poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rozdział XXIII

    Przez chwilę wyglądało to jak lodowa rzeźba. Bardzo ładna, zdaniem Balli. Miała kształt kobiety w niepokojącej pozie — unosiła ręce, jakby broniła się przed napastnikiem. I właśnie wtedy dziewczyna zorientowała się, na co patrzyła.
    — To Sanna — stwierdziła, podchodząc bliżej. — Co jej się stało?
    — Ktoś ją zamroził, geniuszu — prychnęła Mirin. — Możesz coś z tym zrobić?
    Zamroził?, pomyślała Balla. Jak? Nie zapytała jednak, tylko przyłożyła dłonie do lodu. Wyglądał na prawdziwy, a na pewno sprawiał takie uczucie — już po chwili miała wrażenie, jakby jej ręce miały zamarznąć. Dlaczego się nie rozpuścił?, zastanowiła się.
    Chociaż próbowała, nie mogła przelać w niego swojej magii. Musiało to znaczyć, że nie powstał w sposób naturalny. Ktoś go wytworzył. Ktoś zaatakował Sannę i ją zamroził. Kto mógł zrobić coś takiego? Jakiego rodzaju magii to wymagało?
    Po chwili dziewczyna westchnęła ze zrezygnowaniem.
    — Chyba nie da się nic zrobić. To magiczny lód. Nie da się go rozpuścić. — Może i się dało, nie wiedziała. Ale nie miała zamiaru przyznać się do tego, że nie potrafiła.
    — Pewnie i tak nie żyje — westchnęła Mirin. — Chodźmy po Dannela. On będzie wiedział, co z tym zrobić.

