niedziela, 8 stycznia 2017

Rozdział XXII

    Dannel niespokojnym krokiem przechadzał się po bibliotece. Sanna powinna już zgłosić się ze sprawozdaniem. Mimo to, nadal się nie pojawiła. Zniknęła bez śladu.
    Jeśli uciekła lub zdecydowała się go zdradzić, będzie musiała zostać ukarana. Nie mógł pozwolić sobie na niesubordynację. Ale jeśli coś jej się stało... Cóż, znaczyłoby to, że Steen i reszta nadal byli w mieście.
    Wszystko się sypało, choć starał się nie dopuścić tej myśli do siebie. Ean jakimś cudem zdołał uciec z Szarej Wieży. Sarutt nie wracał — Dannel powoli zaczynał przypuszczać, że już nie wróci. Evas musiał go dorwać.
    Evas. Powinienem był go zabić, kiedy miałem szansę, pomyślał Dannel. Drugiej może już nie być. Ale nie potrafił tego zrobić. Zawahał się, gdy miał zadać ostateczny cios. W końcu kiedyś przyjaźnili się dość blisko. A Dannel najwyraźniej był zbyt słaby, żeby zrobić to, co należało.
    Nie mógł pozwolić, żeby jego ludzie się dowiedzieli, dlatego pozwolił, by uwierzyli, że zabił Evasa. To sprawiało, że czuli się swobodniej i niczego mu nie utrudniali.
    Rozpracowanie mechanizmu wpuszczania magów do miasta zajęło mu chwilę — początkowo wydawało się to skomplikowane, ale wreszcie odkrył, jak to zrobić. I wtedy posłał po swoich ludzi. Nie wszyscy jeszcze przybyli, ale mieli czas. Bardzo dużo czasu.
    Martwiło go to, że Evas mógł pokazać się w każdej chwili, ale jeszcze bardziej przejmował się nieobecnością Sanny. Już wysłał Sharreta na jej poszukiwania, ale mężczyzna wrócił, nie będąc w stanie nikogo znaleźć.
    Idioci, pomyślał. Otaczają mnie idioci. W takich chwilach brakowało mu Mikkela, który zdawał się być jedynym myślącym w całej tej bandzie. Ale nie, Dannel sam podjął decyzję, żeby go odesłać. I jego, i Ballę. Wolał, żeby trzymali się od tego z daleka, przynajmniej dopóki sytuacja nie stanie się stabilna. Byli dla niego zbyt ważni, by ich tak narażać.
    Obrał sobie bibliotekę za siedzibę, uznając to za niezły symbol. W końcu to stąd wcześniej rządził Ean. A teraz nowy władca zajął jego miejsce. Poza tym, lubił biblioteki. Gdyby miał jakiś wolny czas, poświęcałby go na czytanie, które należało do jego ulubionych rozrywek.
    Ale tej biblioteki nie lubił. Sprawiała nieprzyjazne wrażenie. I cała wręcz cuchnęła Steenem. Minie trochę czasu, zanim pozbędzie się tego wrażenia.
    Usłyszał, jak drzwi frontowe otwierają się, podszedł więc do biurka i usiadł za nim. Chwilę potem pojawiła się Mirin, bo tylko do niej mogła należeć ta burza czarnych loków.
    — Coś się stało? — zapytał, unosząc brwi i uśmiechając się lekko.
    — Ktoś chce wejść od miasta — powiedziała młoda kobieta. — Ale...
    — Tak? — uniósł jedną brew wyżej, niecierpliwiąc się.
    — To Balla — wydusiła w końcu. — I Fex. I jeszcze ktoś, kogo magii nie poznaję.
    — Balla?! — wykrzyknął, zrywając się na równe nogi. — To niedorzeczne! Przecież ją odesłałem!
    Mirin cofnęła się o krok pod wpływem jego wybuchu. Dannel zaś spróbował się uspokoić. Co Balla tu robiła? Przecież nakazał jej udać się do Ehailandu. Dlaczego wróciła? Dlaczego nie posłuchała jego rozkazu? Nigdy dotąd nie okazała nieposłuszeństwa. Czyżby musiał ją ukarać?
