piątek, 8 lipca 2016

Rozdział VI

    To była kobieta. Wysoka, ciemnoskóra — zapewne z Eggos — o rozczochranych włosach i oszalałym spojrzeniu. Stała pośrodku celi, która wcale na celę nie wyglądała.
    Była urządzona jak zwyczajny pokój — łóżko wyglądało na wygodne, pod jedną ze ścian stało biurko, obok niego zaś regał zapełniony książkami. Przez niewielkie okienko tuż przy samym suficie wpadała wąska strużka światła.
    Kobieta i Dannel wpatrywali się w siebie przez chwilę, zachowując milczenie. W głowie mężczyzny kotłowały się myśli.
    To jest ten niebezpieczny więzień? Kobieta? Oczywiście, wiedział, że kobiety również potrafią być niebezpieczne — Balla była znakomitym tego przykładem — jednak spodziewał się... czegoś innego. Mężczyzny. Wysokiego, szerokiego, który wyglądał, jakby na śniadanie jadł niemowlęta.
    Dannel czuł się częściowo zawiedziony, jednak nie wycofał się.
    — Kim jesteś? — odezwał się ostrożnie.
    Wzrok ciemnych oczu kobiety prześliznął się po nim, a potem wokół niego. Nieznajoma przegryzła wargi, oblizała je i spojrzała mu prosto w oczy. Wyglądało na to, że miała problemy z utrzymaniem wzroku w jednym miejscu.
    — Kim ja jestem, pytasz? Kimże ty jesteś, człowieku? Nachodzić damę w jej sypialni, to nie uchodzi! Jesteś bardzo nieprzyzwoity, nieprawdaż? — zaśmiała się. W jej głosie pojawiła się histeryczna nuta. — Cokolwiek masz w planach, ostrzegę cię — nie dam się tak łatwo. Będę bić, gryźć i krzyczeć. Może ktoś przybędzie mi na ratunek? — wyrzucała z siebie słowa rwącym potokiem, który zdawał się niepowstrzymany.
    Czy ona jest szalona?, zastanowił się Dannel. Czy to dlatego ją zamknęli? To było... rozczarowujące. Ale nie mógł się teraz wycofać. Zaszedł już za daleko.
    — Nazywam się Dannel — powiedział. — Przyszedłem, żeby cię stąd uwolnić.
    — Uwolnić? — Kobieta otworzyła szerzej oczy. — Doprawdy? Dlaczego? Co będziesz z tego miał? Czy może to jakiś podstęp? Przyznaj się, nikczemniku. Kto cię wysłał?
    — Nikt. Sam się wysłałem. Chcę cię uwolnić. Chodź ze mną, porozmawiamy, kiedy wydostaniemy się z tego pieprzonego miasta. Chyba że... — zrobił krok w tył — wolisz tu zostać?
    Osiągnął zamierzony efekt. A może nawet nieco więcej. Kobieta zaskrzeczała i rzuciła się na niego. Nie był to jednak atak — jedynie próba powstrzymania go przed odejściem.
    Jej oczy były duże, ciemne i całkowicie szalone, ale wpatrywały się w niego z nadzieją.
    — Naprawdę mnie zabierzesz? Obiecujesz? — Pokiwał głową. — I będziesz mnie bronił przed niegodziwcami? — Kiedy potaknął, jej twarz rozjaśnił uśmiech. — Och, to cudownie! Cudownie, cudownie, cudownie! Chodźmy stąd już, już, już! — Pociągnęła go w stronę schodów z zadziwiającą siłą.
    Dannel zastanawiał się, czy nie popełnił właśnie olbrzymiego błędu.

