyby tylko tam wszedł, natychmiast uciekłaby, żeby skryć się gdzieś w głębi biblioteki.
    Oczywiście, to nie był jej szczęśliwy dzień. Mężczyzna opuścił rękę, a potem rozejrzał się uważnie. I wtedy jego wzrok padł na nią.
    Och nie, pomyślała. Nie, nie, nie, nie, nie. To koniec. Teraz zginę. W oczach wezbrały jej łzy. Czy powinnam błagać o litość? Zrobiłaby to, ale kiedy otworzyła usta, wydobył się z nich tylko zduszony szloch.
    Mężczyzna zawahał się, a potem podszedł bliżej i kucnął na przeciwko niej. Nie potrafiła rozszyfrować jego spojrzenia, zresztą, nawet nie widziała go wyraźnie. Łzy przesłaniały jej widok i rozmywały wzrok.
    — Och — odezwał się mężczyzna. Miał zaskakująco łagodny wzrok. — Gdzie jest Steen?
    Czy to możliwe, żeby ten mężczyzna nie był wrogiem? Tylko jakimś mieszkańcem miasta, którego nie zdążyła jeszcze poznać?
    Nie, pomyślała. To podstęp. Była tego pewna. Jeśli naprawdę szukał Steena, zawołałby go, kiedy tu wszedł.
    — Nie bój się — mówił dalej, kiedy nie uzyskał odpowiedzi. — Nie zrobię ci krzywdy. Ale musisz mi powiedzieć, gdzie jest Steen? Proszę.
    Nie była w stanie wydobyć z siebie nawet jednego słowa. Pokręciła głową, szlochając. Próbowała przywołać swoją magię, ale bezskutecznie. Czuła ją buzującą w swoich kanałach, ale była zbyt przerażona, żeby zrobić z niej użytek. Błagam, pomyślała.
    Co ten mężczyzna z nią zrobi? Zabije? Zgwałci i zabije? Zabije a potem zgwałci? Czytała o tym, jak niebezpieczni są mężczyźni na wojnie. Jak postępują z kobietami. Czy coś takiego miało przydarzyć się jej?
    Przypomniała sobie o nożu, ale nie miałaby jak go sięgnąć. Zostawiła torbę na stole. Miała też czystą magię, ale nie wiedziała, co ona w ogóle robi, poza tym, że była niebezpieczna. A jeśli zraniłaby też ją?
    Mężczyzna wyciągnął do niej rękę. Anella wzdrygnęła się i spróbowała wcisnąć głębiej pod biurko, mimo tego, że nie miała już miejsca.
    Mężczyzna zabrał rękę.
    — Nie zrobię ci krzywdy — powtórzył. — Obiecuję. Ale muszę się czegoś dowiedzieć. Nie musisz odpowiadać. Po prostu pokręć albo pokiwaj głową, dobrze?
    Pokiwała głową, nie mając większego wyboru. Nie wierzyła mu, z pewnością chciał ją skrzywdzić, ale może jeśli będzie z nim współpracować, nie zabije jej. Albo przynajmniej zrobi to szybko i bezboleśnie.
    — Czy Steen jest w bibliotece? — Pokręciła gwałtownie głową. — Dobrze. Czy zawiadomił Evasa o tym, co się dzieje? — Pokiwała głową, nie spuszczając wzroku z mężczyzny. Chyba się uśmiechnął. — Dobrze. Czy Evas zdoła dotrzeć tu jeszcze dzisiaj? — Tym razem pokręciła głową. Mężczyzna westchnął. — Cóż, dziękuję. Przepraszam, że cię przestraszyłem... — Przerwał mu jakiś huk na zewnątrz. Anella wzdrygnęła się, zaś mężczyzna skierował głowę w stronę źródła dźwięku.
    Anella uznała, że to jej jedyna szansa. Wyszarpnęła z kieszeni spódnicy buteleczkę czystej magii, otworzyła ją i chlusnęła jej zawartością w twarz mężczyzny.