    Zazgrzytał zębami i wziął głęboki wdech.
    — Mówiłaś, że kto jeszcze z nią jest? — zwrócił się do Mirin.
    — Fex. I jeszcze ktoś, ale nie ma go w rejestrach.
    Kto to mógł być? Dannel zastanowił się. Czyżby Ellain? Nie miał pojęcia, czy była w rejestrach, ale jeśli to ona, to czemu miałaby wrócić? Czy udało jej się odzyskać magię? I dlaczego nie było z nią Mikkela?
    I co tam robił Fex? Dannel sądził, że dzieciak już od dawna leżał gdzieś martwy. Ean przecież nie pozwoliłby zdrajcy żyć. Czyżby udało mu się uciec? Najwyraźniej był sprytniejszy, niż na to wyglądał.
    — Pójdę to sprawdzić — stwierdził mężczyzna. Do tej pory nie przekazał nikomu, jak wpuszczać innych do miasta. Wolał zachować tę wiedzę dla siebie. — Prowadź.
    Mirin zaprowadziła go do wejścia, przy którym zarejestrowano aktywność. Na magionie wiszącym przy bramie migały trzy kropki. Dannel nie potrafił wyczuć, do kogo należała ta magia. Po prostu otworzył im przejście.
    Przez bramę przestąpiły trzy osoby. A właściwie dwie — jedna z nich była podtrzymywana przez pozostałą dwójkę, najwyraźniej nieprzytomna.
    To była Balla. Podtrzymywana przez Fexa i ciemnowłosą dziewczynę, której Dannel nie znał.
    Fex otworzył szerzej oczy, kiedy go zobaczył.
    — Dannel! — zawołał. — Jak dobrze, że tu jesteś! Nie uwierzysz, co się stało!
    Mężczyzna skrzyżował ręce na piersi i uniósł brwi.
    — Czekam więc na wyjaśnienia.
    Balla poruszyła się lekko, Fex zerknął na nią niespokojnie.
    — Zaatakowali nas — powiedział. — Nie wiem, kto to był. Ale ledwo udało nam się uciec — Balla mocno dostała. Dlatego jest nieprzytomna.
    — Czyżby? — mruknął, ale wyciągnął ręce. — Dajcie mi ją. I kim ty właściwie jesteś? — zwrócił się do nieznajomej.
    Fex i dziewczyna posłusznie przekazali Ballę w jego ramiona. Znów się poruszyła, ale nie otworzyła oczu. Co jej się stało? Nie wyglądała na ranną. Miał nadzieję, że szybko się z tego wyliże.
    — Jestem Lonnie — powiedziała nieznajoma. — Jestem magiem, ale dopiero to odkryłam. Ty tu dowodzisz?
    Niezwykle podobało mu się, że mógł odpowiedzieć:
    — Tak. Jestem Dannel. Chodźcie za mną.
    Ruszył z powrotem do biblioteki, niosąc Ballę w ramionach. Dziewczyna była lekka niczym piórko, zdawała się nic nie ważyć. Fex, Lonnie i Mirin podążyli posłusznie za nim.
    Zastanawiał się, co powinien zrobić z Lonnie, która podawała się za nowego maga. Mogła kłamać, ale wątpił, by to robiła. Nie pamiętał jej z jego czasów w Oreall, a uważnie sprawdzał, kto przybywał do miasta po jego odejściu. Lonnie nie była jedną z tych osób. Musiała naprawdę być nowa.
    Później będzie musiał z nią porozmawiać. Teraz miał ważniejszą sprawę na głowie — trzeba było zająć się Ballą i upewnić się, że jej życiu nic nie zagrażało.
    Dotarli już prawie do biblioteki, kiedy Dannel zorientował się, co mu nie pasowało w historii Fexa. Zatrzymał się i obrócił w stronę chłopaka.
    — Skąd wiedziałeś, gdzie mnie znaleźć? — zapytał ostro.
    Chłopak wybałuszył oczy i przełknął ślinę. 