    Mikkel przyglądał się sobie w lusterku. Jego twarz wyglądała okropnie. Nie bolała już, jednakże ceną tego była całkowita utrata czucia. Tam, gdzie dotknęła go czysta magia, skóra miała szary, pozbawiony życia kolor. Najbardziej ucierpiało jego lewe oko, ale plama szarości rozchodziła się niemal do samych ust. Kilka kropel spadło też na czoło.
    Miałem szczęście, pomyślał Mikkel. To się mogło skończyć o wiele gorzej. Gdyby czysta magia ochlapała całą jego twarz, gdyby sięgnęła nosa albo ust... Byłby martwy. Utrata czucia w części twarzy i wzroku w jednym oku nie wydawała się przy tym aż tak przerażająca.
    Nie powinienem był jej straszyć, pomyślał. Sam się o to prosiłem. Dziewczyna wyglądała na naprawdę przerażoną, a on, jak największy idiota, spróbował dostać od niej informacje. Cóż, mam na co zasłużyłem.
    Mikkel westchnął i odłożył lusterko. Dosłownie w tej samej chwili drzwi do pokoju otworzyły się i do środka wpadł Dannel. Wyglądał na zmartwionego i zdenerwowanego.
    — Mike! Balla powiedziała, że jesteś ranny! To coś poważnego?
    Mikkel odwrócił po prostu twarz w jego stronę, pozwalając mu obejrzeć ogół dokonanych na niej zniszczeń. Na ten widok Dannel wciągnął gwałtownie powietrze.
    — To nic takiego — powiedział. — Przeżyję.
    — Kto ci to zrobił? Steen? Przysięgam, znajdę skurwysyna i zajebię...
    Mikkel uniósł dłoń, powstrzymując nadchodzący wściekły potok słów przyjaciela.
    — To nie Steen. To była dziewczyna. Pewnie ta nowa, o której wspomniał Fex.
    — Suka — rzucił Dannel. — Ją też zabiję.
    Mikkel przewrócił oczami.
    — Daj spokój, tylko się broniła. Nie winię jej. Była przerażona, a ja przestraszyłem ją jeszcze bardziej. To naturalne, że tak zareagowała.
    Dan prychnął.
    — Jesteś zbyt miękki, ile razy już ci to mówiłem? Powinieneś zapierdolić tę sukę za to, co ci zrobiła, a nie...
    — Skończ — przerwał mu Mikkel stanowczym tonem. — Jak ci poszło ze zdobyciem więźnia?
    Dannel zawahał się, a potem usiadł na łóżku obok niego. Przez chwilę wpatrywał się uparcie w podłogę, wyraźnie próbując zebrać się w sobie, żeby coś powiedzieć. Mikkel poczuł, że się uśmiecha.
    — Wiesz — odezwał się w końcu Dan. — Może miałeś rację. Może to był błąd. Nie wiem. Ty straciłeś pół twarzy, a w zamian zyskaliśmy... — Wzruszył ramionami. — Kogoś, kto nawet nie może używać magii. Wariatkę. Poważnie mówię, Mike, ona jest szalona.
    Zadowolenie Mikkela, spowodowane tym, że Dan przyznał się do błędu, zniknęło, zastąpione zdziwieniem.
    — Ona? — Dannel pokiwał głową. — Naprawdę? I jest tutaj? — Kolejne potaknięcie. — Muszę ją poznać, chodźmy.
    Co do tej wariatki... Mikkel nie był aż tak skłonny uwierzyć Dannelowi. Jego przyjaciel pewnie przesadzał, jak zawsze. A jeśli ta kobieta spędziła w uwięzieniu trochę czasu, to miała przecież pełne prawo do bycia odrobię... niestabilną.
    Kiedy zeszli do głównej sali, zastali tam Ballę i nieznajomą.
    Kobieta podniosła na nich wzrok, przypominający spojrzenie spłoszonego zwierzęcia. Oczy miała duże i ciemne, tylko o ton ciemniejsze od jej skóry. Kręcone włosy w nieładzie kobieta zaczęła przygładzać nerwowymi ruchami, kiedy tylko ich zobaczyła. Jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.
    — Witaj z powrotem, rudy — rzuciła do Dannela i podniosła się. — Kim jest ten przystojniak i co się stało z jego piękną twarzą?
    Mikkel zaśmiał się lekko i podszedł do niej z uśmiechem. Podała mu dłoń, którą on z wdziękiem pocałował. Kobieta uśmiechnęła się szerzej, choć wydawało się to niemożliwe.
    — Nazywam się Mikkel Nettocal. A kim pani jest?
    Kobieta roześmiała się perlistym śmiechem.
    — Nazywam się Ellain. Ellain Eraith. Po rozmowie z tą oto uroczą damą — wskazała na Ballę, która uśmiechnęła się z zadowoleniem — zadecydowałam, że w zamian za ratunek, pomogę wam, pod jednym warunkiem. Pomożecie mi się zemścić.

