poniedziałek, 13 lutego 2017

Rozdział XXV

    Evasowi wcale nie podobało się, że musiał iść z na zwiad z Garonem, ale postanowił nie narzekać. Zawsze mogłem trafić gorzej, pomyślał, a potem uświadomił sobie, że jednak nie mógł.
    Steen zaprowadził ich do jakiegoś przejścia i zostawił z informacją, że znajdują się w piwnicy biblioteki.
    — Co teraz? — zapytał Garon, rozglądając się po tym nieprzyjemnym pomieszczeniu.
    — Bądź cicho — warknął Evas, ruszając przed siebie.
    Dotarcie do schodów nie zajęło mu dużo czasu, ale zawahał się przed wejściem na nie. Kto wie, czy na ich szczycie nie czeka jakaś pułapka... Odwrócił się do Garona i wskazał na nie.
    — Ty pierwszy — rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu.
    Mężczyzna przewrócił oczami, ale nie zaprotestował. Ostrożnie wszedł na górę i otworzył drzwi. Natychmiast cofnął się o kilka stopni, ale nic się nie wydarzyło. Wejście do biblioteki blokował regał z książkami.
    Garon dotknął go lekko i półka przesunęła się niemal bezszelestnie.
    Mężczyzna wyszedł i rozejrzał się. Kiedy nikt ani nic go nie zaatakowało, Evas ostrożnie podążył za nim. Wkroczył do biblioteki.
    Panowała w niej całkowita cisza, co niezbyt go ucieszyło. Przez to ich kroki z pewnością będą doskonale słyszalne. Ale z drugiej strony, mogło to znaczyć, że budynek był pusty, choć głupotą byłoby, gdyby Dannel nie zostawił nikogo na straży.
    Większy problem stanowił fakt, że Evas nie wiedział, gdzie dokładnie się znajdowali. Biblioteka była olbrzymia i odnalezienie drogi do wyjścia mogło stanowić poważny problem. Szczególnie, że musieli pozostać niezauważeni.
    Evas losowo wybrał kierunek i wskazał go.
    — Tędy — szepnął najciszej, jak potrafił.
    Garon zamknął drzwi do piwnicy i zasłonił regałem. Ruszyli przed siebie.
    Evas nie wiedział, jak długo krążyli między regałami, dopóki wreszcie się na kogoś nie natknęli. Tym kimś była Ealily — rozpoznał ją głównie dzięki licznym kolczykom, pokrywającym jej twarz. Choć uważał ją za dziwaczkę i przez większość czasu unikał, teraz był wdzięczny, że natknęli się właśnie na nią. Nie powinna stanowić problemu.
    Nie zauważyła ich jeszcze — spokojnym krokiem przechadzała się po drugiej stronie regału, za którym stali. Evas skoncentrował się i wprawił w ruch jedną z odległych półek. Ealily zatrzymała się i obróciła zaalarmowana.
    Chłopak zawahał się, rozważając przewrócenie na nią regału, ale uznał, że to spowodowałoby zbyt duży hałas. Mogłoby zwabić kogoś jeszcze, na przykład Dannela, a tego wolał póki co uniknąć. Dlatego postanowił zmusić Ealily, żeby podeszła bliżej, i wtedy się jej pozbyć.
    A do tego postanowił wykorzystać Garona. Cofnął się o krok, celowo wpadając na mężczyznę.
    — Hej! — zaprotestował oburzony Garon, zapominając o tym, że miał zachować ciszę.
    Rozległ się odgłos kroków — zbliżała się Ealily. Evas natychmiast skrył się za jednym z regałów, a Garon rozejrzał się, zdezorientowany.
    — Co ty... — urwał, kiedy Ealily wyszła zza rogu i zamarła na jego widok.
    — Jak tu zlazłeś? — zapytała, podchodząc bliżej. — Nie ruszaj się — nakazała i Garon zamarł, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu.
    Ealily była Magiem Jednostkowym, co znaczyło, że posiadała zdolność manipulowania innymi. W nieodpowiednich rękach była to bardzo niepokojąca moc, a jej dłonie z pewnością były tymi, w których znaleźć się nie powinna. Dlatego też Evas schował się, nie chcąc, by go zauważyła.
