wtorek, 12 września 2017

Rozdział VIII

    Kiedy Ellain uniosła głowę, żeby spojrzeć na królową, jej uwagę pochłonęło otoczenie. Nie wiedziała, na czym skupić wzrok. Czy na wysokich drzewach, o różnokolorowych liściach, których korony przesłaniały bezchmurne, błękitne niebo? Czy na niebieskawych źdźbłach trawy, lśniących w słońcu? Na obłokach czystej magii krążących w powietrzu?
    Kobieta rozejrzała się zachwycona. Wszystko było takie piękne! Niemal kręciło jej się w głowie od patrzenia na to, dlatego zmusiła się, żeby spojrzeć na królową, uśmiechając się szeroko.
    — Twoje królestwo jest niezwykle piękne, Wasza Miłość — powiedziała, uznając to za odpowiedni sposób zwrócenia się do królowej.
    Królowa nie prezentowała się szczególnie po królewsku, przynajmniej według Ellain. Kobieta nigdy nie miała doświadczenia z monarchami — za czasów przed jej uwięzieniem byli już reliktem przeszłości. Najwyraźniej jednak z jakiegoś powodu postanowiono przywrócić ten rodzaj władzy.
    Królowa wyglądała młodo, zbyt młodo. Nawet jeśli naprawdę była niezwykle potężna, powinna wydawać się starsza. Chyba że faktycznie miała niewiele lat. Jej delikatnej twarzy nie znaczyły żadne zmarszczki, czarnych włosów, ozdobionych złotymi spinkami z roślinnymi motywami, nie przetykały nitki siwizny. Budową ciała królowa przypominała raczej dziecko niż dorosłą kobietę.
    Ubrana była w pomarańczową suknię z szerokimi rękawami, sięgającą ziemi. Suknia odsłaniała blade ramiona i szare znamię na prawym z nich. Ślad po czystej magii.
    Królowa stała w odległości kilkunastu kroków od Ellain, mimo to, jej magię doskonale dawało się wyczuć. Jest naprawdę potężna, pomyślała kobieta.
    Królowa skinęła głową.
    — Dziękuję za twą uprzejmość — odparła młodym, dziewczęcym głosem. — Usiądź, proszę.
    Ellain poczuła, jak magia pętająca jej ciało znika. Odetchnęła z ulgą i wyprostowała się. Górowała nad królową o ponad głowę.
    Nie była pewna, gdzie mogłaby usiąść, ale królowa wskazała gestem na jeden z kamieni. Ustawiono je w kształt okręgu, pośrodku którego wyrastało niewielkie drzewko o różowawych liściach.
    Ellain wzruszyła ramionami i usiadła na jednym z kamieni. Okazał się zaskakująco wygodny.
    Królowa powiedziała coś do pozostałych kobiet, które skłoniły się z szacunkiem i odeszły. Władczyni zaś zasiadła u boku Ellain i spojrzała na nią uważnie. Miała jasnobrązowe, błyszczące oczy.
    — Nieczęsto zdarza się, że mamy tu gości — powiedziała. — Musisz wybaczyć mi to, jak cię traktowałyśmy. Nie wiedziałyśmy, czego się spodziewać.
    — Ale teraz wiecie już, że nie stanowię zagrożenia, prawda? — Nie umknęło jej, że królowa przeprosiła za złe traktowanie jej. Nie wspomniała o Mikkelu.
    Królowa uśmiechnęła się lekko.
    — Owszem. Jestem w stanie wyczuć, że coś nie nie tak z twoją magią. Prawdopodobnie dlatego jesteś zdrowa. Powiedz mi, szczerze, co ty tutaj robisz, Ellain?
    — Myślałam, że Riana ci powiedziała. Przybyłam na Pustkowie, żeby odzyskać swoją magię. — Niemal siłą musiała się powstrzymać, żeby nie zapytać, czy królowa mogłaby jej w tym pomóc. Jeszcze nie teraz, powiedziała sobie. Bądź cierpliwa.