    Minęły zaledwie dwie godziny od ataku Dannela na Oreall, ale Anella czuła, jakby minęły wieki. Siedziała w bibliotece, popijając gorącą herbatę, którą Ean zrobił jej, żeby się trochę uspokoiła, i wysłuchiwała raportów przynoszonych mężczyźnie przez innych ludzi z miasta.
    Zniszczenia nie były takie duże. Ean twierdził, że odbudowa niewielkiej części miasta nie sprawi wielu problemów i nie będzie zbyt kosztowna. Najgorszym, co się wydarzyło, okazała się śmierć dwóch osób.
    Piis i Nyvva. Anella nie znała ich, wiedziała tylko tyle, że Piis był młodym chłopakiem, zaś Nyvva dorosłą już kobietą po pięćdziesiątce. Mimo tego, że nie miała okazji, żeby ich poznać, ich śmierć odczuła dotkliwie.
    Nie zrobiła niczego, żeby im pomóc. Nawet nie spróbowała. Po prostu schowała się w bibliotece, bo była tchórzem. Największym tchórzem na całej Urthei. Nie zasługiwała na to, żeby przeżyć. To ona powinna była zginąć.
    Cóż, przeżyła tylko dlatego, że zraniła tamtego mężczyznę. Wciąż nie potrafiła sobie tego wybaczyć. Czuła, że zawiodła wszystkich. Swoją rodzinę, swoją boginię, a najbardziej samą siebie. Nie tak została wychowana. Przemoc była najgorszym z grzechów, gorszym nawet niż magia. A ona użyła magii do czynienia przemocy.
    W dodatku zawstydzało ją to, jak na to wszystko zareagowała. Pokazała im swoją prawdziwą twarz — zapłakaną, bezradną dziewczynkę, która nie potrafiła sobie z niczym poradzić. Była żałosna.
    Siedziała w ciszy, pogrążając się w nienawiści do samej siebie, dopóki ciszy tej nie przerwał Gillen.
    — Dlaczego masz tak na imię? — zapytał.
    Anella spojrzała na niego ze zdumieniem. Gillen siedział obok niej, również pijąc herbatę. Nadal wyglądał nienaturalnie blado, ale nie wydawał się już tak oszołomiony, jak wcześniej. Do tej pory siedział cicho.
    — Co masz na myśli? — I skąd takie pytanie?, dodała w myślach. Próba rozluźnienia atmosfery?
    Gillen wzruszył ramionami. 
    — Anella. To nie jest eańskie imię, nie? — Zerknął na nią, więc pokręciła głową. — Po prostu się zastanawiam. Myślałem nad tym już wcześniej. Jesteś może z mieszanej rodziny?
    Anella zaczerwieniła się. Z wielu zawstydzających momentów z jej życia, chwila nadania imienia była najbardziej upokarzająca.
    — Nie — mruknęła. Najchętniej by o tym nie mówiła, ale Gillen patrzył na nią wyczekująco, a nie chciała być niemiła... — To była pomyłka — wyznała. — Miałam mieć na imię Nealla. Ale mój ojciec... — Jej rumieniec pogłębił się. — Mój ojciec, ucieszony moimi narodzinami, trochę za dużo wypił i... Przejęzyczył się. Powiedział „Anella” zamiast „Nealla”. Wiem, to głupie.
    Gillen prychnął, ale nie wybuchnął śmiechem, jak się spodziewała. Zmarszczył brwi.
    — I nie mogliście tego później zmienić? — Napił się herbaty. — Każdemu zdarzają się błędy. To bez sensu.
    Anella spuściła głowę.
    — Nie chcieliśmy, żeby ludzie uznali mojego ojca za pijaka. Dlatego moja matka postanowiła, że zostanę „Anellą”.
    Gillen pokiwał głową i przez chwilę siedzieli w milczeniu, zanim Anella zebrała się na odwagę. Nie była pewna, czy mogła spytać, nie chciała wyjść na nieuprzejmą, ale nie chciała też, żeby ta rozmowa tak po prostu umarła. Dzięki niej zapomniała o dręczących ją myślach.