    — Powiedz, jak się tu znalazłeś — rozkazała, wpatrując się uważnie w Garona.
    — W piwnicy jest przejście — odpowiedział mimowolnie mężczyzna. — Tak możemy się dostać do...
    Nie dokończył, bo do akcji wkroczył Evas. Wziął z regału najcięższą książkę, a potem uderzył nią tył głowy Ealily. Kobieta opadła na ziemię, tracąc kontrolę nad Garonem, ale zachowując przytomność. Nie na długo — Evas upuścił jej książkę na głowę, jednocześnie magicznie zwiększając jej ciężar. Opadła z nieprzyjemnym plaskiem, na podłodze rozprysnęła się krew. Evas skrzywił się z obrzydzeniem, kiedy ochlapała mu buty.
    — Obrzydliwe — mruknął Garon i spojrzał na niego. — Nie mogłeś zrobić tego w jakiś czystszy sposób?
    Chłopak wzruszył ramionami. Po co miał się wysilać na coś bardziej wyrafinowanego?
    — Zamknij się — powiedział. — Idziemy. — Miał nadzieję, że Ealily była jedyną patrolującą bibliotekę.
    I tak też było — kiedy wreszcie odnaleźli drogę do podwyższenia, na którym stały stoły i biurko Steena, nikogo tam nie zastali. Mimo to, przez chwilę z ukrycia obserwowali, czy nikt się nie pojawi.
    Wreszcie drzwi do mieszkania Steena otworzyły się i wyszedł zza nich Dannel. Wyglądał na zadowolonego z siebie i Evas poczuł, jak aż się w nim gotuje. Jak wiele by dał, żeby naprawić swój błąd i wreszcie go zabić... Nie teraz, powiedział sobie. Jeszcze nie teraz.
    — Atakujemy? — szepnął Garon, kiedy Dannel zasiadł za biurkiem Steena.
    — Cicho — warknął Evas najciszej jak potrafił.
    Dannel zamarł i uniósł wzrok, wpatrując się w regał, za którym się chowali. Cholera, pomyślał Evas, zaciskając dłonie w pięści. Tylko tego brakowało — żeby ich zauważył.
    Mężczyzna wstał i zaczął zbliżać się w ich stronę. Evas wstrzymał oddech i zawahał się. A potem użył magii, żeby trzasnąć drzwiami wejściowymi.
    Dannel obejrzał się w tamtą stronę, ale najwyraźniej nie uwierzył, że ktoś faktycznie wszedł do środka. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech, kiedy znów ruszył w stronę regałów.
    Evas i Garon zaczęli cofać się bezszelestnie. Chłopak zdawał sobie sprawę, że odnalezienie piwnicy będzie ciężkie, ale przecież wcale nie musieli jej znajdywać. Musieli tylko zgubić Dannela, a to nie powinno być trudne.
    Gdzieś otworzyły się drzwi i tym razem nie była to robota Evasa. Po chwili rozległ się głos, który chłopak natychmiast rozpoznał.
    — Dan? Co się dzieje? — zapytała Balla.
    — Wygląda na to, że mamy gości — odparł mężczyzna. — Jak myślisz, czy ogień ich wykurzy?
    Ogień? Czy ten idiota zamierzał podpalić bibliotekę? Evas rozejrzał się. Tyle książek i drewnianych regałów... To nie mogło skończyć się dobrze.
    Balla zaśmiała się i był to najbardziej irytujący dźwięk, jaki Evas kiedykolwiek słyszał. Głupia kurwa, pomyślał. Zapłacisz za wszystko, co zrobiłaś. Ale nie teraz. Wiedział, że nie mógł jeszcze zaatakować. Choć nie chciał tego robić, musiał wycofać się dyskretnie.
    Niestety, Garon najwyraźniej miał inne plany. Zamiast cofnąć się, mężczyzna ruszył do przodu i, zanim Evas zdążył go zatrzymać, użył magii na kilku regałach, posyłając je w stronę Dannela i Balli.
    Cholerny idiota, pomyślał Evas, ale nie zawahał się. Pobiegł w przeciwnym kierunku, zostawiając go samemu sobie. Chcesz zginąć, proszę bardzo. Ale mnie w to nie mieszaj.