    — Tak — powiedziała powoli królowa. — Riana poinformowała mnie o tym. Powiedz, w jaki sposób zamierzałaś ją odzyskać?
    — Nie wiem — odparła szczerze Ellain. — Nie wybiegałam myślami tak daleko. Miałam nadzieję, że wpadnę na coś, jak już tu przybędę. — Uśmiechnęła się szeroko.
    Królowa zmrużyła oczy.
    — I nie wiedziałaś, co tu zastaniesz?
    — Nie miałam pojęcia — przyznała radośnie Ellain. — Wyobraź sobie moje zaskoczenie. Nawet na myśl mi nie przyszło, że to miejsce okaże się takie piękne! I że znajdę tu ludzi! — Zaśmiała się.
    — Ukrywamy się przed przybyszami. Nie chcemy, żeby ktoś nas odkrył i zaczął ingerować w nasz świat — wyjaśniła królowa. — Wolimy pozostać niezależne.
    Ellain nie mogła nie dosłyszeć cichej groźby w słowach kobiety.
    — Domyślam się, że nie pozwolicie mi odejść.
    — Oczywiście. Nie będziesz jednak naszym więźniem. Otrzymasz wygodne kwatery i możliwość poruszania się po terenach należących do zamku. Jednak nie możesz ich opuścić. Próba ucieczki zostanie ukarana śmiercią, rozumiesz?
    — Ponoć nie jestem więźniem — zauważyła cierpko Ellain. — Ale rozumiem twoje wymagania. A co z Mikkelem? — musiała zapytać. — Moim towarzyszem?
    Wzrok królowej stwardniał.
    — Nie musisz się nim martwić — powiedziała w końcu, po chwili ciszy. — Choroba i tak niedługo go zabierze.
    Jak śmiała mówić o tym tak lekceważącym tonem! Ellain zacisnęła dłonie w pięści. Aż się w niej zagotowało ze złości.
    — Nawet nie spróbowałyście mu pomóc — głos nieco jej zadrżał, choć zmuszała się, żeby mówić spokojnie. — Po prostu zostawiacie go na pewną śmierć.
    Królowa wpatrywała się w nią niewzruszona, jedynie potęgując jej gniew.
    — Gdybyśmy potrafiły coś z tym zrobić, pomogłybyśmy naszym mężczyznom. Ale na tę chorobę nie ma leku, a życia chorego nie da się przedłużyć magicznie. — Westchnęła. — Większość umiera bardzo młodo. Nieliczni dożywają dorosłości. Rozejrzyj się.
    Ellain posłuchała. Pochłonęła wzrokiem otoczenie — wspaniałe, kolorowe rośliny, szarobrązowe mury zamku, ale przede wszystkim ludzi. Zauważyła tylko nieliczne kobiety, przyglądające im się mniej lub bardziej dyskretnie.
    — Widzisz jakiegoś mężczyznę? — kontynuowała królowa.
    — Nie — przyznała Ellain.
    — No właśnie. Wierzysz mi teraz?
    Ellain pokiwała głową.
    — Skoro macie niewielu mężczyzn, to jak się rozmnażacie? — zapytała. — Cały czas z tymi samymi?
    Królowa prychnęła wyniośle.
    — Nie bądź śmieszna. Są słabego zdrowia, nie możemy narażać ich na zbędny wysiłek.
    — Więc jak? — Ellain naprawdę to ciekawiło. Czy używały magii? Królowa wydawała się niezwykle potężna, może była w stanie tworzyć nowe życie...
    — Niektóre z nas dostępują zaszczytu wyprawy na Wschodni Ląd — odparła władczyni. — Tam poznają mężczyzn, którzy je zapładniają. Potem wracają na Błogosławioną Ziemię i tutaj rodzą.
    Wschodni Ląd to musi być Urthea. A Błogosławiona Ziemia? Tak nazywają tutaj Pustkowie?, pomyślała Ellain. Nie powinno jej dziwić to, że mieli inne nazwy, skoro byli całkowicie odseparowani.