    — Balla mówiła...
    — Balla nie wiedziała, co planuję! — warknął Dannel. — Skąd wiedziałeś?!
    Ostrożnie przekazał dziewczynę w ręce Mirin, która ugięła się lekko pod jej ciężarem i odstawiła ją na ziemię, podtrzymując ją ramieniem. Dannel zaś skupił się na Fexie.
    — Skąd wiedziałeś? — powtórzył, siląc się na spokój.
    Chłopak wbił wzrok w ziemię i wymamrotał coś.
    — Powtórz — rozkazał Dannel. Potem zwrócił się do Mirin. — Zaprowadź ją do biblioteki i zajmij się nią.
    Kobieta pokiwała głową i odeszła. Dannel znów spojrzał na Fexa i uniósł brew w oczekiwaniu.
    — Nie wiedziałem — wydusił wreszcie chłopak.
    — Więc dlaczego tu przybyłeś?
    Fex przygryzł wargi. Jego twarz była niemal biała, pot spływał po niej strużkami.
    — Ja tylko... Tylko... Nie chciałem nic złego! — zapewnił. — Naprawdę! Ale Balla była ranna i chciałem, żeby ktoś jej pomógł!
    — Naprawdę? — Dannel nie wierzył mu nawet przez sekundę. Ale słuchanie chaotycznych wyjaśnień chłopaka dostarczało mu niezłej rozrywki.
    — Tak! — Pokiwał gwałtownie głową. — Tak, naprawdę! — W jego oczach zalśniła nadzieja.
    — A ona? — Wskazał na Lonnie, która cofnęła się o kilka kroków i wyglądała, jakby miała zamiar uciec. Nie zaszłaby daleko, gdyby spróbowała.
    Fex zerknął na nią niepewnie.
    — Lonnie? Spotkaliśmy ją po drodze i okazało się, że też jest magiem. Więc zabraliśmy ją ze sobą.
    Dannel pokiwał głową i uśmiechnął się najmilej jak potrafił.
    — W porządku. Chodźmy do biblioteki, zobaczymy, co z Ballą.
    Ale kiedy Fex zbliżył się do niego niepewnym krokiem, Dannel objął go ramieniem i przyciągnął do siebie. A potem za pomocą magii wytworzył najprostsze ostrze i poderżnął mu gardło.
    Lonnie krzyknęła cicho i odskoczyła na krok, kiedy Dannel upuścił ciało Fexa na ziemię. Wyraźnie pobladła, co sprawiło, że na jego twarzy zakwitł uśmiech. Świetnie. Teraz powinna poczuć się zmotywowana do rozmowy, pomyślał.
    — A teraz naprawdę chodźmy. Musimy chyba porozmawiać.
    Ku jego zdziwieniu, jedyną oznaką tego, że się bała, była blada twarz. Poza tym, dziewczyna zachowała hardy wyraz twarzy i spojrzenie, które można było określić jako wręcz wyzywające. Nie obawiała się spojrzeć mu prosto w oczy.
    — Jesteś złym człowiekiem. Okrutnym. Nie będę ci pomagać — powiedziała.
    W innych okolicznościach jej odwaga mogłaby mu zaimponować. Teraz jednak jedynie jeszcze bardziej go zirytowała.
    — Nie będziesz? Przekonamy się.
    Chwycił ją za ramię i brutalnie pociągnął za sobą. Próbowała stawiać opór, ale był silniejszy od niej i w końcu się poddała.
    Zaciągnął ją ze sobą do biblioteki, a potem posadził przed biurkiem, a sam za nim zasiadł. Przyjrzał się jej uważnie. Jej spojrzenie nie straciło swej twardości.
    — Więc — zaczął — opowiedz mi o wszystkim, co się wydarzyło.
    Nawet nie mrugnęła — wciąż wpatrywała mu się prosto w oczy.
    — Dlaczego mam ci cokolwiek mówić? I tak mnie zabijesz.
    — Niekoniecznie. Zależy od tego, czy powiesz mi prawdę.
    — I czy ci się ta prawda spodoba. — Pokręciła głową. — Nie. Nie będę mówić. Ludzie mieli rację — magowie naprawdę są źli.