    Ręka trzęsła jej się na tyle, że większość nie trafiła i rozbryznęła się na podłodze. Ale część dotarła do celu i ochlapała lewą stronę twarzy mężczyzny.
    Anella nie zauważyła efektu, gdyż nieznajomy natychmiast krzyknął przeraźliwie z bólu i zakrył dłonią ochlapaną stronę twarzy. Opadł na kolana, podtrzymując się jedną ręką, żeby całkiem nie upaść. Dyszał ciężko.
    Anella wiedziała, że powinna uciekać, ale była jak sparaliżowana. Nie mogła się poruszyć. Ja właśnie zrobiłam komuś krzywdę! pomyślała, przerażona. Nigdy nie przypuszczałaby, że byłaby w stanie to zrobić. Nawet w obronie własnej.
    Mężczyzna poruszył się, a potem wstał powoli. Następnie... odszedł. Tak po prostu, zostawił ją w spokoju. O tym, że opuścił bibliotekę, świadczył trzask zamkniętych drzwi.
    Anella siedziała pod biurkiem, całkowicie otępiała. Łzy wyschły na jej policzkach, ale czuła, że w każdej chwili znów może zacząć płakać. Zupełnie nie wiedziała, co robić.

    Gillen otworzył oczy, zaskoczony. Zasnął? Czy to możliwe? Poruszył się i prawie natychmiast tego pożałował. Tępy, pulsujący ból z tyłu głowy był niemalże nie do zniesienia. Chłopak odetchnął głęboko przez zaciśnięte zęby.
    Co się stało? Pamiętał, że był na warcie i przyszedł ten dzieciak, Fex. Chyba głównie po to, żeby go irytować. Udawało mu się to całkiem nieźle, ale co się stało potem?
    Spróbował się podnieść, ale okazało się to błędem. Obraz przed jego oczami zaczął wirować. Chłopak domyślił się jednak, że nadal był w pokoju wartowniczym.
    — Gil? — Usłyszał czyjś głos. Po chwili zobaczył nad sobą głowę Fexa. — Obudziłeś się już? Jak się czujesz?
    — A jak wyglądam? — zapytał słabo. Zbierało mu się na wymioty, a obraz wciąż lekko wirował. — Co się stało? — Znów spróbował się podnieść.
    Fex powstrzymał go ruchem ręki.
    — Nie wstawaj. Przepraszam, nie chciałem, żeby wyszło tak mocno.
    Co?, pomyślał Gillen. Co wyszło mocno? Za co przeprasza? Co się stało? Miał problem z zebraniem myśli. Zupełnie jakby bardzo mocno oberwał w głowę. Czy to się właśnie stało? Fex mi przyłożył? Ale po co?
    — Słuchaj, naprawdę przepraszam — mówił dalej Fex. — Myślałem, że może dasz mi się zastąpić. Albo że może przekonam cię, żebyś wyszedł. Ale ty jesteś uparty. — Wzruszył ramionami. — Musiałem użyć magii, żebyś odpłynął na chwilę. Tylko chyba dostałeś trochę za mocno. Przepraszam.
    Co się dzieje? O co w tym wszystkim chodzi? Gdyby nie te okropne zawroty głowy, Gillen z pewnością już by się zorientował. Ale tak miał problem nawet ze skleceniem jednego składnego zdania.
    Odetchnął głęboko i zamknął oczy. Cóż, Fex chyba nie chciał go zabić. Mógł więc spróbować się zrelaksować i zorientować, co się działo.
    Fex chciał go się pozbyć z pokoju. Chciał sam stanąć na warcie. Dlaczego? Co takiego mógł robić wartownik, oprócz bezużytecznego wpatrywania się w magiony?
    Wpuszczać innych do miasta. Tych, których nie było w rejestrze. Fex chciał kogoś wpuścić. Tylko kogo?
    Odpowiedź przyszła niemal natychmiast: Dannela. Jego i jego popleczników. Oczywiście. Kogo innego?