    Odseparowani... Zmarszczyła brwi.
    — I jak powstrzymujecie tych mężczyzn od gadania? Nie wyglądacie jak ludzie z Urthei. Myślisz, że nikt nigdy nie pochwalił się znajomemu, że przeleciał skośnooką babkę?
    Królowa uśmiechnęła się.
    — To proste. Zabijamy ich.
    Ellain spojrzała na nią z niedowierzaniem. Otworzyła usta i zamknęła je, niczym ryba wyjęta z wody. Potrząsnęła głową.
    — To nieludzkie! — wyrzuciła w końcu z siebie.
    — Nie jesteśmy ludźmi — powiedziała spokojnie królowa. — Jesteśmy magami.
    — Magowie to też ludzie! — Ellain podniosła głos do krzyku, znów przyciągając spojrzenia. Zignorowała je. — Nie możecie tak po prostu wykorzystywać ludzi, a potem ich zabijać! — Zerwała się na nogi.
    Sama zdziwiła się, jak bardzo ją to oburzyło. Coś takiego było nie w porządku. Rozumiała zabijanie ludzi w czasie walki, podczas wojny, w obronie własnej lub innych. Ale to? Nie. Nie mogła godzić się na coś takiego.
    W płucach nagle zabrakło jej powietrza. Opadła na kolana, rozpaczliwie próbując wziąć wdech, ale bez skutku.  Oczy wyszły jej z orbit, twarz posiniała. Ellain podparła się o kamień, ale nie mogła się podnieść.
    Kiedy już myślała, że za chwilę umrze, nagle odzyskała zdolność do oddychania. Dysząc ciężko, oparła się plecami o kamień. Otarła twarz i spojrzała na królową, która przyglądała jej się obojętnie.
    — Zapominasz się — powiedziała chłodno. — Jesteś tutaj gościem. Nie masz prawa mnie pouczać. Nie będę tolerowała takiego zachowania. Potraktuj to jako ostrzeżenie — następnym razem będzie gorzej.
    Naprawdę jest silna, skoro potrafi kontrolować powietrze, pomyślała Ellain, przyglądając się jej. A to znaczyło, że prawdopodobnie będzie w stanie oddać Ellain jej magię.
    Niestety, to znaczyło, że kobieta musiała jakoś przekonać do siebie królową. Podejrzewała, że nie będzie to łatwe zadanie.
     Królowa powiedziała nagle coś w swoim języku.
    Ellain obróciła głowę. Kilka kroków za nią stała Riana z dwoma strażniczkami. Skinęła krótko głową, ledwie zaszczycając kobietę spojrzeniem.
    Strażniczki podeszły do Ellain, chwyciły ją za ramiona i podniosły z ziemi. Kobieta wyrwała się im — nie trzymały jej mocno — i otrzepała.
    — Poradzę sobie — prychnęła.
    Riana uniosła brew, ale nic nie powiedziała. Gestem nakazała Ellain, by poszła za nią.
    Tym razem nie oślepiły jej, co Ellain uznała za dobry znak. Zrównała krok z Rianą, strażniczki zaś pozostały w tyle.
    — Jak wam poszło spotkanie?
    — Beznadziejnie — przyznała kobieta. — Nie lubię waszej królowej.
    Riana zerknęła na nią wzrokiem ciężkim do odczytania.
    — Nie musisz jej lubić. Musisz szanować.
    Ellain przewróciła oczami.
    — Wiem, wiem. Będę ją szanować, nie musisz mi tego mówić. — Będę klękać, kłaniać się i mówić bezsensowne uprzejmości, jeśli będę musiała, dodała w myślach. Potrzebuję jej po swojej stronie. — Ale jej nie polubię.
    Riana skinęła w milczeniu głową.