    Dannel nie wydawał się zadowolony. Przyglądał się lodowej rzeźbie ze zmarszczonym z gniewu czołem. Obejrzał ją z każdej strony i podotykał. W końcu westchnął.
    — Nie wiem, czyja to robota, ale jak znajdę tę osobę, to tego pożałuje — obiecał. — Spróbuję coś z tym zrobić. Może się zrobić trochę gorąco.
    Miał rację — chwilę po jego ostrzeżeniu powietrze zaczęło się ocieplać. Początkowo nieznacznie, ale z każdą sekundą coraz bardziej. Wkrótce Balla zaczęła pocić się w swoim płaszczu i została zmuszona do zdjęcia go. Po jakimś czasie temperatura stała się nie do zniesienia — Mirin musiała wyjść, ale sama Balla została na miejscu.
    Lód ani drgnął. Cały czas pozostawał w niezmienionej formie. W końcu Dannel westchnął i powietrze gwałtownie ochłodziło się. Balla włożyła płaszcz z powrotem.
    — Nic z tego — powiedział mężczyzna. — Nie da się go rozpuścić. Musimy złapać sprawcę i zmusić go do rozmrożenia jej.
    Balla pokiwała głową i wyszła za Dannelem na zewnątrz, posyłając Sannie ostatnie spojrzenie. Współczuła jej trochę — bycie zamarzniętym z pewnością nie należało do przyjemnych. Z drugiej strony, kobieta mogła równie dobrze już być martwa. Niby jak miała przeżyć coś takiego?
    — To musiał być Mag Tworzący — stwierdził Dannel.
    Balla zastanowiła się. Mag Tworzący? Czy ktoś taki mógłby stworzyć lód? Pewnie tak, pomyślała. Poza tym, kto inny? Mag Manipulujący, który zniżył temperaturę powietrza tak bardzo, że Sanna zamarzła? Mag Jednostkowy, który kazał jej zamarznąć? Mag Umysłowy, który kazał jej uwierzyć, że zamarzła? Nie, to nie miało sensu. To musiała być robota Maga Tworzącego.
    — Kto? — zapytała.
    — Steen? — zasugerowała Mirin. — Jest Magiem Tworzącym.
    Dannel prychnął.
    — Jakoś nie jestem sobie w stanie wyobrazić, żeby nasz drogi bibliotekarz był w stanie zrobić coś takiego. To musiał być ktoś inny. Nie martwcie się — powiedział, kierując się z powrotem do biblioteki. — Znajdziemy go i ukarzemy. Możecie wracać na patrol.
    Poszły więc, ale nic już nie znalazły. Kiedy wróciły, zbliżał się już wieczór i Balla, choć nigdy by tego nie przyznała, padała z nóg. Marzyła tylko o tym, żeby położyć się i odpocząć.
    Mirin poszła do siebie, Balla więc poszła do biblioteki sama. Dannel nadal siedział przy biurku i wyglądał na wyczerpanego. Miał podkrążone oczy. Westchnęła ze współczuciem.
    — Powinieneś odpocząć — powiedziała, podchodząc bliżej niego.
    Uniósł głowę i posłał jej zmęczony uśmiech.
    — I kto to mówi. Wyglądasz, jakbyś zaraz miała paść. Znalazłyście coś?
    Dziewczyna pokręciła głową. Podeszła do niego i położyła mu dłoń na ramieniu.
    — Mówię poważnie. Idź i odpocznij.
    Przeciągnął się. Wymknęło mu się ziewnięcie.
    — Może faktycznie masz rację. Czemu wszyscy moi przyjaciele muszą być mądrzejsi ode mnie?
    Powiedział to żartobliwym tonem, ale i tak zmarszczyła brwi.
    — Nie jesteśmy mądrzejsi od ciebie. Jesteś geniuszem.
    Spojrzał na nią i uniósł brwi.
    — Naprawdę tak myślisz?
    Pokiwała głową. Dannel westchnął i chwycił ją za dłoń. Poczuła, jak rumieńce napływają jej do policzków i miała nadzieję, że ich nie dostrzegł.
    — Ach, Ballo. Nie zasługuję na ciebie. Jesteś dla mnie zbyt dobra.
    Otworzyła usta, ale przerwał jej, zanim jeszcze zaczęła coś mówić.
    — Tak chyba się mówi, nie? W tych wszystkich romansach? — Wskazał głową w stronę regałów z książkami.
    — Ja... — Pierwszy raz w życiu nie wiedziała, co powiedzieć. W końcu potrząsnęła głową. — Nie wiem. Nie czytuję romansów. — Tak naprawdę wcale nie lubiła czytać. Nudziło ją to.
    — Nieważne — stwierdził. — To chyba powinienem powiedzieć. Problem w tym, że wcale tak nie myślę. Wiesz co? Zasługujemy na siebie. Cholernie na siebie zasługujemy. — Uśmiechnął się szeroko. — Prawda?
    Oniemiała, była w stanie tylko pokiwać głową. Czy to się działo naprawdę?
    — Tak — wydusiła. — Zasługujemy.
    Choć wydawało się to niemal niemożliwe, uśmiechnął się jeszcze szerzej. Wstał i stanął tuż przy niej.
    — Ballo — spoważniał nagle. Zadarła głowę i spojrzała mu prosto w oczy. — Wiesz, że jesteś dla mnie bardzo ważna, prawda? — Wyciągnął dłoń i odgarnął jej włosy z twarzy. Jej serce niemal stanęło, a potem zaczęło wybijać szaleńczy rytm.
    — Dannel... — wyszeptała, desperacko usiłując zebrać swoje chaotyczne myśli. Nie miała pojęcia, co powinna zrobić.
    Zaśmiał się cicho.
    — Nic nie mów. Rozumiem.
    A potem schylił się i ją pocałował. I była to najcudowniejsza rzecz, jakiej kiedykolwiek doświadczyła.
    — Nie mogę przestać o tobie myśleć — wyznał, kiedy wreszcie się odsunął — po czasie, który dla niej wydawał się trwać wieki. — Nie wiem, czy to miłość, czy tylko obsesja. Ale całkowicie zawładnęłaś moimi myślami.
    — Ty moimi również — przyznała, kiedy odzyskała zdolność mówienia i myślenia. — Ale ja wiem, co czuję. Kocham cię — wyszeptała, czując, jak rumieńce wstępują na jej twarz. — Najbardziej na świecie.