    Fex jest zdrajcą, uświadomił sobie ze zgrozą Gillen. Jeśli jego przypuszczenia były prawdziwe, Fex był zdrajcą. A potem przyszła mu do głowy jeszcze gorsza myśl: Dannel jest w mieście.
    Gillen gwałtownie wciągnął powietrze. Poczuł na sobie wzrok Fexa, ale nic nie powiedział. Dannel był w mieście. Dannel zaatakował miasto. Czy to znaczyło, że wszyscy zginą?
    I w tym momencie drzwi otworzyły się z trzaskiem. Gillen wzdrygnął się, otworzył oczy i zerwał do pozycji siedzącej. Natychmiast tego pożałował, gdyż zawroty głowy sprawiły, że pociemniało mu przed oczami.
    — Pan Ean? — Usłyszał głos Fexa. Dzieciak brzmiał na spanikowanego. — Proszę pana, jak mogę wyjaśnić...
    — Co się tu dzieje? — Tak, to był pan Ean. Jego głos był chłodny i groźny, ale to z pewnością był on. — Gillen? Nic ci nie jest?
    Zdefiniuj nic, pomyślał z irytacją. Powoli zaczął odzyskiwać wzrok, ale dalej czuł, jakby jego mózg robił szalone obroty.
    — Ugh, chyba nie — mruknął. Zdecydowanie coś mu było, ale to chyba nie było priorytetem w tej sytuacji.
    — Wpuściłeś Dannela do miasta? — Pan Ean zwrócił się ostro do Fexa.
    Chłopak trząsł się z przerażenia tak, że wydawało się, iż za chwilę wyfrunie z fotela.
    — Ja... ja tylko... — jąkał się płaczliwym głosem. — Ja przepraszam! Ale on mnie zmusił! Groził mi! Powiedział, że jak go nie posłucham, to mnie zabije! Przysięgam!
    Pan Ean był przez chwilę bardzo cicho.
    — Zejdź mi z oczu. Natychmiast. — Nie podniósł głosu, dalej brzmiał niezwykle spokojnie i właśnie to było najbardziej przerażające.
    Nic dziwnego, że Fex posłuchał go bez słowa protestu. Błyskawicznie zniknął za drzwiami.
    Pan Ean westchnął, a potem podszedł do Gillena i kucnął przy nim. Wyraz jego twarzy złagodniał.
    — Nie ufaj temu dzieciakowi — powiedział. — Kłamał. Na pewno nic ci nie jest? Możesz wstać?
    Gillen spróbował. Dał radę, z małą pomocą ze strony pana Eana. Zawroty głowy powoli ustawały. Mężczyzna przyjrzał mu się z niemałą troską. Gillen nie był pewien, jak się z tym czuł. Nie był przyzwyczajony, żeby ludzie tak się o niego martwili.
    — To tylko skutki uboczne czaru pozbawienia przytomności. Przejdzie całkiem za kilka godzin. Powinieneś odpocząć. Zaprowadziłbym cię do szpitala, ale to chyba niezbyt bezpieczne w tym momencie. Chodźmy do biblioteki. Tam będziesz bezpieczny.
    Gillen pokiwał głową — kolejny błąd. Poczuł przeszywający ból i syknął, wspierając się na ramieniu pana Eana, żeby nie upaść. Mężczyzna podtrzymał go.
    — Ostrożnie. Pójdziemy powoli. W miarę. Dobrze by było, żeby nikt nas nie zauważył, ale obawiam się, że Fex mógł kogoś zawiadomić. Chodźmy.
    Kiedy wyszli na zewnątrz, skala zniszczeń okazała się ogromna. Ulice były popękane, część kamienic zawalona, a w części powybijane były szyby. Gillen zauważył plamy krwi i dwa ciała. Nie potrafił ich zidentyfikować z tej odległości i cieszyło go to.
    Domyślał się też, czyja to robota.
    — Balla — powiedział cicho.
    Pan Ean pokiwał głową.