    Ponieważ rozmowa się urwała, Ellain postanowiła skupić się na otoczeniu. Powoli zaczynała przyzwyczajać się do różnokolorowych roślin i dziwnych zapachów, unoszących się w powietrzu. Przypominały trochę woń kwiatów, wymieszaną z czymś niezidentyfikowanym, słodkim i gorzkim jednocześnie. Drażniły nieco nos, sprawiając, że kobiecie chciało się kichać, ale dawało się do nich przyzwyczaić.
    Czysta magia wciąż unosiła się w powietrzu, czasami błyszcząc różnymi kolorami. Kobiety wokół zupełnie ją ignorowały — może nie robiła im krzywdy. Ellain postanowiła iść ich śladem, choć nie bez trudu — substancja wciąż momentami przyciągała jej wzrok i wywoływała dreszcze, kiedy za bardzo się zbliżała.
    Tym razem Ellain mogła przyjrzeć się zamkowi. Nie był nawet w połowie tak okazały, jak przypuszczała. Wybudowany z szarobrązowego kamienia, nie należał do szczególnie wysokich. Przewyższały go niektóre z otaczających drzew, które jednak wciąż pozostawały niższe od dwóch strzelistych wież.
    Zamek miał cztery z nich — dwie niskie na tyłach i dwie wysokie z przodu. Na ich widok Ellain poczuła przypływ mdłości, a na jej ramiona zakradła się gęsia skórka. Kobieta spojrzała w górę, na ich szczyt, i zakręciło jej się w głowie. Pewnie by się potknęła, gdyby Riana nie podtrzymała jej.
    — Czy wszyscy w porządku? — zapytała.
    — Tak. — Ellain potrząsnęła głową i odetchnęła głęboko. Nie poprawiła błędu rozmówczyni. — Nie lubię wież — przyznała. — Jeśli mój pokój jest w jednej z nich, to raczej wolałabym wrócić do lochu.
    Riana zmarszczyła brwi i przyglądała jej się przez chwilę.
    — Nie. Nie jest — powiedziała wreszcie.
    Wnętrze zamku również pozostawało skromne. Oświetlały je jasne kule, zwisające z sufitu, ale poza tym wydawało się puste. Żadnych ozdób, tylko kamienne ściany i podłoga.
    Mają tyle piękna na zewnątrz, że pewnie nie potrzebują go w środku, pomyślała Ellain. Nie podobało jej się to. Ludzie tacy jak królowa nie zasługiwali na życie w tak wspaniałym miejscu.
    Niestety, świat nie był sprawiedliwy, o czym Ellain wielokrotnie zdążyła się już przekonać.
    Musiała zapytać, choć zapewne powinna trzymać język za zębami.
    — Powiedz mi, Riano... — zaczęła. — Ilu mężczyzn już zabiłaś?
    — Co mówisz? — Kobieta zmarszczyła brwi.
    — Wasza królowa opowiadała mi, co robicie — wyjaśniła Ellain beztrosko. — Wyruszacie na Urtheę, uwodzicie mężczyzn, którzy was zapładniają, a potem ich zabijacie. A ty jesteś ładna i wyglądasz młodo. Więc? Ile dzieci wydałaś na świat? Ilu niewinnych ludzi już zabiłaś?
    — Żadnego — odparła Riana głosem wypranym z emocji. — Nie każda z nas dostępuje tego zaszczytu.
    Zaszczytu! Ellain ugryzła się w język i zacisnęła usta, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego.
    — Owszem, ja go dostąpiłam — kontynuowała Riana. — Ale ja go nie wykorzystałam. Nie wszyscy potrafią zrozumieć, czemu tak zrobiłam, ale ja nie lubię mężczyzn w taki sposób. Nie chcę iść z nimi do łóżka. Jesteśmy na miejscu.
    Ellain przeanalizowała słowa kobiety i uśmiechnęła się. Wreszcie coś, z czym będę mogła pracować, pomyślała z zadowoleniem, wchodząc do swojego nowego pokoju.
   
    Po opuszczeniu biblioteki, Gillen skierował się do swojego mieszkania. Szedł szybko, całą drogę oglądając się za siebie. Pewnie wyglądał jak idiota, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, że ktoś go śledził.