    Kolejnymi osobami, które przybyły do Oreall, okazali się być Garon Anid i Rux Nenn. Następnie przybył Prett Voukrom, ale był sam i w dodatku ranny. Ean szybko zajął się opatrywaniem ran młodego chłopaka najlepiej, jak potrafił, bo żaden z miejscowych lekarzy jeszcze nie powrócił.
    — Dorwali nas — szlochał nieskładnie chłopak. — Udało mi się uciec, ale Meak i Sareal nie żyją.
    — To nie twoja wina — pocieszyła Pretta Erass, wręczając mu kubek ciepłej herbaty. — Nie mogłeś nic zrobić.
    To moja wina, pomyślał Ean, powstrzymując się od zagryzienia warg. On ma tylko czternaście lat. A ja wysłałem go na niebezpieczną misję. Co prawda, misja miała nie nieść ze sobą żadnego zagrożenia, ale i tak... Co ja sobie myślałem?
    — Kto was zaatakował? — zapytał.
    — Sanna i Sharret — wyjąkał Prett, ocierając oczy. — Nie mieliśmy szans.
    — Racja — mruknęła pod nosem Ajsia, ale prawdopodobnie nie dosłyszał jej nikt, oprócz stojącego nieopodal Eana.
    — Nie martw się — mężczyzna w końcu przemówił. Poklepał chłopaka po ramieniu — tym, które nie było ranne. Uśmiechnął się lekko. — Pomścimy twoich przyjaciół. Sanna już została wyeliminowana, pozostaje tylko Sharret. Zajmiemy się nim wkrótce.
    Prett uśmiechnął się blado, choć nie wyglądał na zbyt pocieszonego. Zemsta nie przywróci mu przyjaciół, pomyślał Ean, wzdychając w duchu. Ale przynajmniej przyniesie sprawiedliwość.
    Oddalił się, żeby przeprowadzić krótką rozmowę z Garonem i Rux, ale nie poszła ona najlepiej. Mężczyzna nigdy nie krył swojej niechęci do Eana, a kobieta zdawała się podzielać jego przekonania.
    Zrezygnowany, poszedł usiąść obok Anelli. Dziewczyna zdawała się pochłonięta rozmową z Sandrem, sprawiała też wrażenie... żywszej. Czy Sander złamał obietnicę i użył swojej magii? A może po prostu sama jego obecność jej wystarczała. Ean miał nadzieję, że chodziło o tę drugą opcję. Musiał przyznać, że Anella i Sander tworzyliby uroczą parę.
    Przeciągnął się, starając się nie ziewać i ponosząc porażkę. Naprawdę potrzebował odpoczynku. Stracił już rachubę, nie wiedział, kiedy ostatni raz spał. Był w kiepskiej formie i zdawał sobie z tego sprawę.
    Co się ze mną dzieje?, pomyślał. Kompletnie tracił głowę i nie wiedział, co robić. Starość, pomyślał z przekąsem, ale to nie było to. W końcu trzy lata temu, kiedy Dannel się zbuntował, udało mu się zachować zimną krew. Czemu teraz było inaczej?
    Ellain. To wszystko przez nią. Przez to, że udało jej się uciec. Co teraz robiła? Czy pojawi się w mieście? Miał nadzieję, że tak. Wtedy mogliby ją przechwycić i uwięzić, zanim narobiłaby szkód. Ale jeśli miała trochę rozsądku w głowie, będzie się trzymać od Oreall z daleka. Bez magii i tak niczego nie mogła zrobić.
    — Ean! — Anella dopiero zorientowała się, że siedział obok niej.
    Mężczyzna otworzył oczy — nawet nie zdawał sobie sprawy, że je zamknął — i wymusił uśmiech.
    — Jak się czujesz? — zapytał.
    Przygryzła wargi i wzruszyła ramionami, po chwili zastanowienia.
    — Dobrze. Chciałabym, żeby wszyscy przestali mnie o to pytać.
    Ean uśmiechnął się przepraszająco.
    — Wybacz. Po prostu się o ciebie martwię.