    Anella wreszcie znalazła sobie zajęcie — wzięła w regału jedną książkę i zaczęła ją przeglądać. Opis nie wydawał się jej zachęcający, ale postanowiła to zignorować. W końcu i tak się nudziła, a to było lepsze niż zamartwianie się na śmierć. Jeśli Evasowi coś się stanie...
    Potrząsnęła głową, chcąc pozbyć się ponurych myśli i zagłębiła się z lekturze. Nie trwało to jednak długo.
    — Co czytasz? — zapytał Sander, zaglądając jej przez ramię.
    Uniosła książkę, żeby ukazać mu okładkę, na której złotymi literami napisano tytuł książki — „Siostry Słońca”.
    — I co? Ciekawe?
    Wzruszyła ramionami — dopiero zaczęła czytać i, póki co, historia nie wciągnęła jej zbytnio.
    — Może być. Czytałam lepsze.
    — To jaka jest twoja ulubiona?
    Musiała poważnie się zastanowić, zanim odpowiedziała. Wybrać jedną z pośród tych, które przeczytała...
    — Chyba będzie to „Świat bez magii” Enaenery Thearrally. I jej „Medalion Prawdy”. I „Ostatni Żywot Meadolath”. To moja ulubiona autorka — wyznała.
    — Nigdy o niej nie słyszałem — przyznał Sander, kręcąc głową. — Ale ja ogólnie nie bardzo lubię czytać książki...
    Pamiętała, że kiedyś o tym wspominał, ale miała wrażenie, jakby wydarzyło się to wieki temu. Tyle od tego czasu się stało... A jej nadal wydawało się to niepojęte. Jak można nie lubić czytać?
    — To co, w takim razie, lubisz robić w wolnym czasie? — zainteresowała się.
    — Grać na gitarze — odparł. — I śpiewać czasami też, chociaż nie bardzo mi to wychodzi — zaśmiał się lekko. — Czytanie chyba nie jest dla mnie.
    — A dla mnie muzyka — przyznała. Nigdy nie nauczyła się grać na żadnym instrumencie, a jej śpiew... Pokręciła głową, nawet nie chcąc myśleć o tym, jak wielką tragedią był jej śpiew.
    Choć chętnie kontynuowałaby rozmowę z Sandrem, nie było jej to dane. Drzwi mieszkania otworzyły się z impetem, sprawiając, że aż podskoczyła.
    To był Evas. I wyglądał na mocno zaniepokojonego.
    — Mamy problem — oznajmił.
    Steen natychmiast podszedł do niego, zaalarmowany.
    — Co się stało?
    — Garon jest pieprzonym idiotą, oto co się stało — warknął Evas, wyraźnie rozwścieczony. — Kretyn zaatakował Dannela i moją siostrę. Mam nadzieję, że dostał to, na co zasłużył.
    Rozległy się pełne niepokoju szepty. Anella zaś pobladła. Garon zaatakował Dannela? Czy zginął, tak jak Dealla? Chociaż był nieprzyjemnym człowiekiem, miała nadzieję, że udało mu się uciec. Nie życzyła mu śmierci.
    — Zostawiłeś go samego? — oburzyła się Rux, zrywając się na równe nogi. — Jak mogłeś?!
    Evas wzruszył ramionami, najwyraźniej nieprzejęty.
    — Gdyby nie zachował się jak idiota, nic by mu się nie stało. A ja nie zamierzam ryzykować własnego życia, żeby go ratować.
    Anella nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony nie mogła obwiniać Evasa o to, że nie chciał poświęcić swojego życia na ratowanie Garona, ale z drugiej... Po prostu go tak porzucił? Nawet nie spróbował mu pomóc? Jakaś część niej była przerażona tym, jak postąpił. Czy i ze mną zrobiłby to samo, gdybym wpadła w kłopoty?
    Obawiała się, że odpowiedź mogła okazać się pozytywna.
    — Co teraz zrobimy? — zapytała wreszcie Ajsia.
    — Czekamy — zadecydował Steen. — Kto wie, może uda mu się uciec.
    — Oszalałeś?! — warknęła Rux. — Powinniśmy mu pomóc!
    — Chcesz, to idź — powiedział Evas. — Ja się w to nie mieszam.
    Anella i Sander wymienili spojrzenia. Widząc pytanie w jego oczach, pokiwała głową. Tak, zdecydowanie powinien użyć swojej magii. Zanosiło się na kolejny nieprzyjemny konflikt.
    — Spokojnie — odezwał się Steen, wznosząc dłonie w pokojowym geście. — Spokojnie. Nie panikujmy, przemyślmy wszystko dokładnie. Evas — zwrócił się do chłopaka. — Co się stało? Opowiedz ze szczegółami.
    Chłopak westchnął ciężko i posłał mu nieprzyjemne spojrzenie, ale zaczął opowiadać:
    — Wyszliśmy z piwnicy do biblioteki i natknęliśmy się na Ealily. Pokonaliśmy ją. Potem dotarliśmy do głównej części biblioteki i obserwowaliśmy. Kiedy pojawił się Dannel, Garon odezwał się, przez co ten nas usłyszał. Próbowałem odwrócić jego uwagę i wycofać się, ale ten idiota nie chciał iść. A potem pojawiła się Balla i wszystko szlag trafił. Garon zaatakował ich, więc uciekłem — zakończył, wzruszając ramionami. — To wszystko.
    — Na pewno po niego wrócimy — powiedział Steen do Rux. Kobiecie wyraźnie ulżyło. — Ale nie możemy tak po prostu tam wrócić. Będą się nas spodziewać. Musimy ich zaskoczyć... — Zastanawiał się przez chwilę. — Chyba już nawet wiem, co zrobię... Zaraz wracam.
    Poszedł w stronę sypialni, a Anella zastanowiła się, czego mógł chcieć od Eana...