    Kolejna nieprzespana noc, pomyślał zrezygnowany, wchodząc do mieszkania. Ostatnio coraz częściej mu się zdarzały. Podejrzewał za dużo stresu i za mało zajęć, żeby ten stres odpędzić.
    Potrzebował pracy. Naprawdę musiał porozmawiać z Eanem. Nie chciał zawracać mu głowy, mężczyzna z pewnością był bardzo zajęty, ale... Miał wrażenie, że jeśli czegoś nie zacznie robić, niedługo zwariuje.
    Przygotował i zjadł obiad, niespokojny. Zmywając, niemal stłukł talerz, tak mu się trzęsły ręce. Musiał coś z tym zrobić, nie mógł tak żyć.
    Wysprzątał całe mieszkanie, które i tak było czyste, i klatkę schodową, ale nie zajęło mu to zbyt wiele czasu. Rozważał nawet, czy nie wyjść na spacer albo nie odwiedzić kogoś ze znajomych, ale zaraz przypomniał sobie uczucie bycia śledzonym i szybko odrzucił ten pomysł.
    Najgorsze było to, że cały czas miał wrażenie, jakby ktoś go obserwował. Przez to nie mógł usiedzieć w miejscu. Niespokojnie krążył po mieszkaniu, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że chyba ma paranoję.
    Weź się w garść!, powiedział sobie wreszcie i usiadł w fotelu w salonie. Zamknął oczy i odetchnął głęboko, usiłując się uspokoić. Starał się nie myśleć o niczym, a w szczególności nie o tej dziwnej kobiecie. Siedział tak przez chwilę, czując, jak przyspieszone bicie jego serca zwalnia nieco.
    W końcu Gillen otworzył oczy i spojrzał na wiszący na ścianie magion. Podszedł do niego i położył na nim dłoń.
    Wyczucie odpowiedniego magionu zajęło mu kilka minut, ale kiedy mu się udało, wysłał krótką wiadomość do Eana: Jest pan w domu? Chciałbym porozmawiać.
    Odpowiedź twierdząca przyszła kilka minut później, więc Gillen ubrał płaszcz i opuścił mieszkanie.
    Starał się iść spokojnym, powolnym krokiem i nie oglądać się przez ramię. Uczucie bycia śledzonym na szczęście zniknęło, dlatego chłopak rozluźnił się nieco.
    Mimo to, odetchnął z ulgą, kiedy wreszcie dotarł do mieszkania Eana i wszedł do środka.
    — Cześć Gillen! — zawołał mężczyzna, uśmiechając się. — Co cię do mnie sprowadza? Napijesz się czegoś? Wody, soku, wina, kawy, herbaty? Ostrzegam, nie mam cukru.
    — Dzień dobry. Kawy poproszę, jeśli to nie kłopot — powiedział chłopak.
    Odwiesił płaszcz na wieszaku przy drzwiach i sięgnął do butów.
    — Nie ściągaj! — zaprotestował Ean. — Nawet nie wiesz, jaka ta podłoga jest brudna. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tu sprzątałem.
    — Ale... — mruknął chłopak, patrząc z żałością na zabłocone buty. — Na pewno?
    — Jasne. Chodź za mną.
    Ean zaprowadził go do salonu, gdzie okazało się, że miał jeszcze jednego gościa, siedzącego na sofie.
    — Cześć Evas — przywitał się Gillen, uśmiechając się niepewnie.
    — Cześć — mruknął w odpowiedzi chłopak, nie zaszczycając go spojrzeniem.
    Trzymał w rękach magion i przyglądał mu się ze zmarszczonymi brwiami. Na magionie widniały niewielkie, pulsujące kropki.
    — Siadaj — polecił Ean, więc Gillen usiadł na jednym z foteli. — I co o tym myślisz? — zwrócił się do Evasa. — Dasz radę?
    Chłopak prychnął.
    — Ja? Bez problemu. Mogę się tym zająć nawet teraz.