    — A ty jesteś jednym z nich. — Uśmiechnął się nieprzyjemnie. — Nie chcesz mówić? W porządku. Zobaczymy, jak pobyt w więzieniu wpłynie na twoje postanowienie.
    Wezwał Ealily, żeby odprowadziła Lonnie do więzienia. Kiedy kobiety odeszły, skierował się do mieszkania, które kiedyś należało do Steena. Zastanawiał się nad przywłaszczeniem go sobie, ale jeszcze nie zdecydował. Było znacznie bardziej luksusowe, niż jego własne i to mu odpowiadało, ale, mimo to, kiedyś mieszkał w nim Steen. Dannel nie lubił patrzeć na ślady, które pozostawiła obecność mężczyzny.
    Skierował się do sypialni, gdzie, jak przypuszczał, Mirin zostawiła Ballę. Miał rację — blada, drobna dziewczyna leżała na wielkim, miękkim łóżku. Wyglądała na jeszcze mniejszą, niż zwykle. Jej białe włosy rozsypały się po poduszce, zaś ciemne oczy spoglądały na niego ze zdezorientowaniem.
    — Dannel — wymamrotała słabym głosem i spróbowała się podnieść.
    Gestem nakazał jej leżeć spokojnie. Zwrócił się do Mirin.
    — Możesz odejść.
    Kobieta uśmiechnęła się cierpko i odeszła z wyraźną ulgą. Przypuszczał, że nie lubiła, kiedy robiono z niej niańkę.
    Ostrożnie usiadł na łóżku przy Balli. Dziewczyna odwróciła wzrok, jej policzki przybrały jasnoróżową barwę. Odetchnął z ulgą — nie była już tak niezdrowo blada, choć jej skóra wciąż zachowywała swój jasny kolor.
    — Jak się czujesz? — zapytał.
    — Dobrze — odparła, choć jej słaby głos twierdził coś przeciwnego. — Co się stało?
    — Nie pamiętasz? — zaniepokoił się. To niedobrze. Czyżby dostała w głowę? Żałował, że nie miał wśród swoich ludzi żadnego lekarza, który mógłby ją obejrzeć. — Fex cię tu przyprowadził. I była z wami jakaś dziewczyna, Lonnie.
    Zamknęła oczy i przez chwilę leżała. Zaczynał już myśleć, że zasnęła albo straciła przytomność, kiedy odezwała się.
    — Fex nas zdradził. Zaatakował mnie razem z innymi. Udało mi się zabić wszystkich, oprócz niego. Pozbawił mnie przytomności. Potem spotkaliśmy tę dziewczynę, chyba nazywa się Lonnie. Jest magiem. — Przez chwilę milczała. — Gdzie jesteśmy?
    — W Oreall. — Uśmiechnął się szeroko, kiedy otworzyła oczy i spojrzała na niego ze zdumieniem. — Udało mi się przejąć miasto.
    Tym razem usiadła i podparła się dłonią, przez chwilę oddychając ciężej. W jej oczach błyszczało coś, co przypominało niedowierzanie i radość. Rzadki widok, który ucieszył go. Balla nieczęsto pozwalała sobie na okazywanie silniejszych emocji.
    — Czyli jest teraz nasze? — upewniła się. — A co z mieszkańcami? Eanem i resztą? Evasem? — zapytała po chwili, w jej głos wkradła się niepewność.
    Dannel zawahał się przez chwilę. Nie mógł przyznać się do tego, że walczył z nim, ale nie potrafił zabić. I że pozwolił mu uciec. Nie przed Ballą.
    — Jeszcze się nie spotkaliśmy — skłamał. — Podejrzewam, że jest poza miastem. A reszta... Nie wiem, co z nimi. Zniknęli bez śladu. Może wystraszyli się i uciekli. — Uśmiechnął się. — Zrozumieli, że nie mają szans. Tak czy inaczej, Oreall jest nasz.
    Szeroki uśmiech Balli był najpiękniejszym, jaki Dannel kiedykolwiek widział.