    — Tak, to ona. Mało znamy osób o tak destrukcyjnej sile. Chodźmy, zanim tu wróci.
    Uszli zaledwie kilka kroków, zanim zatrzymało ich wołanie. Ktoś nadbiegał ku nim z naprzeciwka.
    — Ean! Do cholery jasnej! Ty idioto!
    To był Steen. Nieco zdyszany, zatrzymał się tuż przed nimi. Zerknął na Gillena, ale nic nie powiedział do niego. Całą uwagę poświęcił Eanowi.
    — Czyś ty do reszty oszalał?! Na wody Selinne, wyjść tak po prostu, bez ochrony?! Zdajesz sobie sprawę, co by się stało, gdybyś został zaatakowany?! Zabity?! Powinienem cię zamknąć w cholernym pokoju i nie wypuszczać, bo jesteś po prostu zbyt głupi, żeby...
    — Gdzie Anella? — przerwał mu Ean. Zdawał się zupełnie nie przejmować wywodem Steena.
    — W bibliotece. Jest bezpieczna. Nic jej nie będzie — wyjaśnił zdawkowo. — Chodźmy stąd, tu nie jest bezpiecznie.
    — Zostawiłeś ją samą? — zapytał oskarżycielsko ostrym głosem Ean. — Bezbronną? I ty twierdzisz, że to ja oszalałem? Nie mogę uwierzyć, że zrobiłeś coś takiego.
    — Nic jej nie będzie — powtórzył Steen.
    Ean posłał mu wściekłe spojrzenie.
    — Mam nadzieję. Ale jeśli spadł jej z głowy choćby włos, nie myśl, że ujdzie ci to na płazem.

    Kiedy dotarli do biblioteki, Ean niemalże puścił się biegiem. Wciąż nie mógł uwierzyć, że ten idiota zostawił Anellę samą. Jak można być tak bezmyślnym? Cóż, on sam może nie postąpił lepiej, ale...
    Niedobrze mu się robiło, kiedy myślał o tym, że Steen tak po prostu uznał jego za ważniejszego. Że tak po prostu stwierdził, że Anella może zginąć, byle tylko jemu nic się nie stało. Miał trochę racji, ale to i tak było obrzydliwe.
    Oczywiście, Eanowi zdarzało się robić o wiele gorsze rzeczy. Nie powinien więc oceniać innych, choć bywało to trudne.
    Biblioteka wydawała się pusta, co napełniało go obawą. Postąpił kilka kroków do przodu, a potem zawołał niepewnie:
    — Anello? To tylko my. Ja, Steen i Gillen.
    W bibliotece zdawała się panować zupełna cisza, ale tak nie było. Do jego uszu dotarł odgłos cichego szlochu.
    Jest tutaj, pomyślał z ulgą. Żyje. Oczywiście, jeśli płakała, istniało spore prawdopodobieństwo, że coś jej się stało. Z drugiej jednak strony, może po prostu się przestraszyła. Ta dziewczyna bała się każdego głośniejszego odgłosu.
    Znalazł ją w końcu pod biurkiem. Siedziała tam, skulona i szlochająca. Jasne włosy miała w nieładzie, twarz czerwoną a błękitne oczy zapuchnięte i przekrwione. Ean poczuł, jak coś ściska go w piersi na ten widok.
    Ukucnął przy niej. Wyciągnął rękę.
    — Anello. To ja — powiedział cicho. Przyjrzał się jej uważnie, ale nie zdawała się być ranna. Jedynie przerażona. — Już dobrze. Oddychaj. Spokojnie. Tak jak cię uczyłem. Głęboki wdech, wstrzymaj na kilka sekund, wydech. Pamiętasz?
    Posłuchała go, na szczęście. Trochę to trwało, zanim wreszcie uspokoiła się wystarczająco, żeby przestać szlochać i przyjąć jego rękę. Wstała na drżących nogach.
    — Co się stało? Czy ktoś cię zaatakował?