    Ean uśmiechnął się.
    — Świetnie. Wolałbym, żebyś nie opuszczał miasta w najbliższym czasie, ale nie ode mnie to zależy. — Westchnął. — Będę musiał wysłać kogoś innego na spotkanie z Lonnie. Że też ta dziewczyna nie ma lepszych zajęć. Powoduje same kłopoty. Ona i jej nowi przyjaciele. — Pokręcił głową. — Zaraz wracam, idę zrobić wam kawę.
    Kiedy poszedł do kuchni, Evas prychnął.
    — Powinniśmy po prostu ich zabić. Wtedy nie byłoby kłopotu.
    Gillen nie wiedział, o czym mowa. Wbił w Evasa wzrok. Czasami ciężko było stwierdzić, czy chłopak żartuje, czy mówi poważnie.
    Evas musiał wyczuć jego spojrzenie, bo obrócił głowę w jego stronę.
    — Co? — zapytał ostro.
    — Bez obrazy, ale jesteś popieprzony — wypalił Gillen, zanim zdołał ugryźć się w język. To jest ten moment, w którym umrę, pomyślał.
    Evas zmarszczył brwi, ale nie wyglądał na szczególnie obrażonego.
    — Nie boisz się mnie?
    — Boję — przyznał Gillen. — Jak cholera.
    Evas spojrzał na niego bez zrozumienia.
    — Nie zachowujesz się tak.
    Gillen wzruszył ramionami, uciekając wzrokiem w bok. Skulił się nieco.
    — Po prostu jestem szczery — powiedział. — Nie lubię kłamać, bo zwykle jak ludzie dowiadują się potem prawdy, to są jeszcze bardziej wściekli, niż byliby za szczerość.
    Evas przyglądał mu się długą chwilę.
    — Dobra — powiedział nagle. — Pomożesz mi — oświadczył zdecydowanie.
    — W czym? — Gillen obawiał się nieco odpowiedzi.
    Ale Evas nie odpowiedział, bo właśnie wrócił Ean, niosąc dwa kubki z kawą. Wręczył je chłopakom i usiadł obok Evasa na sofie.
    — Więc? Z czym do mnie przychodzisz? — zwrócił się do Gillena.
    — Chodzi o pracę — odparł. — Naprawdę chciałbym dostać jakieś zajęcie.
    Ean westchnął.
    — Mówiłem już, nie dam ci z powrotem roboty wartownika. To zbyt niebezpieczne w obecnych czasach, prawda, Evas?
    Chłopak pokiwał głową i wypił duży łyk kawy, nie zważając na jej temperaturę. Gillen skrzywił się ze współczuciem, ale oczekiwany syk bólu nie nastąpił.
    — Jak możesz to pić? — zapytał. — Przecież jest gorąca.
    Evas pokręcił głową i wyciągnął rękę. Gillen niepewnie wręczył mu własny kubek i po chwili dostał go z powrotem. Upił niewielki łyczek kawy, która, ku jego zaskoczeniu, miała przyjemną temperaturę.
    — Magia — mruknął. — Oczywiście. — Niech to szlag, naprawdę oddałby wiele, żeby móc robić takie sztuczki.
    — Wracając do naszej rozmowy — powiedział Ean. — Nie ma mowy. Przykro mi.
    Gillen pokręcił głową.
    — Nie chodzi mi o pracę wartownika. I tak jej nie lubiłem — przyznał. — Ale chciałbym mieć jakieś zajęcie. Cokolwiek. Proszę.
    Ean zastanawiał się przez chwilę.
    - Pomyślę nad czymś i dam ci jutro znać, dobrze? Chwilowo jestem trochę zajęty.
    Gillen zmusił się do uśmiechu. Świetnie, pomyślał. 

--------------------------------

Dość długi mi ten rozdział wyszedł :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każdy komentarz to dodatkowa motywacja do pisania zatem, jeśli czytasz - skomentuj. Choćby i jednym zdaniem.