    — A co z tobą? — Gillen uniósł pytająco brwi. — Dlaczego masz tak na imię? — dodała.
    Chłopak uśmiechnął się, ale był to gest pozbawiony humoru. Dziewczyna poczuła przypływ niepewności. Czy to zbyt osobiste pytanie? Czy go tym uraziła?
    Na szczęście, Gillen odpowiedział.
    — „Gillen” to z teklandzkiego „biały mężczyzna”, czy jakoś tak. — Wzruszył ramionami. — To pan Ean pierwszy mnie tak nazwał.
    — Ean? — Anella zamrugała, zdumiona. — Dlaczego on? To twoja rodzina?
    Gillen prychnął.
    — A czy wyglądamy na spokrewnionych? — Powstrzymał ją machnięciem dłoni, zanim zdążyła się odezwać. — Trzy lata temu, zanim jeszcze Dannel się zbuntował, pojawiłem się w Oreall. Nie pamiętam, jak tu dotarłem ani niczego, co wydarzyło się wcześniej. Dlatego ktoś inny musiał nadać mi imię.
    Anella pokiwała głową. To, co powiedział Gillen, zaskoczyło ją. W głowie kotłowało jej się od pytań. Nic nie pamiętał? Nie wiedział, skąd się tu wziął? Dlaczego? Co mu się stało?
    — Nie mogę też używać magii — dodał po chwili ciszy.
    — Dlaczego? — To zdziwiło ją jeszcze bardziej.
    Gillen wzruszył ramionami.
    — Nie wiem. Pan Ean mówi, że to jakaś blokada, ale jedyną z żywych osób, mogących ją założyć, jest Galla. A skoro ona tego nie zrobiła, to pozostaję jedną z największych tajemnić Oreall — uśmiechnął się krzywo.
    — I nikt nie może jej zdjąć? Nawet Galla?
    Chłopak prychnął.
    — Powiedz mi, dlaczego bogini miałaby przejmować się problemami nas, zwykłych śmiertelników? Nie mamy z nią nawet kontaktu, nie wiemy nawet, czy na pewno żyje... — Westchnął. — Nieważne. Prawie się z tym pogodziłem. Może jestem po prostu nieudacznikiem i nie potrafię odblokować kanałów, jak każdy inny.
    — Na pewno nie w tym problem — zapewniła go Anella. — Przecież nawet ja byłam w stanie je odblokować, a jestem beznadziejna. Jestem pewna, że ktoś zablokował twoją magię celowo. Nawet, jeśli nie wiem, jak to w ogóle możliwe.
    Ean opowiedział jej przecież o rodzajach magii. Żaden z nich nie pasował jej do blokowania magii innych. Może to jakiś rodzaj Magii Jednostkowej? Albo Umysłowej?
    — Kiedyś, zanim jeszcze magia zaczęła wymierać, istniał jeszcze jeden rodzaj, niebędący ani Wewnętrzny, ani Zewnętrzny — wtrącił się Ean, siadając naprzeciwko nich. Posłał im czarujący uśmiech. — Magia Wiążąca. Potrafiła manipulować magią innych osób. Od dawna jednak jest już wymarła, a jej jedyną użytkowniczką pozostaje Galla. Dlatego — wskazał palcem na Gillena, który wzdrygnął się — pozostajesz tajemnicą. Bo wiem na pewno, że to nie Galla zablokowała twoją magię. Musiał zrobić to ktoś inny.
    Anella poczuła nagły chłód. Jeśli to nie Galla, to musiał być to ktoś równie wiekowy i potężny jak ona. Nie podobała jej się ta myśl. Natychmiast przyszła jej do głowy jedna osoba, ale była to odpowiedź tak straszna, że dziewczyna nie odważyła się wypowiedzieć jej na głos.
    Ean otworzył usta, żeby powiedzieć coś jeszcze, ale przerwał mu Steen, który zawołał go. Brzmiał na zaniepokojonego. Ean uśmiechnął się do nich przepraszająco i odszedł.
    Anella obserwowała go uważnie. Podszedł do Steena, ten zaś wyszeptał mu coś na ucho. Wyraz twarzy Eana zmienił się dosłownie na sekundę i dziewczyna nie była pewna, co dokładnie przedstawiał, ale podejrzewała, że nic dobrego. Ean zerknął w ich stronę i Anella spuściła wzrok, zawstydzona. Nie chciała, żeby myślał, że podsłuchiwała.