    Zaczerwieniła się i spuściła wzrok.
    — Jakoś sobie radzę... Ale nie jest łatwo.
    Westchnął.
    — Domyślam się. Strata przyjaciół... To ciężkie przeżycie. Ale wierzę, że dasz radę. Jesteś silniejsza, niż myślisz.
    Zarumieniła się jeszcze bardziej.
    — Nieprawda — zaprzeczyła. — Jak ty sobie z tym radzisz? Sposób Sandra chyba na mnie nie działa... Nie potrafię przestać się przejmować. Nawet, jeśli Dealla wolałaby, żebym tego nie robiła.
    Pokiwał głową.
    — Aż nazbyt cię rozumiem. Podejrzewam, że w moim przypadku to kwestia przyzwyczajenia. Straciłem w życiu wiele osób, część z mojej winy. — Natychmiast pożałował, że to powiedział. Nie chciał o tym myśleć. — Choć utrata kogoś zawsze boli, wiem, że muszę pozostać silny. Dla innych. W końcu co by beze mnie zrobili? — Uśmiechnął się.
    Zaśmiała się cicho, co uznał za swój sukces. Chciał, żeby poczuła się lepiej. Po chwili jednak znów posmutniała.
    — Ja nie mam dla kogo pozostać silna...
    — Owszem, masz — zaprzeczył. — Chociażby mnie. Nie znoszę, kiedy jesteś przygnębiona. Poza tym, masz też Sandra. — Wskazał na chłopaka, który uśmiechnął się i pokiwał głową. — I innych. Swoją rodzinę. Pozostań silna dla nich. Dla ludzi, którym na tobie zależy. I dla samej siebie również.
    — Co masz na myśli? — Zmarszczyła brwi, najwyraźniej nie rozumiejąc, o czym mówił.
    — Anello, nikomu nie powinno zależeć na tobie bardziej, niż tobie samej. Nie obawiaj się bycia egoistyczną. Nie masz powodów. Jesteś wspaniałą osobą. Jesteś wrażliwa, masz dobre serce. To godne podziwu — na świecie jest coraz mniej takich ludzi. Musisz o tym pamiętać. Pamiętać, że jesteś warta o wiele więcej, niż myślisz.
    W oczach dziewczyny zalśniły łzy, więc odwróciła wzrok. Ean miał jednak nadzieję, że się nie rozpłacze. W końcu próbował podnieść ją na duchu, nie zdołować jeszcze bardziej. Miał nadzieję, że jego mała przemowa odniesie pożądany skutek, nawet jeśli on sam uważał, że była trochę... patetyczna. Ale podejrzewał, że Anella lubiła takie rzeczy.
    Rozległo się wolne klaskanie. Ean rozejrzał się i zorientował, że ich rozmowa przyciągnęła uwagę innych. Świetnie, pomyślał z irytacją. Muszę nauczyć się gadać ciszej.
    — Piękna przemowa — stwierdził Garon głosem ociekającym sarkazmem. To on był tym, który zaklaskał, ale wyraźnie nie była to oznaka podziwu czy aprobaty. — Wzruszyłem się. Ale nie muszę chyba przypominać, że do tej całej cholernej sytuacji nie doszłoby, gdybyśmy mieli kompetentnego przywódcę?
    Znowu się zaczyna, pomyślał Ean ze zrezygnowaniem. Nie miał nawet siły, żeby się wściec.
    — Gdyby nie ja, wszyscy moglibyście być już martwi — odparł po prostu spokojnie.
    — Na pewno? — Garon zmrużył oczy. — Bo mnie się wydaje, że to ty pozwoliłeś, żeby miasto zostało bez obrony.
    — Nie zostało bez obrony — zaprotestował Ean. — Evas tu został i podjął się walki z Dannelem.
    Garon prychnął.
    — I przegrał. Na co nam taki obrońca? Jest bezużyteczny.
    — Jeśli zaraz się nie zamkniesz... — warknął ostrzegawczo Evas.