    Ean obudził się, kiedy ktoś gwałtownie potrząsnął jego ramieniem, wołając jego imię. Jęknął żałośnie i przeciągnął się.
    — Co? — mruknął, kiedy zobaczył pochylającego się nad nim Steena. Rany, ależ był zmęczony! Miał wrażenie, że spał tylko pięć minut.
    — Mamy problem — powiedział Steen. W jego głosie pobrzmiewało zaniepokojenie, a twarz przybrała zmartwiony wyraz. Wystarczyło to, żeby trochę rozbudzić Eana.
    Mężczyzna zmusił się do tego, żeby usiąść i zignorować lekkie zawroty głowy. Podejrzewał, że wyglądał strasznie, ale Steen zdawał się nie zwracać na to uwagi. Jego myśli pochłaniało coś innego.
    — Co się stało? — wymamrotał Ean, przecierając oczy i ziewając.
    — Garon zaatakował Dannela i podejrzewamy, że może mieć kłopoty — wyznał Steen, unikając jego wzroku.
    Ean jęknął i opadł z powrotem na poduszki. Świetnie. Człowiek kładzie się spać na chwilę, a tu dochodzi do katastrofy...
    — Jak to się stało? Pozwoliłeś pójść mu samemu? — zapytał, wzdychając ciężko.
    — Popełniłem błąd — przynał Steen. — Stwierdziłem, że będą się niecierpliwić, siedząc w zamknięciu i wybuchnie kolejna kłótnia. Dlatego pozwoliłem Garonowi iść na zwiady, razem z Evasem. Ale on postanowił zachować się jak idiota i... — Pokręcił głową. — Schrzaniłem. Przepraszam. Nie powinienem robić nic bez konsultacji z tobą.
    Masz rację, pomyślał Ean. Kompletnie schrzaniłeś sprawę. Nie powiedział jednak tego na głos.
    — Tylko mi nie mów, że Evasa też straciliśmy — powiedział zamiast tego, obawiając się odpowiedzi.
    Odetchnął z ulgą, kiedy Steen pokręcił głową. Jedna dobra wiadomość, pomyślał. Przynajmniej tyle.
    — Evas wrócił. Uciekł, zostawiając Garona samego. Rux twierdzi, że powinniśmy po niego wrócić i ciężko się z nią nie zgodzić. Nie możemy go tak po prostu porzucić. — Steen westchnął. — Ale nie możemy wrócić przez bibliotekę. Musimy skorzystać z drugiego przejścia. Zaatakujemy ich z zaskoczenia.
    — To najgłupszy pomysł, jaki kiedykolwiek słyszałem — oznajmił Ean. — A słyszałem już ich wiele. Zamierzasz zaatakować Dannela? Pokazać wszystkim tajne przejście? I to w dodatku zupełnie bezcelowo? Anid i tak już nie żyje...
    — Przestań! — warknął Steen. — Po prostu przestań. Nie możemy go zostawić, wiesz o tym. Po prostu przeprowadź do miasta mnie i kilka innych osób. Takich, którym można zaufać. Proszę — dodał po chwili zastanowienia.
    Ean westchnął ciężko, ale podniósł się.
    — W porządku. Niech ci będzie. Ale jeśli zginiesz, skopię ci tyłek. Mówię poważnie. A teraz daj mi chwilę, żebym się ogarnął — nie mogę przecież się im tak pokazać. Jeszcze się przestraszą.
    Steen uśmiechnął się blado. Ean westchnął, kiedy drzwi za nim zamknęły się. Nie podobało mu się nic w planie mężczyzny. Wszyscy zginą, pomyślał ponuro. I nie mogę przestać myśleć, że to moja wina. 