    — Nie. To znaczy tak. — Jej głos lekko się załamał.
    — Kto to był? Co zrobił? — zapytał delikatnie. Kiedy nie odpowiedziała, dodał: — Chcesz porozmawiać na osobności?
    Anella pokręciła głową i otarła policzki. Ean wyciągnął z kieszeni chusteczkę i podał jej. Dziewczyna otarła twarz i wydmuchała nos.
    — Nie wiem, kto to był. Jakiś mężczyzna. — Jej głos drżał i brzmiała tak, jakby w każdej chwili mogła znów się rozpłakać. — Pytał o... Pytał o ciebie. — Spojrzała na Steena.
    Ean też na niego spojrzał. Ze złością i oskarżeniem. Steen spuścił wzrok, wyraźnie czując się winnym. Przynajmniej jest zawstydzony, pomyślał Ean. Przynajmniej tyle.
    Gillen patrzył gdzieś w bok i bardzo wyraźnie starał się wyglądać tak, jakby go tam nie było.
    — O co dokładnie cię pytał? Usiądź, proszę. — Anella wyglądała tak, jakby miała zaraz paść. Ean spojrzał w stronę dwójki stojącej przy drzwiach i wyglądającej bardzo nieswojo. — Gillen, ty też. Siadaj. Musisz odpocząć.
    Chłopak, bledszy nawet niż zwykle, posłusznie podszedł i usiadł, ale nie przy tym samym stole, co Anella. Wbił wzrok w podłogę.
    Steen został tam, gdzie stał, oparty o regał.
    — Chciał wiedzieć, czy Steen posłał po Evasa.
    Ean pokiwał głową, chociaż plan Dannela ciągle nie miał dla niego żadnego sensu. Zastanowi się nad tym później, na spokojnie. Teraz musiał się jedynie upewnić, czy Anelli na pewno nic nie było.
    — Zrobił ci krzywdę?
    Dziewczyna pokręciła głową.
    — Nie. Ja zrobiłam jemu. — Ean spojrzał na nią z zaskoczeniem. — Nie chciałam! Naprawdę! Ale się bałam! Jestem okropną osobą!
    To dlatego płakała? Bała się, że zostanie uznana za złą osobę? To mogłoby być zabawne, gdyby nie fakt, że Anella była wyraźnie w okropnym stanie psychicznym.
    Jeszcze więcej pracy nad nią, pomyślał Ean, powstrzymując westchnienie.
    — Użyłaś magii? — To wydawało mu się nieprawdopodobne, ale zatliło też nadzieję w jego sercu. Może udało jej się powstrzymać strach choćby na jedną chwilę i...
    — Nie — przerwała jego rozmyślania. — Czystej magii.
    — Użyłaś tego? — zapytał Steen z niejakim podekscytowaniem w głosie, wreszcie podchodząc bliżej, kiedy Ean właśnie miał zapytał skąd, do cholery, wzięła czystą magię.
    Anella pokiwała głową i skuliła się. Ean posłał Steenowi nieprzyjemnie spojrzenie.
    — Dałeś jej czystą magię? Czy ty wiesz, jakie to niebezpieczne? A jakby przez przypadek wylała coś na siebie? Pomyślałeś, jak może to się skończyć?!
    Steen uniósł ręce w obronnym geście.
    — A pomyślałeś, jakby się to skończyło, jakby jej nie miała? Mogłaby być martwa!
    — Nic by jej nie było, gdybyś jej nie zostawił samej! — Ean rzadko podnosił głos do krzyku, ale naprawdę, nie mógł się już powstrzymać. Jak można być tak bezmyślnym? Magia zawrzała w jego wnętrzu, desperacko szukając ujścia. Wziął głęboki wdech. — Jak wyglądał ten mężczyzna?
    Dziewczyna zastanowiła się.
    — Wysoki blondyn. Chyba miał niebieskie oczy, ale nie jestem pewna.