    — Spokojnie — powiedział Ean. — Bez nerwów. Naprawdę nie powinniśmy się kłócić. Jeśli masz jakieś obiekcje czy też propozycje, chętnie ich wysłucham i rozważę — zwrócił się do Garona. — Ale nie walczmy między sobą. To nie skończy się dobrze.
    Mężczyzna nie wyglądał na zadowolonego jego słowami.
    — Więc może wreszcie ruszysz dupę i coś zrobisz? Siedzisz sobie tutaj i walisz nam motywujące gadki, ale tak naprawdę nic nie robisz! Czekasz, aż ktoś odwali całą robotę za ciebie! A może chcesz, żeby Dannel wygrał?
    — Nie zamierzam robić niczego, dopóki nie zjawi się tu więcej osób — powiedział Ean, z trudem zmuszając się do zachowania spokoju. — Rozumiem, że ci się to nie podoba. Że chciałbyś coś zrobić. Ale zachowaj cierpliwość. Wkrótce podejmiemy działania mające na celu obalenie Dannela.
    — Pierdolisz — stwierdziła chłodno Rux, wpatrując się w niego ciemnymi oczami. — Jesteś bezużyteczny.
    Korciło go, żeby przekazać władzę nad miastem Garonowi i zobaczyć jak beznadziejnie sobie radzi, tylko dla własnej satysfakcji. Ale wiedział, że nie mógł tego zrobić. To skończyłoby się katastrofą — Garon nie należał do ludzi cierpliwych i zapewne rozkazałby bezpośrednio zaatakować Dannela. Wszyscy by zginęli. Ean nie mógł pozwolić na coś takiego.
    — Jeśli naprawdę uważacie, że jestem złym przywódcą, możemy wybrać nowego — powiedział. — Dopóki nie odzyskamy miasta, oczywiście. Myślę, że Galla będzie w stanie to zrozumieć.
    — Możemy zagłosować — zasugerowała Nemaih. — Tak rozwiązuje się sprawy w Urshanie.
    Ean z aprobatą pokiwał głową.
    — W porządku. Odpowiada mi ten pomysł. Możemy też od razu uznać, że nie jestem jednym z kandydatów. I że nie można głosować na samego siebie. Czy wszyscy się ze mną zgadzają? Nie chcę, żeby ktoś mi zasugerował nadużywanie władzy? — Mówiąc to, spojrzał prosto w oczy Garona. Co prawda, mężczyzna wcale tego nie zasugerował, ale niewątpliwie o tym myślał.
    Reszta zgodziła się z nim. Niektórzy niechętnie, ale jednak to zrobili. Ean uśmiechnął się szeroko.
    — Wspaniale! — zawołał z udawanym entuzjazmem. — Jako nasz były przywódca, pozwólcie, że zacznę. Głosuję na Steena.
    Mężczyzna posłał mu spojrzenie, które w dość dosadny sposób mówiło, co sądził o tym pomyśle. Ean posłał mu czarujący uśmiech.
    — Ja też — mruknęła cicho Anella, wpatrując się w podłogę. Jej twarz przybrała niemal biały kolor.
    — No to ja też — stwierdził Gillen, wzruszając ramionami.
    — A ja wybieram Garona — powiedziała twardo Rux, co nie zaskoczyło Eana nawet w najmniejszym stopniu.
    — Ja też — wyszeptał Prett, który do tej pory siedział cicho. Kiedy Ean na niego spojrzał, chłopak pobladł lekko. — Nie chcę siedzieć bezczynnie — wyjaśnił. — Chcę zemsty. Jak najszybciej.
    Ean powstrzymał westchnięcie. Młodzież, pomyślał. Zawsze taka niecierpliwa.
    — Wybieram Erass — powiedział Garon, zaskakując tym Eana.
    Erass? Dlaczego właśnie ją? Kobieta wyglądała na jeszcze bardziej zdziwioną wyborem.
    — Cóż... Dziękuję — odparła. — Ale ja myślę, że to Steen powinien zostać naszym przywódcą.
    — A ja, że Garon — powiedział Reod poważnie.
    — Ja chyba zagłosuję na Ajsię — oznajmiła Nemaih, wzruszając ramionami.