    Minęło trochę czasu, zanim Balla stanęła na nogach. Czuła się zawstydzona tym, jak słaba była, ale humor poprawiła jej wiadomość o śmierci Fexa. Dobrze. Cholerny gówniarz zasłużył na nią za to, jak ją potraktował. Zdaniem Balli, Lonnie również powinna zginąć, ale Dannel chciał ją póki co przetrzymać w więzieniu.
    Chociaż mężczyzna nakazał jej zostać w łóżku, nie posłuchała go — już po godzinie miała dość bezczynnego leżenia. Mimo to, wytrzymała jeszcze jedną godzinę, zanim wreszcie wstała. Zawroty głowy już całkiem jej minęły, ale nogi wciąż pozostawały miękkie. Nie zważając na to, dziewczyna skierowała się do wyjścia.
    Opuściła luksusową sypialnię i wyszła do pomieszczenia, które wyglądało na salon. Gustownie urządzony, wszystkie znajdujące się w nim meble wyglądały na niemożliwie drogie. Spodobało jej się to — mogłaby tu mieszkać. Ale w tej chwili nie chciała tam zostać, musiała dowiedzieć się, co działo się w Oreall.
    Wyszła na korytarz i skierowała się do jednej pary drzwi. Niestety, prowadziły one do łazienki, kolejne zaś do jakiegoś składziku. Wreszcie jednak znalazła wyjście do biblioteki.
    Dannel stał kilka kroków od drzwi, rozmawiając z Mirin. Na ten widok Balla poczuła ukłucie zazdrości, które spróbowała zignorować. Przecież była o wiele piękniejsza od Mirin. Nie musiała niczym się przejmować.
    Cicho zamknęła za sobą drzwi, ale i tak to usłyszeli, bo odwrócili się w jej stronę. Dannel uśmiechnął się delikatnie.
    — Wstałaś już? — Jego wzrok powędrował ku jej stopom. Mężczyzna uniósł lekko brwi. — Załóż buty — polecił jej. — Dzisiaj nie jest najcieplej.
    Wzruszyła ramionami.
    — Nie jest mi zimno — odparła zgodnie z prawdą. Dotarło do niej, że nawet nie spojrzała w lustro. Musiała wyglądać okropnie. Poczuła, jak do policzków napływa jej ciepło. Świetnie, pewnie wyglądała jak idiotka. I to jeszcze przed Dannelem. Odchrząknęła. — Co się dzieje?
    Dannel westchnął.
    — Na razie nic. Czekamy, aż zbierze się więcej naszych. Wtedy zaczniemy wpuszczać do miasta jego mieszkańców. Zobaczymy, czy spodoba im się to, co tu zastaną. — Uśmiechnął się lekko.
    — A kto, póki co, tu jest?
    — Ja, ty, Mirin, Sharret, Kiz, Leandah, Shaesha, Floula, Ealily, Anoa, Ne, Vyan... — wyliczył Dannel. — Byli też Sanna i Sarutt, ale nie wiemy, co się z nimi stało. Zniknęli.
    Balla zmarszczyła brwi.
    — Nikt ich nie szukał? — zapytała z lekkim niedowierzaniem. Czy nikt o tym nie pomyślał?
    — Oczywiście, że szukali — odparł Dannel z lekką irytacją w głosie. Balla poczuła się winna. Nie powinna w niego wątpić. — Ale niczego nie znaleźli. Jak mówiłem, zniknęli bez śladu.
    — A Evas? Pokazywał się?