    Ean wrócił do nich chwilę później. Miał zmartwiony wyraz twarzy. Nie usiadł, tylko oparł się dłońmi o stół i popatrzył na nich poważnie.
    — Wydarzyło się coś strasznego — powiedział grobowym tonem, a potem westchnął. — Powinniśmy trzymać to w tajemnicy, jednakże ufam wam. Historia, którą teraz opowiem, musi pozostać w naszym skromnym gronie. Nie mówcie o tym nikomu i nie rozmawiajcie o tym między sobą, rozumiecie? — Anella i Gillen zgodnie pokiwali głowami. Ean przyglądał im się przez chwilę. — Dobrze. Powiedzcie mi, co wiecie o Upadku Henreta?
    Anella i Gillen przez chwilę milczeli. Dziewczyna nie była pewna, co powiedzieć i, sądząc po wyrazie twarzy chłopaka, nie była w tym osamotniona. W końcu jednak, kiedy doszła do wniosku, że on nie zamierza się odzywać, powiedziała:
    — Został pokonany w pojedynku przez Gallę, która została Wybawicielką Świata i boginią wszystkich magów.
    — A Henret?
    — Zginął — odpowiedzieli zgodnie zapytani.
    Ean westchnął.
    — Problem w tym, że nie do końca. Galla chciała, żebyśmy wierzyli, że tak się stało, ale prawda wygląda inaczej. Posłuchajcie. Wieki temu, Henret rządził całym światem, a przynajmniej tak twierdzą wszelkie źródła historyczne. Galla przewodziła tym, którzy mu się przeciwstawiali. Pokonała go, to prawda, ale nie zabiła. Henret bowiem wymyślił plan, dzięki któremu pozostałby przy życiu, nawet gdyby został pokonany. — Ean milczał przez chwilę, pozwalając, by groza tego, co powiedział, dotarła do słuchaczy. Po chwili kontynuował: — Używając niezwykle skomplikowanego czaru, tak trudnego, że w dzisiejszych czasach nikt, nawet Galla, nie jest w stanie go powtórzyć, rozdzielił swoją duszę i moc na trzy części. Najmniejszą zostawił sobie, zaś pozostałe dwie oddał swoim dwóm najbardziej zaufanym ludziom, żeby przechowali ją w swoich ciałach. Następnie stanął do walki z Gallą, która pokonała i zabiła jego najsłabszą część. Jednakże, po tym wydarzeniu, Galla została znacznie osłabiona. Wtedy właśnie wkroczyć mieli ludzie Henreta, którzy powinni połączyć pozostałe dwie jego cząstki. Wtedy Henret odrodziłby się, słabszy, niż był, ale znacznie silniejszy od Galli, szczególnie osłabionej po pojedynku. W dodatku nieźle zaskoczyłby ją i wszystkich, którzy myśleli, że zginął. To był dobry plan, jednakże zawiódł jeden faktor. Henret został zdradzony przez jednego ze swoich najbardziej zaufanych ludzi. Opowiedział on Galli wszystko o planach Henreta, pomógł złapać drugiego, pozbawić magii i uwięzić. Następnie sam również został pozbawiony magii i uwięziony, ponieważ Galla nie chciała ryzykować, że zdradzi on również ją. W ten sposób powstrzymała odrodzenie Henreta. Jednakże... — Ean przerwał i spojrzał na nich poważnie. — Właśnie mnie poinformowano, że Dannel uwolnił jednego z tych więźniów.
    Cisza, która zapadła, była tak głęboka, że dzwoniła Anelli w uszach.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Najkrótszy z dotychczasowych rozdziałów, kompletnie nie miałam do niego weny. Niezbyt mi się podoba, ale cóż. Aż taki zły to chyba nie jest, nie?
Macie jakieś teorie, przemyślenia? Komentujcie^^