    — To nie mówi nam zbyt wiele — stwierdził Steen i Ean musiał się z nim zgodzić. — Dużo znam niebieskookich blondynów. Nie miał żadnych znaków charakterystycznych?
    Anella pokręciła głową.
    — Nie. Przepraszam. — Skuliła się jeszcze bardziej.
    Ean westchnął i usiadł obok niej. Opiekuńczo objął ją ramieniem.
    — Nie przepraszaj. To nie twoja wina.

    Dannel zadarł głowę, patrząc na wysoką wieżę, górującą nad nim. Strzegło jej kilku strażników, ale nie miał większych problemów z pozbyciem się ich. Nikt nie był dla niego wyzwaniem w Oreall.
    Cóż, nikt z obecnych w tym momencie. Evas z pewnością był silny, silniejszy od Dannela, mężczyzna potrafił to przyznać. Ale siła magiczna nie była tym samym, co siła fizyczna i psychiczna, dlatego Dannel był pewien, że w razie ich kolejnego starcia, wygra.
    Tak, jak wygrałby ich pierwsze, gdyby im nie przeszkodzono. Powinien był wykończyć go od razu, gdy tylko miał szansę, zamiast bawić się, ale, prawdę mówiąc, on też się wtedy wahał. Lubił Evasa, byli przecież bliskimi przyjaciółmi i naprawdę żałował, że chłopak nie chciał stanąć po jego stronie.
    A, niestety, ci, którzy nie stali po jego stronie, byli przeciwnikami.
    Dannel zostawił za sobą płonące ciała strażników — przestali wreszcie wrzeszczeć, co znaczyło, że byli już martwi i raczej nie wstaną, żeby wbić mu nóż w plecy. Mężczyzna otworzył drzwi do wieży i zaczął wspinać się po schodach.
    Minął kilka cel, zajętych przez jakichś drobnych przestępców, niewartych jego uwagi. Jacyś złodzieje, sama nuda. Wiedział jednak, że jego cel znajduje się na samym szczycie wieży.
    Nie wiedział, kto to może być. Ktoś niebezpieczny, kto z pewnością nienawidził Oreall i Galli. Może jakiś z jego poprzedników — Dannel był pewien, że jakichś miał. Nie mógł być przecież pierwszym, który wyraził swoje niezadowolenie z obecnego stanu rzeczy, buntując się i próbując przejąć władzę.
    Z pewnością uda się nakłonić go do współpracy. A jeśli nie, to Dannel po prostu zostawi go w tej wierzy. Albo może lepiej zabije. Szkoda byłoby, gdyby jednak wyszedł stąd z pustymi rękami — wyprawa do Oreall okazała by się wtedy zupełnie niepotrzebną stratą czasu.
    Dotarł wreszcie na szczyt wieży. Nie było tu celi, jedynie grube, metalowe drzwi. Dannel rozejrzał się uważnie w poszukiwaniu strażników, ale nie zauważył żadnych. Idioci, pomyślał. Zostawić ważnego więźnia bez żadnej straży? Oni się proszą o jakąś tragedię!
    Nie miał klucza, ale to nic nie znaczyło. Przyłożył dłoń do dziurki od klucza i skupił się. Najlepszy był z wytwarzaniem ognia, ale z innymi materiami też potrafił sobie poradzić.
    Wytworzył gumową substancję, która wypełniła dziurkę. Następnie zamienił ją na coś twardszego. Metal. Kiedy tylko jego wytwór stał się twardy, Dannel przekręcił ten prowizoryczny klucz i otworzył drzwi do celi.
    Nie zastał tego, czego się spodziewał.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Najdłuższy do tej pory rozdział - 18 stron! W dodatku wreszcie pojawia się jakaś akcja. I taka mała lekcja na przyszłość - odłączajcie router od prądu w czasie burzy. Albo utkniecie z przerażająco wolnym internetem mobilnym.
Poza tym, jak wrażenia? Rozdział nie jest za długi? Jak myślicie, co zastał Dannel w celi? Macie jakichś ulubionych bohaterów? Jakichś nielubianych? Kogoś, o kim chcielibyście przeczytać więcej? Jakieś spekulacje dotyczące tego, co dalej? Piszcie!