    — Dziękuję. Ja zaś wybieram Erass, chociaż jestem zdania, że Steen również jest dobrym wyborem.
    Mężczyzna westchnął ciężko.
    — W takim razie, ja zagłosuję na Ajsię. — Ean pochwalał jego wybór. Ajsia była rozsądną kobietą. Byłaby dobrą przywódczynią.
    — A ja na Erass — powiedział Sander.
    Oczy wszystkich skierowały się na Evasa, który do tej pory milczał. Chłopak niepewnie przestąpił z nogi na nogę. Przez dłuższą chwilę nie odzywał się, powodując wzrost napięcia. Miał decydujący głos i chyba zdawał sobie z tego sprawę. Gdyby zagłosował na Garona, całe te wybory poszłyby na marne, kończąc się remisem.
    W końcu jednak zdecydował.
    — Steen — powiedział, pieczętując całą sprawę.
    Mężczyzna spuścił głowę, nie wyglądając na zadowolonego.
    — Świetnie — burknął. — Dziękuję i tak dalej. Musicie jednak wiedzieć, że to nie był najmądrzejszy wybór. Nie będę dobrym przywódcą.
    Ean westchnął. Naprawdę, Steenowi przydałoby się trochę więcej pewności siebie. On sam wierzył w swojego przyjaciela.
    Wierzył też w fakt, że tak naprawdę to nadal on miał władzę. Zdawał sobie sprawę z tego, że Steen będzie cały czas prosił go o porady i słuchał jego poleceń.
    — Cóż — odezwał się. — Cieszę się, że rozwiązaliśmy to w sposób pokojowy. Mam nadzieję, że jesteś zadowolony — zwrócił się do Garona i wstał. — A teraz wybaczcie. Ponieważ nie jestem już waszym przywódcą, idę spać.
    Kiedy tylko drzwi sypialni zamknęły się za nim, odetchnął z ulgą. Miał już dość wszystkiego. Ale kiedy właśnie zamierzał paść na łóżko i zasnąć, drzwi za nim otworzyły się.
    — Co ja mam teraz zrobić? — zapytał Steen, w jego głosie pobrzmiewały ślady paniki.
    Ean odwrócił się w jego stronę i posłał mu pełne irytacji spojrzenie.
    — Kontynuować mój plan albo wymyślić coś lepszego — odparł, siadając na łóżku i z ulgą zdejmując buty.
    — Ale co, jeśli Garon znowu zacznie mieć pretensje?
    — To każ mu się zamknąć. Rany, Steen, nie wiem — jęknął. — Jestem zmęczony, ledwo mogę myśleć. Mam już dość. Myślisz, że znam rozwiązanie na każdy twój problem? — Pozwolił, by wreszcie ogarnęła go tłumiona irytacja. — To cię zaskoczę. Nie znam! Nie mam pojęcia, co robię! Najchętniej bym padł i nie wstawał, ale zmuszam się do myślenia, bo najwyraźniej widzisz we mnie jakiegoś cholernego zbawiciela, który was wszystkich uratuje! — Odetchnął głęboko. — Przepraszam, poniosło mnie. Po prostu... Czasami mam już dość.
    Steen niepewnie przestąpił z nogi na nogę, unikając patrzenia na niego.
    — To ja przepraszam — wymamrotał. — Ja też nie wiem, co robić. Ale masz rację. Za bardzo na ciebie naciskam. Przepraszam — powtórzył i zrobił krok w tył, w stronę drzwi. — Ja... Pójdę już. Poradzę sobie, nie przejmuj się. Odpocznij.
    Ean pokiwał głową. Zdawał sobie sprawę z tego, że zachował się jak idiota, ale niezbyt go to obchodziło. Cieszył się jedynie, że świadkiem jego wybuchu był tylko Steen. Gdyby zobaczyła to reszta... Byłby już całkiem skończony. I tak go nie lubili i mieli w tym sporo racji.
    Potrzebował odpoczynku. Kiedy tylko drzwi za Steenem zamknęły się, padł na łóżko. Nie minęła nawet minuta, a już spał. 