    Nie była pewna, jaką odpowiedź wolałaby uzyskać. Evas był wrogiem, ale też jej bratem i, mimo wszystko, jakaś część niej ciągle go kochała. Balla wciąż liczyła, że chłopak może zmieni zdanie i przejdzie na ich stronę. Jeśli tego nie zrobi, Dannel go zabije, a wtedy... Sama nie wiedziała, co by wtedy zrobiła.
    — Nie. — Dannel pokręcił głową, a Balla odetchnęła z ulgą.
    — Co teraz zrobimy?
    — Na razie nic. Czekamy, aż zjawią się inni. Nie chcę robić nic, dopóki nie uzyskamy znaczącej przewagi. Ograniczam się tylko do wysyłania ludzi na zwiady, żeby wypatrywać Eana i reszty. W końcu oni ciągle gdzieś tu są, chyba że jednak uciekli.
    Balla zastanawiała się przez chwilę.
    — Też pójdę na zwiad — zadecydowała. Miała dość bezczynnego siedzenia.
    Dannel wyraźnie wahał się przez chwilę, ale w końcu westchnął.
    — Dobrze. Pójdziesz. Ale uważaj na siebie.
    Serce zabiło jej mocniej, słysząc troskę w jego głosie. Pokiwała głową, walcząc z uśmiechem, który usiłował wtargnąć na jej twarz.
    — I załóż jakieś buty! — zawołał za nią, kiedy skierowała się ku wyjściu. — Przynieś jej coś — zwrócił się do Mirin. — O ile dobrze pamiętam, jej są całkiem zniszczone.
    Balla zwróciła i usiadła na jednym z krzeseł, kiedy kobieta westchnęła ciężko, ale posłusznie odeszła wykonać polecenie. Co prawda, Balla mogła użyć magii i naprawić swoje buty, ale po co się wysilać? Poza tym, nie lubiła Mirin, więc nie przeszkadzało jej, że kobieta nalata się, żeby znaleźć coś odpowiedniego.
    — Dobrze się czujesz?
    — Tak — odparła, ucieszona jego troską. Ale po chwili zmarszczyła brwi. — Dlaczego nie powiedziałeś mi, co planujesz? — zapytała z wyrzutem. Czyżby jej nie ufał? Sądził, że nie była mu potrzebna? A może uważał ją za bezużyteczną?
    — Nie chciałem cię narażać — wyznał. — Dlatego cię odesłałem. Uznałem, że tak będzie bezpieczniej.
    Jakaś część niej poczuła się lepiej, wiedząc, że się o nią troszczył. Ale większa część rozgniewała się.
    — Więc uważasz, że nie poradziłabym sobie? — zapytała gniewnie. — Że jestem słaba? Tak o mnie myślisz?
    Dannel wyglądał na zaskoczonego jej wyrzutami.
    — Nie, nie! — zaprzeczył. — Jesteś bardzo silnym magiem i wiem, że poradziłabyś sobie z każdym niebezpieczeństwem! Ale, mimo wszystko, jesteś dla mnie ważną osobą i nie chciałem niepotrzebnie cię narażać!
    Choć jego odpowiedź nie usatysfakcjonowała jej, postanowiła nie naciskać. Nie chciała się z nim kłócić z prostego powodu — sprowokowany, mógłby ją zaatakować. A Dannel był jedną z nielicznych osób, z którą miała nikłe szanse na wygraną. Lepiej nie ryzykować.
    — Poza tym — dodał mężczyzna — nie jesteś jedyną osobą, którą odesłałem. Mikkelowi też nie powiedziałem, co zamierzam.