4 komentarze:

  1. „nie będzie w tym czasie przyjmować żadnych gości, chcących dotrzymać mu towarzystwo” – towarzystwa
    „sobie sprawdę z tego” – sprawę
    „uświadomił sobie ze zgrozom” – zgrozą
    Do uwag stylistycznych dodam jeszcze, że czasem za często używasz słowa magia. Kilka razy powtórzyłaś też, że Anella jest przerażona. Myślę, że niepotrzebnie, bo jeden raz w zupełności by wystarczył.

    Bardzo podobało mi się jak przedstawiłaś emocje Anelli podczas spotkania z blondynem. Nie stała się nagle bohaterką ratującą świat, a wręcz przeciwnie – jej nieśmiałość i strachliwość po raz kolejny dała o sobie znać. Ogólnie rozdział czytało mi się bardzo szybko i dobrze, tylko te fragmenty, w których pisałaś o walce, krzyczących ludziach były trochę bez emocji. Nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak to wyglądało, nawet nie wiem w jaki sposób oni walczyli!, bo mało na ten temat pisałaś. Przedstawiłaś to tylko jako tło, a szkoda, bo można by to było świetnie rozwinąć. I przy okazji pokazać w jaki sposób walczą buntownicy i jak bardzo są silni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wytknięcie błędów^^

      W zasadzie taki był zamysł - żeby jeszcze nie przedstawiać tego, jak silni są buntownicy i jak walczą, ale powiem tyle, że w nowej wersji zostanie to zmienione. Tutaj chciałam zamknąć tę akcję w jednym rozdziale, co nie było najlepszym pomysłem ;)

      Dziękuję za komentarz^^

      Usuń
  2. Dzień dobry. :)
    Liczę na więcej Sandra i Gillena. Zwłaszcza razem. :) Fex mnie, jako czytelnikowi, wydał się uroczy, ale rozumiem też, jak bardzo musiał irytować Gillena. Tak już bywa. Postacie fikcyjne, które często lubimy, nie byłyby przez nas lubiane w prawdziwym życiu. Niech będą zabawne na papierze i wkurzają kogoś innego.
    Coś czuję, że Oreall i jego mieszkańcy skrywają dużo tajemnic i Anella kiedyś tam to odkryje.
    I wciąż mam nadzieję, że będzie więcej o podejściu do magii śmiertelników. Coś tam było wyjaśnione już i ja Ci też pisałam, że zawsze fascynował mnie strach i poczucie bezsilności ludzi, którzy potrafili zabijać, nawet gdy chociaż podejrzewali kogoś o używanie magii.
    Powinny być dłuższe i bardziej szkodliwe? Cóż, nie pasuje mi to stwierdzenie. Są w końcu nawet trzęsienia ziemi bardziej nieodczuwalne. No ale nie wiem, jak to było w okolicach domu Anelli.
    Magion... Magia Umysłowa... Robi się ciekawie. Doceniam dbałość i wymyślanie nowych rzeczy. Dawanie cząstki siebie do mocno już rozbudowanej literatury fantastycznej. :)
    Dziewczyna się bała, zrozumiałe, ale dobrze, że chociaż zdołała przez chwilę myśleć trzeźwo i wzięła ten nóż. Lepsze niż nic. Może akurat uratuje jej życie?
    Dziwna troska Eana (o tego mi ostatnio chodziło z "n" na końcu.XD). Albo jakoś tak wyszło, zbyt patetycznie albo to subtelne pokazanie, że Anella jest im do czegoś potrzebna, więc będą o nią, um, dbać, by im pomogła? Może ma jakąś moc? Przydatną w wojnie? Albo jakieś powiązania z tym na D (<3)? Rodzina?