--------------------------------
Powoli kończą mi się gotowe rozdziały, co znaczy, że niedługo będę musiała wrócić do pisania 'na poważnie'. Mam nadzieję, że do tego czasu wróci mi wena, bo na razie nigdzie jej nie widać :/

10 komentarzy:

  1. Spokojnie, wena wróci. W końcu musi, nie?
    Rozdział świetny. Odniosłam takie wrażenie, że to taka cisza przed burzą.
    Garon sobie zasłużył, nie ma co, ale Evas powinien chociaż spróbować mu pomóc.
    Anella i Sander.., miłość kwitnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że wróci ^^
      Racja, Garon może zasłużył na to swoją lekkomyślnością, ale fakt, Evas nie powinien go tak po prostu zostawiać. Ale to Evas, nie można się po nim spodziewać niczego innego ^^
      Miłością bym tego jeszcze nie nazwała ^^ Już prędzej jakieś zauroczenie, przynajmniej na razie :D

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :D

      Usuń
    2. Podobają mi się twoje słowa ;D

      Usuń
  2. Evans troche mnie zdenerwował, zastanawiam sie czasem, czy jest ktos, dla kogo by nie uciekł... ale mysle,ze tak. Nie wiem,czy Steen ma dobry pomysł, trochę watpię... Chciałabym miec choc jeden rozdział do przodu, serio :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężko byłoby znaleźć taką osobę, ale może ktoś by się znalazł :D
      Rozdziałów mam kilka na zapas, bo się naprodukowałam w listopadzie, w czasie NaNoWriMo :D Ale od tego czasu prawie nic nie napisałam, ech... :/

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam :D

      Usuń
    2. wow, to musiał byc maraton, podziwiam^^ zapraszam na nowośc do mnie :)