    To dziwne, pomyślała. Mikkelowi zwykle mówił o wszystkim. W końcu byli najlepszymi przyjaciółmi. Nie podobało jej się, że stawiał ją na równi z nim — liczyła, że była dla niego ważniejsza. Najwyraźniej jednak myliła się.
    Przynajmniej się o mnie troszczy, pocieszyła się. Powiedział, że jestem dla niego ważna. Jednak nie wystarczało jej to. Chciała czegoś więcej. I może powinna wreszcie mu to powiedzieć...
    — Dannel — zaczęła, w jej głos wkradła się zdradziecka niepewność. A co, jeśli ją odrzuci? Albo jeśli go to rozgniewa? Przełknęła ślinę i otworzyła usta, ale nie zdążyła nic powiedzieć.
    Drzwi do biblioteki otworzyły się — wróciła Mirin, niosąc jakąś parę butów. Nie były najładniejsze i Balla zmarszczyła się na ich widok. Posyłając Mirin nieprzyjemne spojrzenie, wzięła je. Okazały się być odrobinę za duże, ale to nie stanowiło problemu.
    Przelała w nie swoją magię, żeby je nieco skurczyć. Był to skomplikowany proces, który kosztował ją sporo mocy, ale kiedy wreszcie skończyła, pasowały idealnie. Uśmiechnęła się z zadowoleniem, ignorując dziwną pustkę, którą czuła w swoim wnętrzu. Chętnie popracowałaby również nad ich wyglądem, ale szkoda jej było tracić aż tyle magii. Będzie musiała przeszukać miasto, żeby znaleźć coś lepszego.
    — W porządku — powiedziała, wstając. — Idę.
    — Idź z nią, Mirin — usłyszała, kiedy oddaliła się na kilka kroków. — Pilnuj jej.
    Powstrzymując gniew, przyspieszyła. Mirin dogoniła ją i razem opuściły bibliotekę.
    Na zewnątrz panował chłód, który sprawił, że Ballę przeszły dreszcze. Potarła ramiona dłońmi i szybko ruszyła przed siebie. Na twarzy Mirin zobaczyła uśmieszek — kobietę najwyraźniej to bawiło. Ona sama miała na sobie płaszcz, który wyglądał na gruby i ciepły. Dziewczyna zazdrościła go jej. Chyba musiała znaleźć własny.
    Dlatego też skierowała się w stronę jednego ze sklepów, otaczających bibliotekę. Wyglądał na pusty, ale nie opuszczony. Ubrania, znajdujące się w nim, wydawały się zadbane. Balla najchętniej spędziłaby godziny w poszukiwaniu odpowiedniego płaszcza, ale spojrzenie Mirin podpowiadało jej, że kobieta jest na granicy wytrzymałości. Dziewczyna wybrała więc jeden z ocieplanych, beżowych płaszczów, wiszących na wystawie, i wyszła.
    Choć płaszcz był na nią trochę za duży, dobrze się w nim czuła. Od razu zrobiło jej się cieplej, mogła więc zwolnić kroku i rozejrzeć się uważniej.
    — Czego szukamy? — zapytała, chowając dłonie w głębokich kieszeniach.
    — Czegokolwiek — odparła Mirin. — Śladów obecności innych ludzi.
    Najpierw obeszły plac i przyjrzały się uważnie dachom. Potem Mirin zaproponowała, żeby same weszły na jedną z kamienic i spojrzały na wszystko z góry. Balla z bólem przyznała, że to dobry plan.
    Wybrały jedną z kamienic i otworzyły drzwi. I obie zamarły.
    — O cholera — wymknęło się Mirin. 