    Nie wiem dlaczego, ale się zaśmiałam na wzmiankę Eana o bibliotece. Wielki Dannel (czy jak mu tam) atakuje miasto magów i leci na bibliotekę.XD No ale w sumie, jakieś cenne księgi, magiczne, nie takie znowu to głupie.
    Magia Umysłowa? Jakie są jeszcze inne, że tak powiem, rodzaje magii? Kto jaką dysponuje? Jak to jest z Anellą? Czy G (<3) opanuje to z ogniem? Tyle ciekawych rzeczy do rozwinięcia...
    Śmierć Gillena? Dla nich? Dla całego świata? Może nie Anella ma tę ważną moc... Aż zaczęłam to powiązywać z tamtą tajemniczą rozmową w bibliotece (?). Słusznie?
    Całkiem niezły opis emocji w bibliotece i chaotyczne rozmyślania Anelli, czego ten gość chce i kim on w końcu jest. I się nie dowiedzieliśmy zbyt, kim był mężczyzna z biblioteki. Dziwne, że tak... wyszedł. Trochę aż groteskowo wyszło, ale jestem zaintrygowana. Coraz bardziej. Wciągnęłam się w Twojego tworka. :)
    Szczerze mówiąc, zapomniałam o Gillenie na warcie.XD Tyle emocji z Anellą, jakoś mi z głowy wyleciał on i ten młody Fex. Ciekawe, co tak naprawdę kierowało Fexem, co potem zrobi i oczywiście, jakie Ean (?) i reszta wyciągnie konsekwencje...
    Jeszcze Balla? Jakoś ogarnę te postacie, jakoś ogarnę...
    Naturalnie wyszło, że ci wszyscy magowie się pokłócili. Obwiniali wszystkich, tylko nie siebie, choć chcieli dobrze. Tak ludzko.
    Wieża? Więzień? Dannel chce kogoś uwolnić? To, co zastał, jeśli nie to, czego się spodziewał?
    Jeden z najlepszych rozdziałów. :)
    Pozdrawiam,
    Fenoloftaleina

    kot-z-maslem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O podejściu do magii śmiertelników będzie więcej w kolejnych częściach, pierwsza skupia się bardziej na samych magach i Mieście Magii :)
      A o trzęsieniach ziemi Anella zbyt wiele nie wie - w jej okolicach raczej nie występowały, a czytała głównie o tych potężnych, które niszczyły całe miasta. Dlatego nie ma nawet pojęcia, że niektóre mogą być nieodczuwalne :)
      Anella, nawet przestraszona, potrafi zachować przytomność umysłu. Nóż może i jej się nie przydał, ale dzięki niemu czuła się chociaż trochę bezpieczniej. Choć nie wiadomo, czy w razie czego byłaby w stanie go użyć ;)
      Tak myślałam, że to o niego chodziło :D A Ean martwi się o Anellę, bo wie, że dziewczyna, w przeciwieństwie do pozostałych mieszkańców, nie jest w stanie sama się bronić - nie opanowała jeszcze magii w wystarczającym stopniu. To + fakt, że Anella mu kogoś przypomina, choć on sam jeszcze nie do końca zdaje sobie z tego sprawę ;)
      Rodzaje magii zostały opisane w poprzednim rozdziale :D Ale przypomnę - jest magia zewnętrzna (dzieli się na tworzącą i manipulującą) i wewnętrzna (umysłowa i jednostkowa). Anella ma Magię Manipulującą (czyli coś w stylu telekinezy :D).
      Jest jeszcze jeden rodzaj magii, ale o tym będzie później ;)
      Czy Gillena należy powiązywać z tamtą rozmową... Hm... Owszem, można. Ma coś wspólnego ze sprawą, o której wtedy rozmawiali. Nawet całkiem sporo ;)
      O mężczyźnie z biblioteki jeszcze będzie, bez obaw :D
      A co zastał Dannel? O tym w następnym rozdziale :D
      Dziękuję ślicznie, moim zdaniem to również jeden z moich lepszych rozdziałów <3

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ;*

      Usuń

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.