      Usuń
  3. Nie mam totalnej weny na pisanie komentarza, a że przeczytałam już wszystko w trakcie drogi, to tak trochę głupio nie zostawić tu nic dłuższego.
    Powiem tak: super się czyta. To naprawdę dobry kawałek opowiadania, choć niektóre elementy nie do końca mi się podobały, ale to takie moje własne zdanie, a nie że jakiś błąd. Ogólnie główna bohaterka nie do końca przypada mi do gustu.
    Poza tym jestem ciekawa do jakiego momentu doprowadzisz to opowiadanie. Jakoś nawet ciężko się domyślić, bo niby mamy głównego przeciwnika, ma on jakiś cel, ale gdyby mieli go pokonać już teraz, to wkrótce to opowiadanie miałoby swój koniec, a tak nie jest.
    Ja ci życzę dalszych sukcesów. Opowiadanie jest przecudowne, dlatego gdybyś mogła, możesz mnie w SPAMie na Granicy powiadamiać o nowych rozdziałach? Zmienili wygląd bloggera i teraz jakoś nie zaglądam do nowych rozdziałów i nawet nie widzę, że są. A teraz mam plany byc na bieżąco!!!
    Weny, czasu i sprawnego kompa, a poza tym zapraszam do nowy rozdział granicy ;)
    http://granica-olimpu.blogspot.com/2017/02/rozdzia-4.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak udało ci się dogonić, żeby być na bieżąco :D
      To oczywiste, że nie wszystko przypada do gustu i część z tego na pewno jest z mojej winy, bo opowiadaniu daleko do ideału ^^ Poza tym, nie każdemu wszystko musi się podobać :) Cieszę się, że ogółem uważasz, że dobrze się czyta :D
      Opowiadanie ogólnie ma mieć trzy części, więc po zakończeniu tej zostaną jeszcze dwie. Co mi tylko przypomina, że trzecia wciąż nie ma tytułu...
      Postaram się pamiętać, żeby cię o nowych rozdziałach informować, choć może mi się zdarzyć zapomnieć. Ale informować będę, najwyżej jakieś kilka dni po dodaniu rozdziału, jak sobie przypomnę :D

      Dziękuję za komentarz, na "Granicę" postaram się niebawem zajrzeć :D
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  4. "Evasowi wcale nie podobało się, że musiał iść z na zwiad z Garonem, ale postanowił nie narzekać. Zawsze mogłem trafić gorzej, pomyślał, a potem uświadomił sobie, że jednak nie mógł" - uwielbiam Cię za takie teksty;D Siedzę i śmieję się sama do siebie. Nie wiem czy oglądasz Mietczyńskiego na YT, ale to od razu mi się z nim skojarzyło xD

    " Dlatego też Evas schował się, nie chcą, by go zauważyła" - chcąc

    Nie bardzo wiem, co myśleć o zachowaniu Evasa. Z jednej strony go rozumiem - nie chciał walczyć, więc czemu miałby się na siłę w to pchać? Ale z drugiej zostawił Garona samemu sobie, a to mnie trochę odrzuciło. I w sumie nie wiem, czy umiem to jakoś jednostronnie skomentować. Ale cieszę się, że nie gra na siłę bohatera.

    Steen jako przywódca jest taki, jak myślałam. Przynajmniej na razie. Jest niepewny siebie, niepewny swoich pomysłów i dlatego chce konsultować je z Eanem. Więc w sumie to żadna różnica czy rządzi Ean czy Steen, skoro ostateczna decyzja i tak należy do Eana :D

    Lecę dalej! Ciekawa jestem co wyjdzie z tego pomysłu Steena.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mietczyńskiego kiedyś zdarzyło mi się oglądać, choć ostatnio nie za bardzo :D Ale lubiłam gościa :D
      Fakt, zachowanie Evasa nie jest godne pochwały. Chociaż Garon zachował się głupio i lekkomyślnie, Evas nie powinien go tak po prostu porzucać. Ale na obecnym etapie raczej nie można wymagać od niego czegoś innego...
      Taak, Steen na przywódcę się nie nadaje. De facto, Ean ciągle rządzi :D

      Dziękuję za komentarz ;D
      Pozdrawiam :D

      Usuń

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.