----------------------

Nie umiem w wątki romantyczne. A scena wyszła tak pełna patosu, że aż się rzygać chce. Fuj. Ale tak miało być.

6 komentarzy:

  1. Nie było tak źle, serio. Ale Dannel to z pewnością romantyczny nie jest. Co ta Balla w nim widzi?! Ja nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie zadaję to pytanie... Cóż, młoda i głupia jest :D

      Dziękuję za komentarz ;*
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  2. W pierwszej czesci nie wyszlo zle, ale szczerze mowiac, dziwie sie dziewczynie, jaka jest Balla, ze tak szybko powiedziala mu o swoich uczuciach, on wyraznie mowil to o jako fascynacji, jako kolejnej zdobyczy, a ona ta szczerze powiedziala, co czuje... Z drugiej strny to swiadczy i tym, ze byc moze jest dla niej nadzieja-i licze na to. po raz peirwszy w niej to zauwazylam.
    Jesli chodzi o druga czesc, zamiana dowodcy z E. na Steena to faktycznie mala zamiana :DD i chyba dobrze, bo mysle, ze mimo swoich wad i tajemnic E. chyba najlepiej ich poprowadzi...
    Choc jak na moj gust, to oni mogliby wm ogole zakonczyc juz te bezsensowna wojne :D:D
    czekam na cd i zapraszam na niezaleznosc-hp.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zakończyć wojnę? Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić ^^ Gdyby to było takie proste, tej wojny w ogóle by nie było.

      Dziękuję za komentarz :D
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  3. " — Ach, Ballo. Nie zasługuję na ciebie. Jesteś dla mnie zbyt dobra.
    Otworzyła usta, ale przerwał jej, zanim jeszcze zaczęła coś mówić.
    — Tak chyba się mówi, nie? W tych wszystkich romansach? " - rozwaliłaś mnie tym! :D

    Nie wiem jakim przywódcą byłby Garon, ale na pewno zgadzam sie z tym, co powiedział Eanowi. Ja też odnoszę wrażenie, że marny z nieco przywódca i nic nie robi. Siedzi sobie w bezpiecznym miejscu i wymyśla gadki motywujące, zamiast wziąć się za robotę. Już od dawna myślę, że nie ma w nim wystarczająco dużo sił i wiedzy, by dowodzić, a teraz wreszcie ktoś powiedział to na głos powiedział :D Najwidoczniej nie jestem osamotniona w takiej opinii.
    Aczkolwiek obawiam się trochę o przywództwo Steena. Jest bardzo niepewny siebie, a dowódca musi taki być. Mam tylko nadzieję, że chociaż pomysły będzie miał dobre ;D
    Lecę dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dannel i jego próby bycia romantycznym... Albo i nie :D
      Garon, niestety, ma trochę racji w swoich słowach...
      Steen raczej niezbyt się na przywódcę nadaje. Może i jest dość silnym magiem, ale brak mu pewności siebie i nie znosi być w centrum uwagi. Niezbyt dobry wybór.

      Dziękuję za komentarz :D
      Pozdrawiam :D

      Usuń

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.