--------------------------------

To chyba jedyny rozdział napisany całkowicie z perspektywy Tych Złych ^^

4 komentarze:

  1. Moze jestem okropna, ale Fex zasłużył na to,co dostał. Oczywiscie widząc D., a nie Eana, momentalnie od razu zmienił strony. I tak by wyszło na jaw,jakby Balla się obudziła, ten chłopak nke dość,ze nie mozna mu było ufać i był tchórzem,to kompletnie nie myślał. Jesli chodzi o Lonnie,mam nadzieje,ze jakoś trafi do dobrych. D.musi miec w sobie resztki człowieczeństwa,o czym świadczy to,ze nie zabił Evasa,ale chyba bardziej zdziwiła mnie Balla-i ten ludzki niepokój o to,czy jej uczucia zostaną odwzajemnione oraz co stało się z jej beatem. Az mnie to zdziwiło! No i ciekawa jestem,co zobaczyły kobiety na końcu rozdziału... czekam z niecierpliwoscia na ciąg dalszy i zapraszam do mnie na Niezaleznosc :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy aż tak zasłużył, to nie wiem... W końcu to tylko dzieciak :D Ale dość głupi - oczywistym było, że prawda wyjdzie na jaw, kiedy tylko Balla się obudzi ^^
      Dannel i Balla mają bardziej ludzką stronę, nie powinno być to aż takim zaskoczeniem ^^ W końcu każdy ma jakieś dobre cechy, nawet ci najgorsi.

      Dziękuję za komentarz i obiecuję, że kiedyś do Ciebie zajrzę ^^

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. „Mogła kłamać, jak przypuszczał, ale wątpił, by to robiła” – Rozumiem, co masz na myśli, ale śmieszy mnie zestawienie razem słów „przypuszczał” i „wątpił”. Trochę to odebrałam tak, jakby sam nie wiedział co myśli.

    Cieszę się, że postanowiłaś napisać rozdział z perspektywy innych bohaterów. Dobrze wiedzieć, co dzieje się w „drugim obozie” i trochę lepiej poznać ich stanowiska. Dzięki temu rozdziałowi zupełnie nie wiem co myśleć o Dannelu :D Z jednej strony jest bezwzględny – opanowanie miasta, zabójstwo Fexa itp. – a z drugiej coraz częściej pokazuje ludzką twarz. Nie potrafił zabić Evasa, mimo że chyba tylko on potrafi mu zagrozić, jest troskliwy w stosunku do Mikkela i Balli. Nie jest takim typowym czarnym charakterem, który jest tylko czarny i nic poza tym. I to mi się podoba. Dobrze jeśli są cechy albo sytuacje za które można polubić nawet tego złego bohatera.
    Zastanawiam się, co miał w głowie Fex, gdy postanowił iść z Ballą do miasta. Wydawało mi się, że chłopak ma jakiś plan, że pomoże w jakiś sposób Evasowi i reszcie. A on przytaszczył Ballę Dannelowi i dał się zabić. Nie domyślił się, że miasto mogło zostać przejęte? Zamiast przeszkodzić Dannelowi, to jeszcze pomógł. Ale to jest chyba taka postać... Zmienia strony w zależności od tego, jak mu lepiej i chyba myśli tylko o tym, żeby jemu było dobrze. Znaczy... już nie myśli w ogóle ;D
    Swoją drogą… Dannel ma teraz problem. Nie mówiąc swoim ludziom o tym, że Evas żyje, sprowadza na nich niebezpieczeństwo. Co on w ogóle zamierza?

    Czekam na kolejny! ;*

    A, zapomniałabym! Ciekawa jestem jak rozwinie się wątek Balli i Danella, bo coś mi się wydaje, że powoli kształtuje się tutaj jakiś romansik :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To "przypuszczał" jest tam w sumie niepotrzebne, chyba je usunę...
      Nawet nie zamierzałam tworzyć rozdziału w całości z perspektywy 'tych złych'. Po prostu przy dzieleniu na rozdziały tego, co już napisałam, tak jakoś wyszło :D
      Lubię tworzyć niejednoznacznych bohaterów :D Są znacznie ciekawsi od tych, którzy są całkowicie źli albo całkowicie dobrzy :D
      Fex liczył na to, że jeśli wyda Ballę Eanowi, zostanie mu wybaczona wcześniejsza zdrada. Nie spodziewał się, że w Oreall zastanie Dannela :D

      Dziękuję za komentarz ;*
      Pozdrawiam! ^^

      Usuń

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.

Obserwatorzy