4 komentarze:

  1. Ta kobieta z celi wyglądała jak jakaś psychopatka, ale mam wrażenie, że jeszcze tu namiesza xD Tym bardziej po tym, co przeczytałam na końcu rozdziału. Podoba mi się ten wątek z walką, rozdzielaniem dusz i zdrajcami. Robi się coraz ciekawiej ;)

    Ciekawa jestem czemu Mikkel stoi po stronie Dannela. Jakoś mi nie pasuje na buntownika. Wydaje się być wrażliwy i dobry, skoro tak bardzo przejmuje się tym, że nastraszył Anellę. Ktoś inny wyciągnąłby od niej informacje siłą, a o atak tą magią mógłby ją nawet zabić, a Mikkel nie dość, że grzecznie pytał – zamiast wymuszać - to jeszcze stara się usprawiedliwić jej ruch.

    Dziwi mnie również, że Gillen tak łatwo otworzył się przed Anellą skoro w poprzednim rozdziale jasno pisało, że jej nie ufa. Czyżby emocje robiły swoje i on też chciał rozmową uciszyć myśli o ataku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kobieta z celi jest dość specyficzna :D I namiesza sporo :D
      Czemu Mikkel stoi po stronie Dannela zostanie wyjaśnione, bez obaw :)
      I, tak, Gillen też chciał zająć myśli czymś innym, więc stąd to "otworzenie się".

      Dziękuję za komentarz^^

      Usuń
  2. Dzień dobry.
    Tak, tak, były opisane te rodzaje magii, jakoś z głowy mi wyleciało. Ja naprawdę dużo czytam, często na zmianę, i potem mi się wszystko merda. Także ten...
    Aż mi się przypomniał dialog z mojego Kocurka:
    (— Czy jesteś w stanie mi zaufać? — próbuje się upewnić, nim wplącze mnie w dalszy ciąg skomplikowanej gry.
    — Wprawdzie nie wyglądasz na kogoś, kto pija krew z dziecięcych czaszek, ale to może właśnie powód, by cię podejrzewać?
    Chłopak przewraca oczami, ale uśmiecha się jeszcze szerzej, przyglądając mi się z rozbawieniem. W jego tęczówkach tańczą radosne ogniki.
    — Za dużo slasherów* — diagnozuje z miną znawcy.
    — Za dużo slasherów — wyrażam aprobatę powtórzeniem). Więc, Dannelu, strzeż się, bo to pewnie bardzo niepozorna kobiecina.
    Bardzo podoba mi się zabieg z kreacją kobiety. Spodziewałam się, że będzie go błagać o wypuszczenie, obiecywać różne rzeczy, mówić, co potrafi, a tu wielkie zarzuty, że wtargnął jej do sypialni, hah. Może ona tylko udaje szaloną, a tak naprawdę wszystko doskonale rozumie i rzeczywiście Dannel popełnił błąd, wypuszczając ją? Ach, jeszcze to ci niegodziwcy będą się bronić przed kobietą a nie na odwrót.
    Dannel martwi się o kogoś? Może ten bunt to nie przejaw zła, ale właśnie po prostu buntu? Wcześniej wyobrażałam go sobie jako typowego, bezdusznego antagonistę, a tu widzę pracę zespołową, jakieś przywiązania... Tym bardziej Mikkel wydaje się taki... totalnie nieantagonistyczny.XD
    Ciekawa historia imienia. :) I to blokowanie magii, mhm... Ta historia z cząstkami skojarzyła mi się z Harry'm Potterem. I już wiadomo, kim jest nasz więzień i jak prawdopodobnie może przydać się Dannelowi.



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, rozumiem, wybaczam ;)
      Ellain jest... specyficzna. I jeszcze sporo namiesza :D
      No właśnie pilnowałam, żeby Dannel nie był takim typowym antagonistą, który nie ma żadnych pozytywnych cech. Chciałam, żeby był bardziej... ludzki. Stąd troska o przyjaciół :)
      A Mikkel... Mikkel to już w ogóle do tych złych nie pasuje :D
      Hahaha, nie jesteś pierwszą osobą, której skojarzyło się to z HP, chociaż ja nawet o tym nie pomyślałam :D Chyba będę musiała wymyślić coś innego, bo mnie jeszcze o plagiat oskarżą...

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam ^^

      Usuń

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.

Obserwatorzy